Pracownicy wciąż dyktują warunki zatrudnienia

Rekordowo niskie bezrobocie, dobry stan gospodarki i starzenie się społeczeństwa ograniczają podaż pracowników. W efekcie ci ostatni wymuszają lepsze warunki zatrudnienia.

Tej sytuacji nie zmieni nawet prognozowane pogorszenie koniunktury. Nawet jeśli mniej będzie nowych miejsc pracy, wciąż pozostaną tysiące wakatów. Rynek pracownika jest najbardziej widoczny w sektorze produkcji. Brakuje zarówno robotników wykwalifikowanych, jak i tych wykonujących proste prace. Najmniejszy wpływ na warunki zatrudnienia mają kandydaci na stanowiska w administracji publicznej i w budżetówce, gdzie zmiany wciąż krępuje gorset szeregu ustaw i regulacji. Ograniczone pole manewru mają też mieszkańcy regionów z wysokim poziomem bezrobocia. Ale właśnie tam biznes rozważa nowe inwestycje.

Polska w niemieckim lustrze

Zjawiska na niemieckim rynku zazwyczaj odbijają się na polskim. Jednak wieści o nich ograniczają inwestycje w naszym kraju, choć głównie infrastrukturalne, niekoniecznie związane z rynkiem pracy. Wynika to stąd, że rezygnacja z pracownika jest trudniejsza niż odłożenie nowych przedsięwzięć. Z podjętych zobowiązań nie można się łatwo wycofać, co zatrudnionym daje poczucie większego bezpieczeństwa. Dlatego potencjalne pogorszenie koniunktury przynajmniej w najbliższych latach nie odbije się na rynku pracy. Nawet wyhamowanie wzrostu gospodarczego nie spowoduje, że pracodawcy będą dyktować warunki. Wciąż potrzebują pracowników, a demografia raczej tutaj nie sprzyja. Starzejemy się i coraz więcej osób przechodzi na emerytury. Niepewny jest też los zatrudnionych w Polsce obcokrajowców, głównie tych z Ukrainy. Być może zaczną opuszczać Polskę zachęceni lepszymi ofertami w krajach zachodnich.

Od czasu transformacji ustrojowej i wprowadzenia gospodarki rynkowej obserwujemy, że amplituda wahań zatrudnienia na rynku pracy stopniowo spada. Kiedyś silne wzrosty bezrobocia pozwalały przedsiębiorstwom dyktować warunki. A w najbliższych latach nawet jeśli ten poziom wzrośnie, to nie do np. 20 proc., jak było w przeszłości, ale w znacznie bardziej ograniczonym zakresie. To w dużej mierze wynika właśnie z problemów demograficznych, a nie tylko ze wzrostu gospodarczego. Spada bowiem liczba osób poszukujących zatrudnienia.

Nie ma wsparcia dla migrujących

To problem wynikający m.in. z poziomu zamożności. Zmiana miejsca zamieszkania wiąże się z koniecznością wynajmu mieszkania, a polskie zarobki niekończenie pozwalają na takie wydatki. Tymczasem w rodzinnej miejscowości można mieć do dyspozycji np. dom po dziadkach. Co więcej, niewiele firm decyduje się na wsparcie migrujących „za chlebem”. Dotyczy to zwykle wąskich specjalizacji, w których panuje duży głód pracowników. Z drugiej strony, urzędy pracy oferują bony relokacyjne, czyli dopłatę do zamieszkania w nowym miejscu.

Niedobór kadr wpływa na decyzje pracodawców w kwestiach inwestycyjnych. Trudno stawiać nowe linie produkcyjne czy magazyny, jeśli nie da się skompletować załogi. Coraz częściej przedsiębiorstwa poszukują obszarów, w których dostępność kandydatów jest większa.

Rynek dojrzał

Kandydaci są bardziej świadomi nowych możliwości. Nie dotyczy to tylko wyższych zarobków, ale także warunków zatrudnienia, zarówno pod względem narzędzi czy szkoleń, jak i relacji personalnych. Biznes już zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma powrotu do czasów, gdy wysokie bezrobocie pozwalało na dyktowanie dowolnych warunków pracy czy na zatrudnianie w szarej strefie.

Źródło: MondayNews