Zarabianie straszeniem

Na strachu można nieźle zarobić – świadczy o to tym choćby to,że lubimy horrory i chętnie chodzimy na nie do kina. Pamiętacie pracę jako zombie lub fuchę John’a Denley’a który buduje domy strachu w parkach rozrywki? Dziś chcę wam opowiedzieć o Davidzie Johnsonie – który na życie również zarabia straszeniem innych. Nie aż tak spektakularnie jak Denley, ale za to skutecznie (finansowo).

David Johnson nazywany jest „buszmenem z San Francisco”. Dlaczego? Bo straszy zza krzaka. Na pomysł wpadł przypadkiem kiedy jako bezrobotny koczownik ulicy znalazł dwie gałęzie, ukrył się za nimi i nastraszył przechodnia. Od tej pory, David straszy ludzi. Po prostu ukrywa się za gałęzią i wyskakuje na przechodniów a ci – rozbawieni i przestraszeni – wrzucają mu do czapki parę dolarów.

David uważa swoje występy za sztukę, mimo iż niestety nie wszyscy mają tolerancję dla takiej awangardy. Raz zdarzyło mu się przyprawić mężczyznę o atak serca (na szczęście przeżył) i raz jedna z jego „klientek” przestraszona machnęła tak zamaszyście łokciem, że wybiła zęba swojej nie mniej przerażonej towarzyszce. Miał tez kilka spraw od sklepikarzy z ulicy na której przesiaduje (David ma bowiem swoje stałe miejsce w którym straszy – można by uznać, że jest żywym meblem na ulicach San Francisco). Nigdy jednak nie zabroniono mu występów, a odkąd stał się bardziej popularny i ludzie więcej wrzucają mu do czapki stać go nawet w najgorętszym okresie na zatrudnienie ochroniarza. Tak, dobrze słyszeliście – Dawid ze swoich występów wyciąga około 60.000 $ rocznie. (Nie jest to zresztą dla mnie zadziwiające ostatnio poznałam uliczną „wróżbiarkę”, której codzienna dniówka oscyluje w granicach 100 – 200 zł, przy czym głównie nie wróży – ludzie płacą jej by nie zawracała im głowy, a jako że wygląda jak przymierająca głodem starowinka, to się litują. Policzcie ile wyciąga miesięcznie. Aha i pracuje do około 14.00 – 15.00. Już widzę jak ludzie z korporacji zaciskają zęby.)

Wracając jednak do Davida. Twierdzi on, że aby uniknąć martwych ludzi pod stopami precyzyjnie wybiera ofiary, które straszy, tak by mieć pewność, że nikomu nic się nie stanie. A ponieważ straszy na tej samej ulicy już od lat stał się dość sławny. Widzicie – wystarczy pomysł i upór.

Dodaj komentarz

One Response to “Zarabianie straszeniem”

  1. emigrant says:

    100 – 200 zł dziennie? WOOOOOW…. całe 20-40 funtów… normalnie można się pos…rać z wrażenia.
    Po za tym warto również nadmienić że ta “wróżbitka” zapewne robiła to nielegalnie tj nie posiada żadnej zarejestrowanej działalności gospodarczej czyli nie odprowadza żadnych podatków ani obowiązkowych składek… i jako oszust podatkowy nie różni się niczym od ludzi okradających mieszkania czy samochody (działa poza prawem) – tak więc nie jest to za dobry przykład do podawania. Można było podać przykład handlarzy narkotykami… ci to mają “klawe życie” – w ogóle nie pracują “od-do” a jakie mają dochody !!!

    Druga sprawa czemu to ludzie z “korporacji” mają zaciskać zęby? Podpisali bez żadnego przymusu umowę na podstawie której świadczą dla korporacji stosunek pracy od…. do…. i w chwili podpisywania nie mieli żadnego “ale”. Jak się coś nie podoba to w każdej chwili można renegocjować podpisaną umowę albo zmienić pracę na taką “do 15” – każdy jest panem własnego losu.