Płacz w pracy – dozwolony czy nie?

placz w pracy Płacz w pracy – dozwolony czy nie? Czy zdarzyło się Wam rozpłakać w pracy z przyczyn zawodowych? Trudna sytuacja w pracy – wypowiedzenie, utrata premii, zwrócenie uwagi przez szefa czy niesprawiedliwe potraktowanie to tylko kilka z wielu sytuacji, które mogą nas doprowadzić w pracy do płaczu. Kiedy mamy kiepski dzień, nawet jeden złośliwy komentarz klienta może zaowocować fontanną łez u bardziej wrażliwego pracownika. Czy wyrażanie emocji płaczem jest w pracy dozwolone? I jak poradzić sobie z sytuacją w której chce nam się płakać?

Osoba która płacze wywołuje w obserwatorze różnorodne emocje (z reguły zależne od tego, jak osoba ta traktuje płacz i jaki ma do niego osobisty stosunek). Płacząc można więc zarówno wpędzić przełożonego w poczucie winy, zakomunikować mu własna niedojrzałość, zawstydzić czy też zezłościć go (jeśli płacz uznaje za przejaw słabości) – żadna z tych reakcji nie jest dla nas, jako pracowników dobra. Nie sprawia, że jesteśmy postrzegani jako rzetelni, odpowiedzialni i panujący nad sobą pracownicy. W pracy lepiej więc unikać płakania i to zarówno przed klientem, współpracownikiem i przede wszystkim, przed szefem.

Co jednak zrobić, kiedy nagle zaczynamy czuć że w gardle rośnie nam wielka gula, która zaraz zmieni się w rwący potok łez?

Na zawołanie uspokoić się nie damy rady – nie jesteśmy w końcu robotami. Dlatego w takiej sytuacji, najlepiej przeprosić naszego rozmówcę i powiedzieć mu, że pilnie musimy udać się na zewnątrz. Jeśli nie jesteśmy w stanie powstrzymać się od płaczu, płaczmy poza biurem, tak, by nikt z naszych kolegów z pracy tego nie widział. Do biura wracamy dopiero wtedy, kiedy jesteśmy już spokojni (a nasz makijaż poprawiony). Jeśli nasze emocje na tyle nami owładnęły, że nie jesteśmy w stanie wygłosić nawet jednego zdania, lepiej po prostu wyjść. Oczywiście, naszego rozmówcę to zdziwi – lepiej jednak tłumaczyć się z naszego zachowania kiedy jesteśmy spokojni, niż wybuchnąć płaczem przy przełożonym.

Pomocną w przypadku emocjonalnego rozchwiania techniką, jest telefon do bliskiej osoby (przyjaciela, rodziny) – wtedy możemy wyrzucić z siebie napięcie, rozładować emocje. Opowiadając o zaistniałej sytuacji, która doprowadziła nas do płaczu oswajamy ją i sprawiamy, że nie ma ona nad nami aż takiej kontroli – to pomaga się uspokoić i ponownie ocenić sytuację. Jeśli nie mamy do kogo zadzwonić, możemy zwierzyć się bliskiej osobie z pracy – ale tylko wtedy,kiedy rzeczywiście możemy uznać kogoś za przyjaciela – w wyścigu szczurów, osoby które mają tendencje do tego by wspinać się po drabinie kariery „po trupach”, mogą wykorzystać przeciwko rywalowi (Tobie), to co powiesz pod wpływem emocji – sojuszników na czas emocjonalnego załamania trzeba więc wybierać ostrożnie.

Niekiedy nasz płacz wynika nie z żalu, lecz ze złości. Jeśli mamy tendencję do takich zachowań, warto mieć zawsze przy sobie „piłeczkę antystresową – choć może brzmi to dla wielu osób głupio, to jednak ściskając piłeczkę, kierunkujemy naszą agresję i powolutku ja rozładowujemy. Dzięki temu, rzadziej będziemy przekraczać tą granicę, która powoduje, że nasze nierozładowana złość zamienia się w wybuch płaczu.

Choć jestem przeciwnikiem płaczu w miejscu pracy, są osoby, które uważają, że płaczu w pracy nie należy się wstydzić zazwyczaj twierdzą, że płacz jest takim samym objawem emocji jak śmiech – jeśli więc możemy się w pracy śmiać, to powinniśmy również móc płakać – co o tym sądzicie?

Dodaj komentarz

4 komentarze to “Płacz w pracy – dozwolony czy nie?”

  1. Andrzej napisał(a):

    Dziewczyny! Jeśli chcecie płakać bo coś się stało i czujecie, że nie jesteście w stanie tego opanować – powiedzcie, że musicie wyjść i się zastanowić/uspokoić i nie czekając na odpowiedź wyjdźcie. I zamiast kabinki w toalecie wybierzcie klatkę schodową jeśli jest otwarta. Mało kto tam bywa 😉

  2. kudi napisał(a):

    niestety jak ja wyszlam bo sie rozplakalam to stracilam prace… z tym ze bylam kasjerka w markecie i odeszlam od kasy:( ale tak to chyba bylo najlepsze wyjscie- jakbym nie odeszla to klientke, ktora mnie doprowadzila do lez, najprawdopodobniej bym skrzywdzila. Coz, przyznaje sie, mam za slabe nerwy i nie nadawalam sie do tamtej pracy, ale mam nadzieje ze nigdy nie bede musiala juz byc kasjerka

  3. monika napisał(a):

    Ja musiałam szybko sie ewakuować z biura jak dostałam wymówienie. Było to dla mnie niezłe zaskoczenie. Motywacja do pracy tego dnia spadła do 0, więc wzięłam dzień wolnego.

    http://jak-znalezc-prace.blogspot.com/

  4. Andrzej2d napisał(a):

    Ale to wszystko jest śmieszne!!!!! Bawią mnie tacy „twardziele” którzy uważają za słabość okazywanie emocji. Zazwyczaj są to sfrustrowane samotne osoby wierzące że kariera jest ich dzieckiem a praca jest najbliższa,bliższa niż człowiek. Potem,zaraz po40-tce (a ten czas baaaardzo szybko nadchodzi) okazuje się że są samotne i prócz kota nie mają żadnej bliskiej osoby. Co gorsza,łatwo jest wtedy o wniosek że w zasadzie umiejętność budowania relacji z drugą osobą gdzieś po drodze przestała egzystować. No cóż,jest to świadomy wybór – wybieram kariere i pieniądze zamiast rodziny i przyjaciół. To jest właśnie cechą naszego pokolenia-nic z siebie a wszystko dla siebie. Nasze pokolenie jest kompletnie bezproduktywne bo nawet ten KAPITALIZM za który nie którzy się chowają jest dziełem dzisiejszych emerytów. Niczego nie stworzyliśmy a jak łatwo przychodzi nam krytykować. A w szczególności tych,którzy są słabsi od nas.