Płaca za produktywność a nie wysiedziane godziny?

Czy wiecie, że statystyczny Niemiec pracuje 600 godzin rocznie mniej niż statystyczny Grek, a za to przynosi swojej firmie znacznie większy przychód? Dzieje się tak dlatego, że produktywność Niemców jest około 70% wyższa niż produktywność Greków. Dlaczego zatem nadal jesteśmy rozliczany głównie za czas pracy?

W wielu zawodach stawka godzinowa jest konieczna – trudno uzależniać wynagrodzenie kasjerki jedynie od produktywności – musi być obecna w pracy w godzinach otwarcia sklepu. W wielu innych zawodach, ustalenie zależności między efektywnością pracy a pensją byłoby w zasadzie możliwe. Mimo tego, najczęściej jesteśmy rozliczani nie za efekt jaki przynosi nasza praca, ale za czas jaki w niej spędzamy. Jest to niekorzystne zarówno dla firmy (bo z perspektywy pracownika nie opłaca się dbać o efektywność pracy – im bardziej będziesz efektywny, tym więcej dostaniesz do roboty a z pracy i tak nie wyjdziesz wcześniej) jak i dla pracownika (zwłaszcza tego bardziej efektywnego), który frustruje się tym, że mimo iż pracuje lepiej niż kolega, z pracy wychodzą o tej samej porze.

Alternatywą, która pomaga w motywowaniu do efektywnej pracy jest niekiedy premia lub dodatek do wynagrodzenia – pracownik lepiej pracujący po prostu lepiej zarabia. W wielu firmach premia w takich przypadkach jest jednak jedynie uznaniowa i zależy od „widzimisię” szefa – dlatego nie ma prostego przełożenia pomiędzy nią a rzeczywistą produktywnością pracownika.

Praca dłużej niekoniecznie oznacza lepszą pracę – jak zatem wolelibyście być wynagradzani:
za czas spędzany w pracy?
czy za to ile w niej zrobiliście?