Dziwaczne pytania na rozmowach kwalifikacyjnych nic nie wnoszą…

google1 Dziwaczne pytania na rozmowach kwalifikacyjnych nic nie wnoszą…Pamiętacie listę nietypowych pytań zadawanych na rozmowach kwalifikacyjnych przez różne (nierzadko bardzo znane) firmy? Pytania typu „maili wysyłają dziennie mieszkańcy Torunia” może wprawić kandydata w osłupienie. Ci, którzy zadają tego typu pytania twierdzą, że dzięki nim mogą zbadać to jak kandydat myśli. Teraz vice prezes ds. zasobów ludzkich w Google (firmy która zasłynęła takimi pytaniami) – Laszlo Bock – twierdzi, że nie wnoszą one nic do rekrutacji.

Google, które dziwacznych pytań u siebie zakazało, było jedną z tych firm, które stosowały je namiętnie. Laszlo Bock w wywiadzie dla New York Times podkreślił jednak, że nie mają one tak naprawdę wartości w świetle oceny tego, czy kandydat będzie dobrym pracownikiem. Po porównaniu danych dotyczących sposobu rekrutacji kandydatów i tego, jak radzili sobie oni później w pracy w Google odkryto, że nie ma żadnego związku między tymi pytaniami a wynikami w pracy. Po co zatem rekruterzy je zadają? Zdaniem Laszlo po to, by sami mogli poczuć się mądrymi i sprytnymi.

Jak tą wiedzę możecie wykorzystać? Otóż jak następnym razem na rozmowie kwalifikacyjnej ktoś zapyta was o to dlaczego studzienki ściekowe są okrągłe, to powiedzcie, że według Laszlo Bocka, który rekrutuje dla Google, tego typu pytania są bez sensu i nie mają żadnego związku z późniejszymi wynikami kandydata (możecie też dodać „ale jeśli to Panią bawi, to odpowiem na to pytanie”). Jak rekruter przełknie dumę i przejdziecie dalej to super. Jeśli nie – to czy warto płakać nad utratą szansy na pracę w firmie, w której zatrudniane są niekompetentne osoby?

Dodaj komentarz

One Response to “Dziwaczne pytania na rozmowach kwalifikacyjnych nic nie wnoszą…”

  1. emigrant says:

    Rekrutacja w PL… testy psychologiczne, kolorwe Tablice Ishihary, Test Rorschacha, setki bzdurnych pytań zupełnie niezwiązanych ze stanowiskiem (mające chyba tylko na celu “zmęczyć” kandydata – najdłuższe interview w PL które odbyłem 50 min) w tym ulubione “dlaczego odszedłem z firmy” – przecież to OCZYWISTE że nie rzuca się wypowiedzeniem w firmie gdzie wszystko jest OK… na koniec debilne pytanie rekrutera “ile chcę zarabiać” po czym zdziwienie debilnego rekrutera “tak dużo?”…

    Rekrutacja w UK – na te samo stanowisko (projektant konstrukcji budowlanych…), pytanie o doświadczenie zawodowe, pytanie o projektowane obiekty, pytanie jakie znam programy i podanie PRZEZ REKRUTUJĄCEGO stawki którą proponują w odniesieniu do moich kwalifikacji – uścisk dłoni akceptujący warunki i to wszystko – niecałe 10 minut.

    W UK nikt nigdy mnie nie zapytał dlaczego odszedłem z jakieś innej firmy – zadawanie takich pytań jest źle odbierane.

    W PL rekruterzy niedorośli do swoich zadań bądź są zbyt marnie opłacani – stąd ich ta niepojęta “duma” o której Pani pisze… z tragicznym wynikiem dla procesu rekrutacji – w większości “dumny” rekruter odrzuca kandydatów mądrzejszych, inteligentniejszych od siebie… a do firmy przyjmuje debili głupszych od siebie.