Uczelniany czarny kot, czyli o studenckich przesądach słów kilka.

Na uczelni czeka Cię wiele niesamowitych i wspaniałych chwil, ale też czyhają na Ciebie niebezpieczeństwa. Aby uchronić się przed nimi warto skorzystać z „mądrości” i wiedzy gromadzonej przez pokolenia ” braci studenckiej”. Jakich?

Jednym z Twoich nieodzownych atrybutów jako studenta jest indeks – zielona książeczka, która będzie Ci towarzyszyć przez pięć lat życia na uczelni. Pamiętaj, aby do zakończenia pierwszej sesji egzaminacyjnej nie zakładać na niego okładki. Przyniesie Ci to szczęście na egzaminach. Oczywiście założona w późniejszym czasie okładka nie może być kupiona. Powinien to być prezent od starszego kolegi lub koleżanki z wydziału – najlepiej prymusa, który wraz z okładką przekaże Ci także wiedzę, umiejętności i powodzenie. Pamiętaj o pierwszym przykazaniu studenta – ostatnia kartka w indeksie dotycząca wydalenia ze studiów ma być zagięta i niewidoczna, po co kusić los!

Jeśli spełniłeś te dwa warunki, to do pierwszej sesji jesteś prawdopodobnie bezpieczny. Jednak na czas egzaminów trzeba zastosować silniejsze środki. Przede wszystkim zajrzyj do książek i notatek. Ponieważ jednak studenckie życie obfituje w przypadki, zbiegi okoliczności i „magiczne zrządzenia losu” możesz spróbować czegoś dodatkowego.

W nocy poprzedzającej sądny dzień włóż książki pod poduszkę – pewnie już wiesz, ile przez sen możesz się nauczyć. Pamiętaj, żeby tego ważnego dnia wstać prawą nogą z łóżka. Może warto zrobić wcześniej przemeblowanie? Zwiąż włosy zapuszczane od dłuższego czasu (wszak nie można ścinać ich przed egzaminem), włóż „swoje szczęśliwe buty” i czerwoną bieliznę. Potem zapakuj króliczą łapkę, czterolistną koniczynkę i słonia z podniesioną trąbą do kieszeni – jesteś gotowy, możesz ruszać w drogę! Niech Ci tylko do głowy nie przyjdzie dziękować za życzenia powodzenia – zrobisz to później.

Gdy miniesz próg domu czekają na Ciebie kolejne wyzwania. Nie zaczepiaj dziś czarnego kota sąsiada i nie przechodź pod drabiną. Możesz porozglądać się za kominiarzem, oczywiście o ile masz guzik za który możesz chwycić. Jeśli ucieknie ci metro lub ledwo zdążysz na autobus potraktuj to jako znak – los mówi Ci wyraźnie: wykorzystaj do ostatniej chwili czas egzaminacyjny- pod koniec egzaminu przypomną Ci się najistotniejsze kwestie.

Kiedy mijasz próg uczelni jesteś już prawie u celu. Jeszcze tylko mocny „kop na szczęście” element nieodzowny i niezbędny. Siedząc na miejscu pamiętaj, żeby pisać na pożyczonych kartkach używanym długopisem. Nienajlepiej co prawda wróży łamiący się na początku egzaminu ołówek, ale ty się nie łam i popatrz na egzaminatora. Jeśli jakaś część jego ubrania nie pasuje do innych to pisz ogólnie, używając rozbudowanych zdań i stosuj technikę znaną pod nazwą „lania wody”.

Czas upłynął, egzamin zakończony. Teraz wystarczy tylko „chuchnąć na szczęście”, „odpukać w niemalowane” , czekać na wynik, a potem…świętować!

 

Tekst przygotowany przez Annę Skoczylas.

Dodaj komentarz

6 komentarzy to “Uczelniany czarny kot, czyli o studenckich przesądach słów kilka.”

  1. Paweł napisał(a):

    bez kopa się nie obyło!

  2. Sabina Stodolak napisał(a):

    W Krakowie jest jeszcze jeden przesąd – student pierwszego roku nie może iść na Wawel (bo będzie to jego pierwsza i ostatnia wycieczka na zamek), a w czasie sesji nie wolno przechodzić pod filarami Sukiennic – ma to przynieść pałę z najbliższego egzaminu

  3. aaalicja napisał(a):

    ja pamietam, ze w dzien egzaminow nigdy nie przechodzilam pod drabina i mialam czterolistna koniczynke w portfelu 😉

  4. Miciu napisał(a):

    ja jeszcze przydeptuje notatki, najlepiej pięć razy.

  5. Mateusz napisał(a):

    na Polibudzie podobno szczęście przynosi wizyta w Gmachu Głównym.

  6. kinga napisał(a):

    a ja sama sobie zagiełam ostatnią kartke i też działało, długopis prawie zawsze pożyczałam i nie dziękuje za życzenia powodzenia. koty lubię, ale mój nie jest czarny.