Niezapowiedziane wizyty kandydatów w firmach

zaskoczony businessman Niezapowiedziane wizyty kandydatów w firmachThe Wall Street Journal pisze o tym, że coraz więcej kandydatów do pracy w USA, zaczyna zapominać o standardowej kolejności rekrutacji (CV wysłane mailem-wywiad telefoniczny z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną – rozmowa kwalifikacyjna) i przychodzi bezpośrednio do firmy, bez umówienia spotkania, licząc na rozmowę kwalifikacyjną. W Polsce nie widać – na razie – zwiększenia się takich sytuacji, ale…zawsze (nawet w czasach kiedy rynkiem rządził pracownik) zdarzały się osoby, które niefrasobliwie, decydowały się „wdepnąć do firmy, a nuż się uda”. Kiedy takie działanie nie działa zupełnie, a kiedy jednak – w naszym kraju – może mieć sens?

W każdej firmie, która jest na tyle duża, by posiadać dział HR lub przynajmniej jednego rekrutera, przychodzenie „z ulicy” na niezapowiedzianą rozmowę kwalifikacyjną jest działaniem nieskutecznym i skazanym na niepowodzenie. W 99% przypadkach, rozmowa się po prostu nie odbędzie, bo nie będzie nikogo kto będzie miał czas (i ochotę) z nami rozmawiać. Do tego jeszcze, jeśli nie ograniczymy się do wręczenia CV osobie którą do nas wyśle sekretariat tylko będziemy nastawać na spotkanie, możemy być prawie pewni, że nasze CV z dopiskiem „natarczywy i niekulturalny desperat” wyląduje na dnie szuflady.

Na wszelkie wyższe stanowiska pracy – takie jak specjalista czy manager – taktyka polegająca na przyjściu niezapowiedzianym i wymuszaniu spotkania z osobą odpowiedzialną za rekrutacje mija się z celem i jest strzałem w stopę. W dobie Inernetu, zamiast chodzić po firmach, lepiej przeszukać internet i po prostu wysłać do tych firm maila z załączoną aplikacją.

Czy gdzieś zatem opłaca się przyjść nie zapowiedzianym? Są takie miejsca, choć nie jest ich wiele. Przede wszystkim, muszą to być miejsca niezbyt duże, gdzie nie ma osoby odpowiedzialnej tylko za rekrutację i pracowników (niewielki sklepik osiedlowy, bar) i miejsca które z reguły, poszukując pracowników, nie dają standardowych ogłoszeń o pracę do gazet czy w serwisach ogłoszeniowych (czyli miejsca, które na tego typu działania najczęściej nie stać). W takich miejscach może nam się udać spotkać z szefem i od razu z nim porozmawiać. Może być też tak, że trafimy w 10 tkę, bo przyjdziemy w kilka godzin po tym, jak poprzedni pracownik odszedł. Nawet jednak w takich przypadkach, przy pierwszym kontakcie nie nastajemy na spotkanie i rozmowę, tylko zostawiamy CV- to szef decyduje czy ma czas w tym momencie rozmawiać czy też nie. W końcu jeśli przychodzimy nie zapowiedziani, nasz rozmówca może nie chcieć lub tez nie mieć czasu z nami rozmawiać, tak jak my nie zawsze chcemy rozmawiać, z osobą, która zapuka do naszych drzwi niezapowiedziana, a ofertą kredytów czy pasty do zębów.

Dodaj komentarz

2 Responses to “Niezapowiedziane wizyty kandydatów w firmach”

  1. Bob says:

    Nie wiem kim jest autor art z zawodu ale ja jako świeży inż chodziłem po firmach głównie produkcyjnych i szefowie głównie byli bardzo chętni do rozmowy. Pracy nie dostałem ze względu na brak doświadczenia i dowiedziałem się, że wysyłanie na ogłoszenia jest 100 razy bardziej efektywne. Jednakże na zawsze przydadzą mi się wspomnienia i odwaga z tych miłych rozmów. Np z jednym szefem co siedział za wielkim biurkiem z 3metrowym akwarium i małymi rekinami w środku. Ja mówię Panie inżynierze a on mi na to jaki tam inżynier ja technikum ledwo skończyłem ale ale na dzień dzisiejszy mam pracę przy maszynie sterowanej komp na produkcji.
    Każde doświadczenie jest cenne.

  2. Sabina Stodolak says:

    Autor z wykształcenia jest psychologiem a pracował dłuższy czas jako rekruter. Dziękujemy za informacje – w firmie w której pracowałam, na produkcji kierownicy nie rozmawiali z kandydatami, ale to nie znaczy że nie ma takich miejsca jak te na które Pan trafił. Być może przesadziłam w takim razie pisząc o 99% (składam samokrytykę 🙂 Tam gdzie są działy HR jest na pewno trudniej porozmawiać tak “od kopa”.