Telepracownicy bardziej zadowoleni niż „biurowcy”

praca zdalna biuro1 Telepracownicy bardziej zadowoleni niż „biurowcy”
Osoby, które przez większą część tygodnia mogą pracować zdalnie i nie muszą przychodzić do biura, są znacznie bardziej zadowolone z pracy niż ci pracownicy, którzy codziennie muszą przychodzić do biura – wykazały badania przeprowadzone na University of Wisconsin-Milwaukee.

Praca zdalna, jak dowodzą badacze znacznie skuteczniej łagodzi stres niż go powoduje – w efekcie bilans wychodzi na plus na korzyść bezstresowej pracy – tego zaś o pracy w biurze powidzieć nie można.

Kathryn Fonner , asystentka profesora komunikacji, która prowadziła badania, porównywała plusy i minusy każdego z typów pracy, pod pojęciem pracy zdalnej rozumiejąc prace, która przynajmniej 3 razy w tygodniu nie wymaga bycia w biurze i umożliwia dowolne zarządzenie własnym czasem pracy. Na korzyść pracy zdalnej przemówił znacznie obniżony poziom napięcia między życiem zawodowym a życiem rodzinnym, (w porównaniu do pracowników biurowych), który odczuwali badani. Minusy pracy zdalnej – izolacja od kolegów z biura, przez badanych uznana została za niewielką przeszkodę – czyżbyśmy jednak przeceniali znaczenie bezpośredniej komunikacji?

W badaniu okazało się również, że o ile pracownicy zdalni rzeczywiście mają mniejszy kontakt ze współpracownikami i rzadziej z nimi rozmawiają, to w sprawach służbowych komunikują się równie często co pracownicy w biurze. Przekładając to na życie biurowe, oznacza to tyle, że pracownicy zdalni po prostu mniej plotkują (i tym samym mniej czasu marnują).

Zmniejszony poziom stresu, jaki wykazują pracownicy zdalni, wynika według badań w głównej mierze z tego, że pracownik pracujący poza biurem odizolowany jest od biurowych intryg, nagłych napadów wściekłości szefa (nie obrywa mu się rykoszetem), nikt mu w pracy nie przeszkadza i nie rozprasza go spotkaniami, czy też wspomnianymi wyżej plotkami.

Jak widać – same plusy i to nie tylko dla pracownika, lecz również dla pracodawcy, który może mieć bardziej efektywnego pracownika. Szkoda, że tak mała ilość pracodawców rozumie plusy, jakie daje praca zdalna.

źródło:eurekalert.org

Dodaj komentarz

3 Responses to “Telepracownicy bardziej zadowoleni niż „biurowcy””

  1. Andrzej says:

    Całkiem dobrym pomysłem jest połaczenie tych dwóch form – bycie w pracy jedynie gdy to konieczne. Mamy wówczas zarówno oszczędność finasową ze strony pracodawcy (powierzchnia biurowa) jak i czasu i pieniędzy pracownika (częściowy brak dojazdów) oraz nadal dobry kontakt ze współpracownikami 🙂

  2. karolina says:

    Trzeba pamiętać jeszcze, że praca zdalna wymaga wielkiej samodyscypliny i umiejętności organizacji czasu oraz możliwości odcięcia się od życia domowego i spraw prywatnych po to, by poświęcić odpowiedni czas na pracę. Dla wielu ludzi obowiązeku wyjścia z domu i przebywania w pracy-innym miejscu niż dom jest warunkiem pracy-czynności, jeżeli pracujemy w domu rozpraszać bardzo wiele rzeczy. Należy też wspomnieć, że u nas pracodawcy pracę zdalną rozumieją też jako zupełny brak partycypacji w kosztach pracy tele-pracownika, który przecież musi korzystać z telefonu, internetu, mieć odpowiednie stanowisko pracy.

  3. Łukasz says:

    Zgadzam sie Karolina – i to jest sedno sprawy. Samorozwoj, samodyscyplina – w koncu o to chodzi – jak to jest, ze 20% procent handlowcow (przykladowo, zasdad 80/20 jest uniwersalna..) generuje 80% przychodu?
    To wszystko kwestia nauki, wytrwalosci – ale to wymaga wysilku.. Pracy nad soba – tutaj trzeba sie zmierzyc.. z sobą 🙂 Dlatego nie kazdemu sie chce, niestety.. Powiedzialbym nawet ze to podstawa osiagniec, w kazdej dziedzinie.
    Przykladowo: mamy dwie osoby – obydwie pracuja w tym samym miejscu, maja rodziny. Chca sie nauczyc jezyka. Jedna dziala codziennie, znajduje godzine, i uczy sie, robi cos regularnie, jezeli juz oglada tv – to wlacza BBC – zeby sluchac, szuka ludzi ktorzy chca pisac po angielsku – skype, maile etc.

    Druga – roznie, a to ‘nie ma czasu’ (ale na serial czy wiadomosci czas znajdzie..;) a to cos tam. Po roku jedna juz rozumie, potrafi cos napisac, nawet sie dogada z kims po angielsku.
    Druga – coz – slabo, bo i nie poswiecala na to czasu. I wielu woli wtedy powiedziec: bo Ty masz predyspozycje, Tobie latwiej to przychodzi etc – a wiemy co tak naprawde mialo na to wplyw.. I to dotyczy nie tylko nauki jezyka.

    Wazne ze kazdy moze – trzeba tylko chciec, probowac, wyrabiac w sobie dobre nawyki (nie, to nie jest proste, zgadzam sie) ale czy warto? Hmm, no coz.. 🙂