Pomysłowość pracowników doceniana

fabryka2 Pomysłowość pracowników docenianaJak w większości firm wygląda wprowadzenie programów oszczędnościowych? Bez konsultacji z pracownikami, wprowadza się określone zasady i ograniczenia, które mają zmniejszyć generowane koszty – często są to pomysły martwe i nietrafione. Upośledzające pracę i jej komfort (jak np. zbyt zimne pomieszczenia by pracownik spokojnie pracował) oraz nie dające pracownikowi żadnych korzyści – w efekcie więc, nie przejmuje się on zaleceniami. Promotech, firma zajmująca się częściami zamiennymi do maszyn budowlanych, automatyką hydrauliką siłową, wprowadziła program racjonalizatorski, w ramach którego pracownikom będzie płacić się za pomysły pozwalające na redukcje kosztów i oszczędzanie.

Szefowie Promotechu wyszli z bardzo słusznego założenia, że maszynę produkcyjną, najlepiej zna obsługujący ją pracownik i to on, a nie manager czy konstruktor urządzenia, najszybciej wpadnie na pomysł, w jaki sposób można tak zmienić stanowisko pracy, by pracę usprawnić lub wprowadzić oszczędności (np. materiałowe). Teraz, każdy pracownik, który wprowadzi usprawnienia, może zyskać premię, w wysokości 200 – 500 zł. Jak na razie, podobno wdrożono pięć z sześciu nadesłanych przez pracowników pomysłów.

Taka metoda oszczędzania, to nie nowość – do tej pory proszenie pracowników o pomoc stosowało wiele zachodnich firm, z IBM na czele. W Polsce to nadal jednak rzadkość, zwłaszcza w kontekście systemu, z którego pracownik czerpałby korzyść finansową – pracodawcy muszą się jednak nauczyć, że inwestycja w pracownika, który przyniesie oszczędności kilkukrotnie przekraczające premię która dostał, się opłaca.

Czy taka metoda jest waszym zdaniem lepsza niż proszenie pracowników o pomysły w zamian za „uśmiech prezesa”? Czy pracownik zaangażowany i tak powinien sam takie pomysły dostarczać? Jak uważacie?

Dodaj komentarz

9 Responses to “Pomysłowość pracowników doceniana”

  1. obiektywny says:

    Wszystko zależy jakie zajmuje się stanowisko w firmie. Jeżeli jest to pracownik fizyczny bez perspektyw na awans to pomysł super, jest to jakaś motywacja i poczucie sensu istnienia w tej firmie. Jednakże jak wynagrodzić pracownika, który sam zaoszczędził dla firmy kilkaset tysięcy złotych na zawieraniu umów lub wprowadzeniu rozwiązań z korzyścią dla firmy. Pensja nie zawsze jest adekwatna do osiągnięć. Niekiedy uważa się że taki pracownik wykonał swoją działkę i koniec brak nawet uścisków, nie mówiąc o motywatorach. Jeżeli chodzi o dostarczanie pomysłów, to warto zrobić to samemu jednak trzeba uważać czy przy tym nie wchodzimy na czyjś ogródek i nie zagrażamy komuś, dlatego bezpiecznym rozwiązaniem jest jak w temacie wyjście pracodawcy z inicjatywą lub też zadaniem menagerów powinno być zbieranie takich pomysłów na spotkaniach swoich zespołów, publicznie, wtedy nie ma zagrożenia że pomysł podkupi przełożony, a można wtedy wyłuskać wartościowego pracownika i zaplanować mu ścieżkę kariery.

  2. jorgi says:

    Jednorazowe 200-500 zł za wprowadzenie pomysłu racjonalizatorskiego, który firmie dziennie może przynieść kilka, kilkadziesiąt tys oszczędności??? To jest żart????
    Biorąc pod uwagę czym firma Promotech się zajmuje to nie żart … to kpienie z zatrudnionych ludzi.
    W cywilizowanych krajach za pomysły usprawniające pracę firmy – czytaj zwiekszające DOCHODY – płaci się grube pieniądze…

    • Sabina Stodolak says:

      No mogliby nic nie płacić… moim zdaniem, lepiej zarobić 500 zł niż nie zarobić nic, zwłaszcza że ten zarobek nie wymaga pracy od pomysłodawcy. Jeśli pracuje on na jakiejś maszynie to wie i widzi co mu przeszkadza i co jest marnotrawstwem. Jasne, lepszym rozwiązaniem byłby procent od oszczędności która w ten sposób została osiągnięta, ale do tej pory raczej takich pomysłów w Polsce wcale nie było – pozostaje się więc cieszyć, że ktokolwiek chce docenić pomysłowość i mieć nadzieję, że to się rozwinie.

  3. jorgi says:

    Były były…w PRL’u – nagrody pieniężne, medale, dyplomy, talon na malucha etc etc…tylko najwyraźniej jest Pani za młoda aby tamte czasy pamiętać i dlatego pisze głupoty.
    A cieszyć się z ochłapów? no cóż można… Szef kupi z tzw “oszczędności” nowe Porsche (z kratką) a pracownik ma się cieszyć z ochłapów bo lepsze 200 zł niż nic…

    • Sabina Stodolak says:

      Czyli rozumiem, że dyplom otrzymany z PRL był O.K, ale 500 zł to jest teraz ochłap? Nie odnoszę się do nagród niematerialnych, Poza tym uważam że trudno porównywać gospodarkę centralnie sterowaną, w której każdy miał pracę, prawie każdy zarabiał wystarczająco (bo i tak nie można było niczego kupić) oraz pensje dostawało się niezależnie od tego czy się pracowało, czy się po prostu siedziało na tyłku. Proszę sobie przypomnieć, jak w czasie PRL ludzie traktowali pracę, w jaki sposób np. awans zależał o d Pana umiejętności a w jaki od Pana kontaktów i przynależności do partii. Dlatego tego porównania nie rozumiem,. Nie mam jasności co dla Pana jest ochłapem a co nie. Mam jednak poczucie, ze jest Pan tym typem pracownika, którego po prostu nie sposób zadowolić, zawsze bowiem znajdzie coś na co może ponarzekać, ale to chyba właśnie ta PRLowska mentalność – co by się nie działo, zawsze jest źle 🙂 Na szczęście tacy pracownicy również są w zespole potrzebni

      • quariium42 says:

        @Sabina . Droga Sabinko sama podwiń rękawy i do pracy za 500zł, to już robol woli wypić następną kawę, niż poniżać się za takie pieniądze.
        Piszesz , że mogliby nie płacić to pójdą tam gdzie płacą i nie straszą i nadzór sam będzie pracował.

        • Sabina Stodolak says:

          Nie do końca rozumiem ostatnie Pana zdanie. Jakkolwiek, nie jestem pewna czy przeczytał Pan tekst ze zrozumieniem. Tu nie chodzi o 500 zł wynagrodzenia za miesiąc pracy, a o 500 zł nagrody za wprowadzenie pomysłu, który usprawnia pracę. Osobiście byłabym zadowolona z takiej premii za coś, co i tak robię. Większość rodaków uważa jednak, że powinno się im płacić za sam fakt tego że łaskawie przyszli do pracy i są. Cóż , mamy różny punkt widzenia. Pozdrawiam

  4. jorgi says:

    Widzi Pani… Owszem Dyplom w PRLu był więcej wart niż ochłap 200 zł w czasach obecnych. Wtedy człowiek był częścią całego kraju i pracował na dobrobyt wszystkich (może to się wydać śmieszne dla kogoś kto tamtych czasów nie pamięta) – wtedy uścisk dłoni dyrektora czy dyplom coś ZNACZYŁ.

    Pisze pani brednie powtarzane w mediach “…jak w czasie PRL ludzie traktowali pracę, w jaki sposób np. awans zależał o d Pana umiejętności a w jaki od Pana kontaktów i przynależności do partii….” a teraz awans zależy od umiejętności i nie zależy od układów albo przynależności partyjnej ???????????????????????????????????????
    Do pewnego pułapu może i tak, chociaż na samym dole króluje nepotyzm rodzinny na wyższe stanowiska ostatnim kryterium branym pod uwagę są “kompetencję” i “umiejętności”… Proszę rozejrzeć się wśród ministerstw lub dużych przedsiębiorstw jacy to “kompetentni specjaliści” nimi kierują.

  5. Kris says:

    na szczęście to się zmienia Panie jorgi9. Nie od razu Rzym zbudowano. Zmiany są bardzo powolne, ale cieszmy się małym. Pracowałem już w kilku firmach – teraz pracuję dla PESY w Bydgoszczy. Tam również istnieje taki system premiowania (100-1000zl). Mam wrażenie, że o ochłapach mówią ludzie, którzy nie do końca rozumieją o co w tym chodzi. U nas w firmie wdraża się nawet “małe” pomysły *przynoszące “małe” zyski. Za nie też się płaci. One są równie potrzebne jak te duże usprawnienia. Główną rolę tego systemu nie ma być (moim zdaniem) tylko usprawnianie i zwiększanie oszczędności, ale utożsamianie się z firmą, zaangażowanie się sercem w to co się robi i budowanie zdrowych relacji zespołowych. Kwestia “za ile” wprowadzać innowacje jest innym rozdziałem- również ważnym – ale nie priorytetowym. Wielu z Was na pewno zdarzyło się kiedyś usprawnić coś w swojej pracy – ilu z Was nie dostało nic? Czy czulibyście się wyróżnieni, gdyby zostało to dostrzeżone i wynagrodzone? Czy Wasz stosunek do pracy nie zmieniłby się choćby trochę.
    Mało się o tym mówi, ale pracownik zadowolony ze swojej pracy jest pracownikiem bardziej wydajnym. Życzę wszystkim, by czuli się w swojej pracy częścią czegoś większego, potrzebni i zadowoleni z tego co i jak robią.