Kto w Polsce musi być odporny na stres?

stres w biurze Kto w Polsce musi być odporny na stres? Pamiętacie najmniej stresujące zawody na świecie? A co powiecie na temat najbardziej stresujących? Nasz serwis przeanalizował ogłoszenia o pracę, w których wymagana jest odporność na stres – w jakich zawodach pracodawcy najczęściej oczekują odporności na stres?

Odporność na stres pojawia się najczęściej ogłoszeniach dotyczących stanowisk:

  • telemarketera
  • przedstawiciela handlowego
  • managera
  • doradcy finansowego
  • kucharza
  • kierowcy

Wymóg odporności na stres jest coraz częściej podkreślany przez pracodawców. 35% ogłoszeń na stanowiska managerskie zawiera taki wymóg. W pracy biurowej – 12%. Czy praca biurowa rzeczywiście jest aż tak stresująca?

W pracy zawodowej stresuje nas wiele jej aspektów – od napiętych terminów, trudnych projektów, przez managerów aż po tzw. technostres czyli konieczność pracy z nowoczesnymi technologiami. Nawet zwykłe zawieszenie się systemu komputerowego sprawia, że wzrasta nam poziom stresu. Co ciekawe, są ludzie, którzy lepiej pracują właśnie pod presją – niestety rzadko pozostaje to bez znaczenia dla naszego stanu zdrowia. A co Was w pracy stresuje najbardziej?

Dodaj komentarz

5 Responses to “Kto w Polsce musi być odporny na stres?”

  1. jorgi says:

    Firmy z wymaganiami “odporności na stres” zamiast konkretnych wymogów wynikających z kompetencji należy omijać szerokim łukiem. A czemu?
    A temu że “coś” jest z firmą nie tak skoro głównym kryterium jest odporność na stres. Każda sytuacja stresogenna ma jakieś PODSTAWY. Jakie są podstawy powstawania sytuacji stresogennych? —
    – przeładowanie pracowników obowiązkami (zamiast zatrudnić kolejnego pracownika tzw “cięcie kosztów”)
    – brak podstawowych narzędzi wymaganych do wykonania danego zadania (pracownik zamiast wykonywać pracę zastanawia się i “kombinuje” czym to wykonać… – kolejne “cięcie kosztów”…)
    – właściciel który celowo (np przez zabroniony polskim prawem mobbing) tworzy atmosferę niedowytrzymania.

  2. Andrzej2d says:

    Ciężko nie zgodzić się z Jorgim. Największym demotywatorem w moim przypadku jest…kierownictwo które dba o własne dupy,nie dostrzega moich kompetencji, nie docenia mojego wkladu i wysiłku, wymaga odemnie wykonywania poleceń które ZNACZNIE poniżej są moich kwalifikacji, jest głuche na moje wnioski, od 5-ciu lat niewysłało mnie na ŻADNE branżowe szkolenie (a ja wydałem przez ten czas około 5.5 tysiąca z własnej kieszeni-frajer!!!!!), awansowali na stanowiska na które ja aplikowałem niekompetentnych debili,którzy prócz znajomości nie posiadają żadnych wartości! a jak rozwiązuję problem niema nawet żadnych słów typu:”dziękuję”, denerwują mnie pytaniami na które NIEMOGĘ odpowiedzieć bo odpowiedzi nie znam-bo zna je wyłącznie prezes, traktują mnie jak idiote który nic nie potrafi a do tego powinien im lizać stopy bo ma pracę. Bezpośredni przełożeni nawet nie wiedzą co wykonuje w pracy (ZIELONEGO POJĘCIA W TEMATYCE NIE MAJĄ) i nigdy nie zostałem oceniony w/g umiejętności.

    i tym miłym akcentem pozdrawiam wszystkich z tzw MENEDŻMENTU

    ps. jak ktoś znowu mi wytknie rze robie błędy ortograficzne to w ryj! Jestem inzynierem a nie pieprzonym polonistą i mam gdzieś zasady poprawnego pisania! NIE UMIEM PISAĆ PO POLSKU! wolę uczyć się np. angielskiego lub niemieckiego….

  3. Gepard36gmailcom says:

    Gdy w ogłoszeniu pojawia się “odporność na stres”
    od razu powinien wkraczać Inspektor Pracy,
    bo coś jest nie tak, jak słusznie napisał Jorgi
    (możesz napisać do mnie na gepard36gmailcom).

    Przecież nie po to się pracuje, żeby codziennie
    się stresować, że 2 * 3 znowu nie chce wyjść 17.

    Ale horror i korupcja w firmie jest często przykryta
    papierami i procedurami, tak że zwykły Inspektor
    niewiele znajdzie. Musiałby siedzieć w firmie tydzień
    i obserwować lub robić to z zewnątrz.

    Przez 15 lat od ukończenia studiów chemicznych
    poznałem przeszło 100 firm i warunki w nich panujące.
    Nie słyszałem, aby w którejkolwiek z nich
    prowadzona była jakaś “burza mózgów” o której
    tak szumnie uczono mnie na studiach i o której
    do dziś wypowiadają się wielcy specjaliści od
    organizacji pracy.

    Burza to była wtedy, kiedy szef dał zadanie typu
    “zrobić na wczoraj” i patrzył, jak się zabijamy.
    Albo wysyłał w pośpiechu zrobiony towar ,
    potem przychodziła niezawiniona reklamacja
    i musieliśmy robić to samo drugi raz. Obserwowałem,
    kto może czerpać kasę z tego procederu ale
    nie udało mi się nic wytropić, bo kierownictwo się
    dobrze maskowało.

    W jednej z firm pracodawca na początku orzekł nawet,
    abym “nie rozwalał Zespołu” ! Po tygodniu
    już wiedziałem, że żadnego zespołu de facto nie ma,
    jest tylko grupa zastraszonych i przydeptanych ludzi,
    jak więc można rozwalić coś, co nie istnieje ?

    Kierownictwo to a także inne w znanych mi firmach –
    wygodnie odseparowało się od problemów produkcyjnych
    i laboratoryjnych, tak że nie było nawet do kogo
    pójść ze spostrzeżeniami, pomysłami, skargami,
    z zapotrzebowaniem na przyrządy i odczynniki.

    Zamiast pracy zespołowej szefowie odcięli się od niej,
    od myślenia i od problemów. Zrobili dokładnie
    odwrotnie, co powinien zrobić każdy kto ma trochę
    oleju w głowie i choć trochę zależało by mu na jakimś
    rozwoju w firmie i robieniu czegoś sensownego.

    Pisząc np. sprawozdania do nierozgarniętej córki szefa
    (mojej przełożonej) musiałem wyrzucić z nich
    70 procent szczegółów, których ona nie cierpiała,
    bo wg niej “trudno je było zaszufladkować do norm ISO”.

    A na tych szczegółach oparte były wszystkie prace
    i moje nowe metody laboratoryjne.
    Prawie z płaczem wyrzucałem 80-90% moich obliczeń
    dotyczących kinetyki chemicznej, wydajności,
    pozostawiając tylko najprymitywniejsze z nich.
    Gdybym tego nie zrobił, ona wyrzuciła by mnie.

    Przypominało to sytuację: skoro wiem na pewno, że
    w samochodzie jest jedno koło przebite, to skąd wiem,
    że są trzy koła dobre ? Ona nie uznawała wiedzy
    nadmiarowej, wiedzy nabytej na uczelni, z ksiązek,
    doświadczenia,
    wiedzy, że ponad 99% samochodów ma 4 koła…
    Stwierdziłem że smutkiem, że cofam się w rozwoju
    tak jak w 9-ciu innych firmach. Jak więc ma nie być
    stresu w pracy, skoro najpierw wyrzuca się 90%
    wiedzy na śmietnik aby potem tworzyć jakieś
    nędzne, nic nie warte procedury, które i tak
    niczego nie wnoszą ?

    Ale tak właśnie wyglądały jej RZĄDY.
    ONA TU RZĄDZI, HAHAHA, I *NIKT* INNY !!!

    Mogłem korzystać z rozwiązań z literatury
    i z internetu ale bez ich zrozumienia, czyli tylko
    je kopiując. Pracę z definicji twórczą zamieniła
    w nędzną odtwórczą. Czyli de facto zabroniła mi robić
    czegokolwiek, bo nie da się prowadzić samochodu
    z zawiązanymi oczami tylko wg pilota i mapy.

    Wprowadziła ISO i to doprowadziło do katastrofy,
    bo to było jak jazda z zabetonowaną kolumną kierownicy.
    A ona cieszyła się, że wreszcie ustały dyskusje
    czy kręcić kierownicą w prawo, czy w lewo.
    Genialne posunięcie ! (Dzięki niemu, od tego czasu,
    firmie przybyło kilkadziesiąt milionów długu,
    jak udało mi się dowiedzieć).

    Rola inżyniera w rozumieniu kierownictwa polega na
    “czynieniu cudów”, bo każdy ignoruje zalecenia inżyniera.
    Inżynier to taki “listek figowy” dla kierownika,
    dla ISO, dla Urzędu Dozoru Technicznego, Certyfikacji
    i innych takich organizacji kontrolnych.

    Na końcu to inżynier procesu jest zawsze winny i taka jest
    jego funkcja w zakładzie. Inżynierowie bronią się przed
    takimi stanowiskami rękami i nogami, ale co z tego.
    Gdybyś chciał poszukiwać kandydata na takie stanowisko,
    to – chcąc być w zgodzie z faktami – musiałbyś napisać:
    “szukam osoby z dyplomem inżyniera, NA STANOWISKO WINNEGO
    (wszystkiego: złych decyzji kierownictwa, złych komponentów,
    plam na Słońcu itp.); poza dyplomem wymagane: uległość,
    bezkrytyczne akceptowanie opinii przełożonych i współpracowników,
    znajomość i akceptacja prawdy zawartej w ukazie Cara Piotra I-go
    o głupkowatym i durnym wyglądzie, nie peszącym przełożonego
    rozumieniem istoty rzeczy.

    “Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy
    i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszył
    przełożonego”.
    Ukaz cara Rosji, Piotra I z 2 grudnia 1708r.

    Jeszcze jedno:
    w Polsce na budowach ginie tygodniowo 2-ch
    pracowników, zaś kilkunastu zostaje kalekami !!!

  4. piotrb says:

    sam pracowałem w większości w/w branż więc empirycznie potwierdzam to, co zostało napisane 🙂 gdyby nie nootropy to nie wiem czy dałbym radę codziennie się tak stresowac. polecam

  5. Alchemik says:

    Szlag to i człowieka może na spacerze trafić 😛 a praca biurowa, np. w księgowości może ciśnienie nie raz podnieść, szczególnie przy lekturze przepisów…