Jaką część Twojej pensji stanowią koszty dojazdu do pracy samochodem?

dojazd do pracy1 Jaką część Twojej pensji stanowią koszty dojazdu do pracy samochodem? Wzrost cen paliwa doprowadził do tego, że w Wielkiej Brytanii coraz większa część pracodawców pozwala pracownikom pracować częściowo zdalnie. Jak bowiem wynika z obliczeń statystycznych, zarabiający średnią krajowa Brytyjczyk, na paliwo wydaje 1/5 swojej pensji (przy założeniu średniego dojazdu w wymiarze 19 mil). Ile kosztuje dojazd do pracy w Polsce?

Przeciętne wynagrodzenie w ostatnim kwartale 2010 roku wyniosło 3438 zł brutto, czyli 2461 zł netto. Zakładając, że aby dostać się do pracy mamy do pokonania 10 km w jedną stronę ( a nie jest to wcale jakaś wygórowana odległość), to dziennie pokonujemy 20 km. Przy samochodzie który spali nam 8 litrów na 100 km w trakcie jazdy po mieście, mamy miesięczny koszt benzyny na poziomie 168 zł miesięcznie, czyli zaledwie niecałe 7% miesięcznego uposażenia. Szału więc wielkiego nie ma.

Oczywiście, nasza mobilność jest coraz większa i nie każdy ma do pokonania jedynie 10 km – bywa, że dojeżdżamy i po 30 – 40 km. Wtedy, koszty dojazdu zaczynają być już dość mocno odczuwalne.

Jak jest u was? Czy koszt paliwa (jeśli dojeżdżacie samochodem) jest znaczący? A może ceny paliwa spowodowały, że przesiedliście się na komunikację miejską lub rower?

Dodaj komentarz

22 Responses to “Jaką część Twojej pensji stanowią koszty dojazdu do pracy samochodem?”

  1. jozi says:

    Jak Pani coś porównuje to prosze porównywać rzetelnie… Z Pani głupot wynika że Polacy wydają na dojazd do pracy mniej niż Anglicy !!!

    “Średni dojazd” Anglika do pracy (w jedną stronę? czy w obie?? – raczej jedną) 19 mil…mila angielska = 1,609344 km = ~30,6 km… UWAGA w Angli są !!! AUTOSTRADY !!! i pokonanie takiego dystansu dziennie nie jest niczym szczególnym.

    Porównuje pani do dojazdu Polaka 10 km (taki dystans jeździ się komunikacją miejską albo idzie na piechotę…) czyli niecałych 6,2 mil angielskich (różnica dystansu 3x !!!) oraz liczy po “przeciętnym wynagrodzeniu GUS’owskim” o którym ~75% Polaków może jedynie poczytać w rocznikach statystycznych.

    Prawda jest taka że statystyczny Anglik licząc po najniższym wynagrodzeniu wydaje 1/5 uposażenia na dojazd, 2/5 – 3/5 na życie (mieszkanie, jedzenie) a 1/5 – 2/5 jest w stanie odłożyć.

    Jak to wygląda w Polsce? Licząc po Pani “średniej Gusowskiej” min 500-600 zł na paliwo (przy dystansie 30 km w jedna stronę), mieszkanie 1200-1500, rachunki, jedzenie… i jest ZERO.
    Polacy zarabiający minimalną krajową są w o wiele lepszej sytuacji ! Ich po prostu nie stać na kupno auta przez co “oszczędzają” na kosztach kupna paliwa….

  2. jozi says:

    ps…. “średnia GUS’owska” nie stanowi nawet 2/3 najniższej pensji w UK.
    Przeliczyłem Pani angielskie dystanse i “koszta dojazdów”… co wychodzi?
    30 km dziennie -> 600 km miesięcznie = koszt około 63 Funty (przy cenie 1.3 Ł za litr)
    60 km dziennie -> 1200 km miesięcznie = koszt 126 Funty
    Jeżeli “zarabiający średnią krajowa Brytyjczyk, na paliwo wydaje 1/5 swojej pensji” to “średnia krajowa” w UK musiała by wynosić 320~650 Funtów a tak niestety NIE JEST.

    Polecam lekturę przed napisaniem kolejnych bzdur o tragicznej sytuacji ekonomicznej w UK http://www.statistics.gov.uk

    • Sabina Stodolak says:

      @ Jozi -Po pierwsze – ja nie porównuje sytuacji w Polsce do sytuacji w Anglii. Przeczytałam badania na temat stosunku cen paliwa do pensji w GB i zastanawiam się, jak to wygląda u nas. Czy ma Pan gdzieś w tekście porównanie że w GB jest lepiej bądź gorzej niż u nas? Po drugie – pod linkiem umieszczonym w tekście tak, gdzie pisze o koszcie paliwa w Wielkiej Brytanii jest link do badan. Brytyjskich – nie moich. Po trzecie – 10 km na piechotę, to raczej nie sądzę – szedłby Pan prawie dwie godziny do pracy w jedna stronę? Po czwarte – wybrałam dystans 10 km, gdyż w Polsce większość ludzi nie dojeżdża tak daleko do pracy jak założono w badaniach brytyjskich – przypuszczam że dlatego, gdyż – jak Pan słusznie zauważył – u nas nie ma autostrad. Tekst jest zaproszeniem do dyskusji w kontekście tego, czy dojazd do pracy jest dla naszych czytelników kosztowny czy też nie jest to jakaś znacząca kwota w budżecie.

  3. mafik says:

    w zasadzie każdy człowiek w Polsce nie podejmie się pracy, w której wynagrodzenie byłoby tak niskie że koszt dojazdu osiągałby graniczny punkt wypłacalności (rachunki,utrzymanie itp) wiec jest to w zasadzie zamknięty temat ponieważ nikt tak na dłuższą mete nie wytrzyma w pracy (pracując na dojazd do pracy). Oczywiście istotnym elementem jest komunikacja miejska, masowa itp.

    Przyznaje że podane cyferki odpowiadają mojemu dojazdowi do pracy, średnio 20 km dziennie co daje efekt ok 180 zł/miesiąc i nie jest tragicznie, może fakt że lubie jeździć autem mnie do tej opini skłania 😛

    porównując wynagrodzenie minimalne w naszym kraju (chyba 1386 zł) jest to raczej spora kwota za dojazd do pracy, a raczej niegodna.

  4. jozi says:

    Gdzie porównanie? Pisze Pani o 20% wydawanych przez Anglików na dojazd i od razu podkreśla że w Polsce wydajemy średnio 7% (przy całkowicie różnych dystansach czyli kosztach). Pani porównanie polega na przytaczaniu dystansu 19 mil (31 km) pokonywanych przez Anglika do niecałych 10 km pokonywanych przez Polaka i podsumowaniu że Polak wydaje tylko 7% w porównaniu do “biednych” Anglików wydających 1/5 pensji…

    Przy tych samych dystansach (60km/dziennie) Polak wyda ~460 zł czyli 50% najniższej krajowej pensji (netto bo i o netto jest mowa w przytoczonym artykule) i 1/5 zarobku “średniej GUS’owskiej”, która dla wielu Polaków pozostaje w sferze marzeń…

    A czemu Polacy dojeżdżają max 10 km dziennie? Bo zarabiają grosze stąd brak mobilności… Jeżeli Anglik będzie mieć do pracy dystans 10 km to jego koszta też będą niższe !!! 😉

  5. Andrzej2d says:

    W moim przypadku jest to ponad 40 km dziennie (około 23 w jedną stronę). Ponieważ zarabiam około 2tyś na rękę jest to znaczący koszt (300-400 zł miesięcznie). Niestety mieszkam w takim mieście w którym komunikacja w kierunku zakładu pracy praktycznie nie istnieje. I to jest mój największy ból,którego nie jestem w stanie przeskoczyć. Istnieją co prawda prywatne busy ale tak fatalnie kursują że albo jestem godzinę przed albo godzinę po. Jestem SKAZANY na swój środek komunikacji. Najbardziej irytują mnie osoby które do pracy mają 1-2km i korzystają z samochodu! Niejednokrotnie BUJAM SIĘ WOKÓŁ parkingu bo nie mogę znaleźć miejsca-a kierownika to g.obchodzi czy mam czym dojechać i gdzie zaparkować. Bo mam być na czas na swoim stanowisku pracy. A taki jemioł zamiast zrobić sobie spacerek musi swoją dupkę przewieźć bo się zmęczy! Zimą to najlepiej zaobserwować-szyby nie zdążą odmarznąć a samochód jest już zaparkowany.
    Ja zmniejszyć koszty? Te pytanie chyba codziennie sobie zadaje. Po1) DIESEL-musi byc na pompie! Zalewasz praktycznie wszystko co przypomina olej i jedziesz! 🙂 mój mi spala 4.5/100 – uważam że dobry wynik. Po2) Osprzęt musi być wymieniany REGULARNIE- czyli filtry paliwa,powietrza,oleju. Wszystko to co dusi silnik odbija się w baku. Po3) najwazniejsze-STYL JAZDY-nie kręce go do 3.5 tysi tylko delikatnie przyspieszam-niemalże ciapowato-duużo korzystam z 5 biegu a przede wszystkim przedział prędkosci 80-90km/100. To naprawdę daje efekt. Zimą ważne jest żeby nie nadmiernie grzać silnik-czyli odpalam dziada,skrobie szybki i jazda. Temp. nie musi wcale osiągnąć optymalnej- to jest w/g mnie zbyteczne zużycie paliwa.
    Starszy diesel ma jeszcze jeden plus-koszty utrzymania są znacznie niższe niż młodszych aut. Koszt wymiany paska+rolek,pompy wody etc można przyjąć na poziomie 300-400 zł,pomijając fakt że to samemu robisz!
    O samochód trzeba dbać. Nie wspominam o zawieszeniu bo to jest temat na inną historie. Wspomnę tylko że kocówki zmieniam średnio co 3-4 miesiące SZOK! Ale takie są polskie drogi!
    A najbardziej mnie wk… jak taki Pan z Wa-wy pierdaczy mi że trzeba podnieść Vacik! Niech ten Vacik sobie wsadzi!!!!
    Mój znajomy był w delegacji w NY. Opowiadał mi że jego kolega (Amerykanin) codziennie dojeżdżał 120 km (przeliczając mile na km) do pracy. Zajmowało mu to niecałą godzinę. Zabawne….tyle samo co mi….Wniosek? Muszę przenieść się do NY 🙂
    Na zakończenie apel: LUDZIE!!! JAK NIE MUSICIE NIE KORZYSTAJCIE Z WŁASNEJ KOMUNIKACJI KORZYSTAJCIE Z PUBLICZNEJ!!! Zabieracie przestrzeń takim ludziom jak ja,którzy wyboru NIE MAJĄ! Ja nie mam alternatywy w odróżnieniu do Was. Doprawdy te 4-6 km można nawet rowerem przejechać! A nie robić z siebie idiotę i przejechać 1 km autem.

  6. jozi says:

    @Andrzej2d… jak to nie masz alternatywy? Jak najbardziej masz!! Możesz zmienić:
    – miejsce zamieszkania
    – miejsce zatrudnienia, nawet kosztem wysokości uposażenia – co to za różnica czy zarobisz 2tys dymając 40 km dziennie czy 1600 pod domem ? do wydania w portfelu jest tyle samo a ile oszczędzasz czasu, zdrowia i pieniędzy (dolicz koszta eksploatacji auta).

  7. Andrzej2d says:

    jozi nie mogę się z Tobą zgodzić. Zmiana zamieszkania-wynajęcie mieszkania (mam rodzinę) koszt 1200 zł,do tego dochodzą stale opłaty czyli około 1600 z portfela(dowiadywałem się ile to kosztuje właśnie poto żeby nie dojeżdżać )W tej chwili mieszkanie kosztuje mnie 600PLN . A zmiana pracy na 1600?-to jest kpina!!! I tak uważam że mało zarabiam i jeszcze chcesz żebym mniej zarabiał? Weź facet!! Ta Twoja “alternatywa” jest po prostu ŚMIESZNA! Nie wiem czy wiesz ale w każdym banku badają Twoją zdolność kredytową. I im więcej zarabiasz na papierze tym lepiej dla Ciebie. A w życiu zawsze przychodzi taki moment że trzeba się udać do tej ździerstw instytucji. Jedynie z czym mogę się zgodzić to zmiana pracy-na lepiej płatną i całkiem w innej części co najmniej Polski(żeby nie powiedzieć Świata). Tylko że nikt nie powiedział że w nowej pracy nie będę musiał dojeżdżać. Przykład stolicy-za metr kw. w centrum trzeba zapłacić około 12 tysięcy. Pomyśl ile musiałbym zarabiać żeby móc kupić sobie mieszkanie,takie skromne np.50mkw i mieć 5 min do pracy? Nie wiem jozi ile masz lat ale wydaje mi się że ciut zycia nie znasz.Pozdrawiam

  8. ktoś says:

    jasne jozi a nie przyszło ci do głowy ze nie kazdy mieszka w duzym miescie badz wogóle w miescie i nie kazdy ma miasto jakiekolwiek w poblizu i niektórzy musza po prostu dymac do pracy 40 km bo blizej nie ma zadnego miejsca pracy!

  9. ktoś says:

    a zmiana miejsca zamieszkania ….hmm jak ktos ledwo wiaze koniec z koncem to niby w jaki sposób ma zmienic miejsce zamieszkania nie majac odłozonych pieniedzy….

  10. br says:

    1/5 pensji na dojazdy, qrcze do mi wyszlo ze bym płacił 270 funtow miesiecznie (czyli ok 210 litrow benzyny) spokojnie starczy na 2,5 tysiaca km = 130 dziennie

  11. jozi says:

    @Andrzej2d i Ktoś…

    Jak komuś źle to albo coś zmienia w swoim albo nie powinien przestać biadolić… Skoro nie podejmuje żadnych kroków i nic nie robi to mu najwyraźniej aktualne warunki odpowiadają.

    ZAWSZE JEST ALTERNATYWA – wasz problem jest w waszych głowach, boicie się zmian bo zmiany są “niepewne”…

    @Andrzej2d – uważasz że zarabiasz grosze? A byłeś kiedyś upomnieć się o podwyżkę???

    Co do argumentu “zdolności kredytowej”… ten argument jest śmiechu warty – przy 1600 czy 2000 zdolność kredytowa jest praktycznie taka sama (mizerna).

  12. ktoś says:

    wiec niby ja sie nad sobą uzalam i nic nie chce zmienic tak jozi?? a poznałes moją sytuacje wpierw by tak to oceniac?? Mieszkam na wsi do najblizszego miasta mam 38 km i tylko tam są jakiekolwiek miejsca pracy…dodam ze nie jest to jakies duze miasto wrecz malutkie niespełna 10 tys mieszkanców wiec o prace tez tam nie jest łatwo bynajmniej o dobrze płatną… pracuje wiec na umowe zlecenie za 1000 zł miesiecznie lecz niestety musze dymac te 38 km do pracy bo blizej naprawde nie mam zadnych miejsc pracy….
    Druga alternatywa wg ciebie to zmiana miejsca zamieszkania… tak mógłbym sie wyprowadzic do wielkiego miasta ale za co? wiem tam znalazł bym dobra prace za dobre pieniadze i na miejscu …tylko wynajmij mieszkanie w duzym miescie…..no własnie! sam problem nie tkwi w kosztach które byłbym w stanie pokryc pracujac ale w tak zwanym starcie. 1 miesiac nim dostane pierwsza pensje kto opłaci mi czynsz, kaucje zwrotną, rachunki, jedzenie i inne koszty zycia?? (razem około 3 tys zł na start) niby skad mam je wziac jak moj obecny zarobek ledwo starcza mi by zwiazac koniec z koncem nie mówiac ze kredytu nie wezme bo jak pisałem robie na zlecenie…nie mam tez nikogo kto by mi pomógł finasowo typu rodzice dziadkowie rodzenstwo nie mam nikogo moze paru znajomych ale oni maja jeszcze gorsze sytuacje ode mnie….
    I proponuje jozi warszawiaczku bys na 2 raz przemyslał cos zanim zaczniesz doradzac bo moze sobie tego nie wyobrazasz ale sa regiony w pl gdzie zycie wyglada tak jak pisałem

  13. jozi says:

    Po pierwsze nie jestem “warszawiaczkiem”
    Po drugie – jak ktoś chce to i bez grosza przy duszy może zmienić miejsce zamieszkania nawet wyemigrować za granicę!… Znam osobę która tak zrobiła bo nic innego jej nie zostało (oprócz “sznura”)

    Po trzecie – Czemu pracujesz na umowę zlecenie? Taką umowę PODPISAŁEŚ a teraz biadolisz ze nie masz zdolności kredytowej… A może to przez fakt iż mieszkasz na wsi, masz pole płacisz g… KRUS i zatrudnienie na pełną umowę spowodowało zawieszenie KRUSu?

    Po czwarte – Na wsi nie ma pracy? Od kiedy??? Rolnicy zawsze biadolą jak to “ciężko” pracować na roli… i ile to “pracy” ich kosztuje.

  14. Andrzej2d says:

    Jozi znawca życia napisał:”Jak komuś źle to albo coś zmienia w swoim albo nie powinien przestać biadolić… Skoro nie podejmuje żadnych kroków i nic nie robi to mu najwyraźniej aktualne warunki odpowiadają.”
    Wskaż mi dziecko w którym miejscu “biadole”? Podzieliłem się synku z internautami jak ja sobie RADZĘ z kosztami dojazdu. Jedynie apelowałem do tej części czytelników,którzy mogą zrezygnować z samochodu ażeby to uczynili-wszystkim to na lepsze wyjdzie. Jozi,mój malutki ,dla banku liczy się nawet 50 zł. Proponuję żebyś na chwilę oderwał się od Cartoon Network i pobawił się np.kalkulatorkiem dostępny na jakiejkolwiek witrynce jakiegokolwiek banku. Zapewniam Ciebie mój synku ze te 400 zł ma BARDZO DUŻY wpływ na zdolność.
    Chłopcze, nie każdy traci czas na grach na Sony PlayStation i faktycznie coś robi. Ja przynajmniej rozejrzałem się po lokalnym rynku,sprawdziłem DOKŁADNIE koszty najmu mieszkania i przeanalizowałem sytuację. Wniosek był następujący:Przy moich zarobkach najrozsądniejszym rozwiązaniem jest dojeżdżać własnym samochodem(to jest wiesz ten brm brm) pomimo relatywnie wysokich kosztów. Bo i tak to mi bardziej się to opłaca.
    Na koniec dam Ci radę w Twoim stylu:
    Znajdź sobie bardzo dobrze płatną pracę,taką za 20 tysięcy miesięcznie,spraw sobie nowe auto-takie za sto tysięcy a na koniec kup sobie mieszkanie-takie za 1 milion złotych.
    Bo przecież chcieć to móc-nieprawdaż?

  15. ktoś says:

    jozi pracuje na umowe zlecenie bo nie chcieli dac mi umowy o prace dostałem ultimatum umowa zlecenie lub dowidzenia a poniewaz w moich stronach nie ma w czym przebierac z pracą musiałem wziąć tę prace
    po 2 mieszkam na wsi lecz nie posiadam nawet hektara ziemi wiec nie mam KRUSu i takich tam dodatków i nie mam żadnego pola
    a po 3 mógłby isc do pracy do rolnika tyle ze po pierwsze to sezonówka czyli jeszcze gorzej niz zlecenie a po 2 u rolnika pracuje sie “za wódke” bo takie panują na wsi obyczaje niestety… w dalszym ciągu pokazujesz chłopie ze nie znasz zycia
    piszesz ze miałes znajomego co wyemigroiwał bo miał pętle na gardle ale czy wiesz aby napewno ze niał przy sobie ani złotówki?? watpie bo tak czy tak trzeba miec przynajmniej to minimum na zarcie przez pierwszy miesiac a ja nie mam nawet tyle

  16. emigracja says:

    My tak właśnie wyemigrowaliśmy w zupełnie inną część Polski niż nasza rodzima. I też nie mieliśmy nic pieniędzy, ale mogliśmy wziąć pożyczkę. Musieliśmy kupić auto, bo nie mieliśmy. I na pierwsze dwa miesiące mniej więcej takie zabezpieczenie w razie gdyby z pracą było ciężko. I tak, praca znalazła się po tygodniu, ale za 1500zł, choć miało być 3, bo gościu zaczął mieć kłopoty finansowe, a wynajem 1500zł. Jakaś masakra. Potem zwolnienie i kolejne 2 tygodnie bez pracy. Tak po trzech miesiącach dopiero znaleźliśmy normalną firmę, która była w stanie wypłacić pieniądze normalnie (przeprowadziliśmy się w chwili gdy był ten największy krach i większość firm po prostu ogłaszało upadłość). Po tych trzech miesiącach byliśmy zadłużeni po uszy. Mieliśmy takie problemy finansowe na głowie, że aż strach pomyśleć co by było gdyby. Ale w końcu udało się jakoś znaleźć mieszkanie za grosze. I teraz nie odczuwamy wynajmu w kosztach, ale w luksusie, bo nie ma żadnych warunków, jest okropnie, do tego dwie godziny niecałe na dojazd do pracy, nie mówiąc już nawet jak są korki to można stać i korzenie zapuścić. Nie wiem czy bym wyjechała drugi raz. Teraz mamy szanse niby na przyszłość, bo powolutku wychodzimy z długów, choć i tak końca nie widać, ale przynajmniej już coraz mniej siwych włosów na głowie przybywa. I niby są szanse na lepsze zarobki, ale tyle ile się naszarpaliśmy to naprawdę nikomu nie życzę, tyle przepłakanych nocy, kłótni, po prostu człowiek ma dość takiego życia, jeszcze bez znajomych, przyjaciele w rodzinnym mieście, ciągła tułaczka. W naszym mieście można było spokojnie przejść na pieszo do pracy lub autobusem, nie mieliśmy auta, bo nie było nam potrzebne, na rękę były 2tys, ja zasiłek, ponieważ zrezygnowałam z pracy po macierzyńskim i gdy nasze dziecko było malutkie się przeprowadziliśmy. Tak więc tylko jedna pensja, nieznane miasto, mnóstwo długów. W rodzinnym mieście ja bym nie miała szans na pracę chyba, że za 500zł, a mąż zarabiał na rękę 2 tys. Szans na coś własnego nie było żadnych, wszystko było na miejscu, wygodne życie, ale wiecznie wynajem. A mieszkanie właścicielka trzymała dla córki, więc nie wiadomo czy za rok by nam nie podziękowała, a wtedy za grosze już by nie dało rady wynająć, bo nawet tam gdzie zarobki nie przekraczają 2 tys wynajem teraz kosztuje minimum 600zł, ale to naprawdę ze świecą szukać, bo teraz 90% wynajmu jest za 900zł, a gdzie opłaty? My wynajmowaliśmy za 400zł, tyle co teraz, więc w miarę tanio, ale też po znajomości, a gdzie indziej to już trzeba by się liczyć z opcją 900zł/mc.

  17. ktoś says:

    mozna wynajac nawet za 300 zł miesiecznie np w jakims hotelu robotniczym…co do dojazdów to w duzym miescie wybrałbym komunikacje miejska nie auto tyle ze nawet licac te najmniejsze koszta 300 zł za wynajem + 300 zł na jedzeinie + jakies zabezpiecznie chociaz 200 zł to trzeba miec na ten start te min 800 zł by marzyc o przeprowadzce ja jestem bez złotówki i nawet nie mam od kogo pozyczyc nie mam rodziny a znajomi po uszy w wiekszym bagnie ode mnie… nikt mi nie powie ze mozna wyjechac wyemigrowac nie majac nawet złotówki bo dobrze wiemy ze to bajki za co bede jadł 1 miesiac nim dostane 1 pensje? hotel pracowniczy tez chocby najnizsze koszty ale tez trzeba zapłacic z góry…

  18. marek says:

    Można to policzyć za pomocą tego kalkulatora – http://www.otodojazd.pl/kalkulator-dojazdow-do-pracy.html

  19. polen says:

    Witam, codziennie pokonuję 80km(razem w dwie strony) Czyli 80×22 =1760 km. Przy spalaniu 6,5l/100km to jest 114,4l miesięcznie do samej pracy. plus wyjazdy prywatne to gdzieś około 135l x 5zł/l =675zł. przy zarobkach 1280(najniższa krajowa. ) połowa wypłaty idzie na dojazd. Skąd wy bierzecie tą średnią? stąd że jeden zarabia 1280 a taki poseł 12500 . Prąd 150zł, woda 100 , tv,internet + tel 200 to daje nam 1125zł + 50 zł butla gazu to 1175zł. czyli za 105zł trzeba nakupić jedzenia i myśleć co dalej… żałosne to jest. I dziwicie się że młodzi ludzie wyjeżdżają za “chlebem” do niemiec, holandii czy norwegii. Tam za 1000euro na dużo więcej sobie mogą pozwolić…

    • roman says:

      Ja dojeżdżam do pracy ok 80km w jedna strone wlasnym autem. Koszt paliwa ok 900 zl ( 200l) Koszty dodatkowe auta to ok 800 zl (amortyzacja i naprawy) Praca w mieście wojwodzkim. Zamieszkanie miasto powiatowe do 50tys. Teoretycznie moglbym za te cene wynajac dwa pokoje w miescie pracy i zaoszczędzić ok 2.5h dziennie na dojazach. Gdybym chciał wynajac taki dom jak obecnie mieszkam musiałbym przeznaczyć ok 4tys na wynajm. Gdybym chcial sprzedac swoj dom i kupic taki sam w mieście pracy. Sytuacja byla by jeszcze inna. Kazda nalezy rozpatrywac indywidualnie. Dodatkowo jest setki pytań. Np jak wykorzystasz 2.5 h dziennie zaoszczędzone na dojazdach? Nadgodziny. Czytanie książek? Nauka? Czy po prostu lezenie przed TV? Czy żyjesz czy wegetujesz? Po co ci więcej pieniędzy? Mieszkać w swoim domu bez pieniędzy czy wyjechac w nieznane za praca? itp itd