O czym myśli rekruter podczas analizy kandydata?

o zym mysli rekruter 460x306 O czym myśli rekruter podczas analizy kandydata?Biorąc udział w procesie rekrutacji, kandydaci najczęściej uważają, że głównym pytaniem na które odpowiedzieć musi sobie rekruter czy szef zastanawiając się nad przyjęciem czy poleceniem pracownika, jest pytanie o to, czy kandydat ma wystarczające umiejętności aby poradzić sobie z czekającymi go zadaniami. Tymczasem, proces rekrutacji jest nieco bardziej skomplikowany i obejmuje nieco więcej wymiarów, które bywają przez kandydatów pomijane, a to one decydują o tym, że „spełniam przecież wszystkie warunki ogłoszenia, a nie zostałem wybrany”.

Czy kandydat ma potencjał na to, aby rozwinąć swoje umiejętności

(czyli – innymi słowy mówiąc, czy są szanse na to, że będzie pracownikiem rozwojowym). Rekruter patrzy więc na to czy kandydat chce się uczyć i rozwijać, czy też uważa że jest wystarczająco dobry w tym co robi i na dodatkowe zdobywanie wiedzy nie ma ochoty. Czy kandydat szybko się uczy i jest elestyczny, czy raczej prezentuje postawę statyczną i woli pracować w stały, określony sposób.

Czy kandydat pasuje do istniejącego zespołu

Każdy zespół w pracy składa się z określonych osób. Kandydat nigdy nie wie z góry jakich, nie jest więc też w stanie przewidzieć czy będzie do zespołu pasował czy nie. To „pasowanie” to nie zwykłe dogadywanie się z innymi, ale tworzenie zespołu, czyli uzupełnianie kompetencji innych osób. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że w zespole pracowników są trzy osoby, które wprawdzie bardzo szybko i efektywnie pracują, ale za to są bardzo emocjonalne, łatwo się denerwują i panikują, kiedy coś nie idzie po ich myśli. Kolejny szybki, ale łatwo reagujący pracownik nie jest tu potrzebny, dla zespołu lepiej będzie zatrudnić bowiem osobę, która będzie hamować nadmierną emocjonalność grupy. Nawet jeśli pracownik ten, będzie bardziej powolny.

Czy kandydat będzie pracownikiem długoterminowym

W firmie która inwestuje w swoich pracowników- szkoleniami, pensją, możliwościami rozwoju, ważne będzie to, czy pracownik chce związać się z firmą na dłużej. Oczywiście do końca przewidzieć się tego nie da, a pytanie zadane wprost kandydatowi nie daje rekruterowi żadnych wskazówek. Zadaje się więc pytania pomocnicze, które pozwalają mniej więcej zorientować się w tym, co dla kandydata w pracy jest ważne i odnieść to do tego co firma jest w stanie rzeczywiście zaoferować. Jeśli widać wyraźnie, że to co firma może zaoferować kandydatowi może nie wystarczyć (i nie chodzi tu o pensje, ale np. o możliwość rozwoju, częste wyjazdy służbowe, możliwość elastycznej formy pracy itd) to wiele firm podejmie decyzję o zatrudnieniu pracownika merytorycznie słabszego, ale rozwojowego, który zostanie z firmą dłużej związany.

Czy kandydat dogada się z szefem

Jeśli rekrutuje szef, to proces analizy „dogadywania” się odbywa się już podczas pierwszego spotkania. Mimo iż nie jest to profesjonalne, często szefowie odrzucają kandydatów bo ich „nie czują”. A najczęściej chodzi o to, że nie wiadomo dlaczego, ale z tym kandydatem jakoś szefowi nie po drodze. W przypadku rekrutacji przez firmę zewnętrzną czy dział HR, rekruter również zastanawia się, czy kandydat jest w stanie dogadać się z szefem (czyli najcześciej czy są szanse że spodoba się szefowi). Jakkolwiek to nie brzmi, często szefowie nie umieją sprecyzować co im nie pasuje, ale ponieważ są szefami, to może im nie pasować i my (jako kandydaci) niewiele możemy z tym zrobić. Oczywiście, są też szefowie, którzy są wstanie patrzeć jedynie na kompetencje i potencjał kandydata i nie kierować się osobistymi animozjami, ale warto pamiętać, że nie jest tak zawsze. Niektórym łatwiej dzięki tej świadomości przełknąć gorycz porażki.

Dodaj komentarz

10 Responses to “O czym myśli rekruter podczas analizy kandydata?”

  1. me-- pisze:

    A potem proponują kandydatowi kwotę, na którą reaguje śmiechem, bo obecnie zarabia 2 razy więcej… co wtedy myśli rekruter?

  2. Sabina Stodolak pisze:

    Przecież ja nie każę czytać porad. Naprawdę nie rozumiem, skąd w czytelnikach tyle złośliwości i zajadłości i negowania wszystkiego. Nie wiem co myśli rekruter, ale ja myślę, że szkoda, ze nie przeczytał Pan tekstu ze zrozumieniem. (BTW – kilka dni temu spotkałam pracodawcę, który powiedział mi, że NIGDY nie zatrudni kogoś, kto gdzieś pracuje a szuka lepiej płatnej pracy – czyli jak w Pana przykładzie – „obecnie zarabia”). Przyznam, że to sytuacja jednostkowa, ale taki szef, pomyśli, że pracownik jest nielojalny :) Tak sobie poza tym myślę i zapraszam do komentowania – czy są w Polsce jeszcze kandydaci do pracy, którym poza pieniędzmi zależy na czymkolwiek innym w pracy?

  3. katarina pisze:

    Znajdzie się na pewno jeden-ja. Wynagrodzenie za pracę jest oczywiście istotne, m.in.też aby czuć, że Twoja praca jest coś warta. Ale najważniejsze (przynajmniej dla mnie) jest robić coś co się lubi i pracować z ludźmi, z którymi można się”dogadać”. Przecież w pracy spędza się 1/3 dnia! Szkoda tylko, że nie mogę tej pracy znaleźć…

  4. Jarek pisze:

    Przytoczę tu nieco zmodyfikowane powiedzenie – ” pieniądze szczęścia nie dają… ale spróbuj bez nich zyć”. I to chyba wszystko w tym temacie :) . Szukając pracy w pierwszej kolejności zawsze kieruje się warunkami finansowymi.Czy to żle? To żle, że chciałbym otrzymywać godziwe ( nie mówię że duże) wynagrodzenie za swoją pracę? Oczywiście, stosunki z szefem, atmosfera czy satysfakcja z wykonywanej pracy też odgrywają rolę ale … Co mi z tego, że szef to chodząca dobroć i wyrozumiałość a koledzy z pracy to najlepsi koledzy pod słońcem, jeżeli zarobione pieniądze nie starczają na utrzymanie domu i rodziny. W takim wypadku nie pozostaje nic innego jak zmienić pracę lub zatrudnić sie na drugim etacie.
    A co do kwestii lojalnosci wg. pracodawców to znam jednego szefa – płaci 1200 – 1300 netto ( część tych pieniędzy trafia do pracownika ” pod stołem ” w kopercie ), nie płaci za nadgodziny, ma niekiedy abstrakcyjne wymagania i potrafi być naprawdę niemiły w obejściu, ale gdy pracownicy odchodzą to wiesza na nich psy i opowiada jakich to ” niewdziecznych i nielojalnych” ludzi zatrudniał :)

  5. Annana pisze:

    Prawdę mówiąc myślę, że rekrutacja to jeszcze bardziej skomplikowana procedura. Nie do tego jednak chciałabym się odnieść ale raczej do tego, że jakiś pracodawca „nigdy nie zatrudni kogoś, kto gdzieś pracuje a szuka lepiej płatnej pracy”. Uważam, że to niezwykły pracodawca, bardzo logicznie myślący. Ja jednak nie miałam takiego szczęścia i pomimo iż wszystko pozostałe mu pasowało a ja nie tylko nie chciałam więcej ale nawet godziłam się na mniej uznał, że tu jest coś nie tak. Więc jak to zrozumieć…?

  6. Margo pisze:

    Oczywiście, że są :) Artykuł bardzo mi się spodobał. Obecnie poszukuję pracy i przede wszystkim chcę aby praca pomogła mi się rozwijać. Zastój i patrzenie tylko na wysokość wypłaty sprawi, że praca stanie się męczarnią.

  7. Xsenia pisze:

    Szukam właśnie pracy. Pieiądze są dla mnie oczywiście ważne, ale dla mnie czy przyjmę daną pracę liczy się też, jaka atmosfera panuje w firmie, jak pracownicy są motywowani, czy firma zapewnia szkolenia, czy mogę się jeszcze czegoś nauczyć i jak mogłabym pomóc usprawnić działania w firmie. Czyli według tego co piszą w tym artykule mam wszystkie potrzebne cechy. I rzeczywiście zazwyczaj jak idę na rozmowę kwalifikacyjną to potrafię przekonać do siebie przyszłego pracodawcę. Tak było wcześniej. Tylko jak to jest że teraz zaproszono mnie na rozmowę 0 razy??

  8. me-- pisze:

    Lojalności za przysłowiowe 1300zł miesięcznie się nie kupi, a szef, który tak twierdzi jest zadufanym idiotą.
    Nie każe Pani czytać porad… to po co Pani to pisze… żeby zbierać li tylko oklaski, proponuję usuwać niekorzystne komentarze albo wyłączyć system komentarzy, wtedy będzie pięknie.

  9. Moni pisze:

    jak ktoś szuka pracy od dłuższego czasu, tonie w długach, bo nie mieszka w domu i musi sam się utrzymywać, to wysokość wynagrodzenia jest najważniejsza, by w końcu wyjść na prostą, jak ktoś ma mnóstwo oszczędności lub bogatego partnera, to może sobie szukać pracy hobby za grosze, pani pyta : czy są kandydaci, którym zależy na czymś innym niż tylko na pieniądzach, to głupie pytanie, bo 99 % ludzi, którzy odpowiadają tak ja chcę się rozwijać czy a mnie cechuje wewnętrzny altruizm i chcę pracować, za 1200 netto, by wspomóc pracodawcę są hipokrytami, tak jak ludzie którzy grając o główna wygraną w teleturnieju mówią jak nie wygram to trudno, ja tu się bawić przyjechałem, tylko gdyby nie było owej głównej nagrody to nikt by się do tego teleturnieju nie pofatygował.
    Pani naprawę nie jest głupio proponować jakieś statecznej osobie co to nie tylko siebie, ale i rodzinę musi utrzymać 1500 brutto? I co im pani mówi, praca jest słabo płatna, ale rozwinąć się można w niej, nabyć wprawy jak chodzić głodnym do pracy i nie zemdleć, podejmując tą pracę przejdzie pan/pani niezwykły kurs powściągliwości i nauczy się pan/pani odmawiać wszystkiego , taka umiejętność będzie niezwykle cena na emeryturze.
    A tak z innej beczki to za darmo pisze pani te teksty? w ramach próby uzyskania efektu tak zwanego lekkiego pióra? Długa droga.. Ale mimo wszystko życzę powodzenia.

  10. Tacjanna pisze:

    A ja z dwóch prac zrezygnowałam ze względu na warunki. Finansowe owszem były bardzo słabe. W pierwszej firmie zarabiałam na początek 600, z czasem doszła prowizja więc było o wiele lepiej. Niestety praca miała dużo minusów istotnych dla mnie w tamtym momencie:
    czekałam kilka miesięcy na odzież roboczą od firmy,
    przełożona narzekała na zostawianie jedzenia w lodówce w pomieszczeniu socjalnym,
    cytat: „nie rozumiem dlaczego wy zamykacie te szafki” nasze w szatni, gdzie wstęp często miały też osoby postronne,
    na początku pracy nie zostałam wprowadzona „wdrożona” w obowiązki w pracy,
    grafik pracy był ustalany 2 miesiące wcześniej,
    mało się rozwijałam zawodowo,
    dojeżdżałam ok 40 min i prawie pół godziny czekałam przed pracą na otworzenie zakładu,
    źle postrzegana choroba pracownika – dawanie do zrozumienia że to winna pracownika, nie zaraź nikogo, o boże
    atmosfera pracy – więc zrezygnowałam, żeby móc spokojnie zaliczyć sesje na studiach.
    W drugiej pracy miałam cudowne współpracowniczki, dość blisko do uczelni więc pracowałam za 800 zł, ale:
    nie miałyśmy szafek, szatni po prostu gdzie bezpiecznie schować nasze rzeczy prywatne,
    badania lekarskie na własny koszt,
    wymuszono na nas kupno nowych fartuchów,
    umowa zlecenie była zemną podpisywana 3 razy (i żadna formalnie nie jest ważna) – niestety,
    mała innowacyjność firmy, przez co także małe możliwości rozwoju,
    nie zostałam wprowadzona w swoje obowiązki – zrezygnowałam ponieważ organizacja zajęć na mojej uczelni bardzo utrudniała mi pracę.
    Teraz pracuję i piszę pracę magisterską – nie jest idealnie, lecz mam bardzo dobrą atmosferę w pracy.
    Idealnie byłoby gdyby…. pensja była adekwatna do warunków pracy:
    sprzęt do pracy od firmy,
    odzież robocza od firmy,
    pranie odzieży w gestii firmy lub ekwiwalent,
    dobrze wyposażony socjal dla pracowników, czyli porządna szatnia i lodówka, czajnik, mikrofala, zmywarka (jest to możliwe, doświadczyłam tego na praktyce);
    wprowadzenie w obowiązki, przeszklenie na początku pracy,
    możliwość rozwoju – jeśli firma nie wysyła na szkolenie, to niech chociaż umożliwi wyjazd na nie, czy dalszą naukę,
    odległość od miejsca zamieszkania,
    atmosfera w pracy.
    Przy takich warunkach mogę pracować za najniższą krajową (jeśli kogoś to dziwi to proszę przeliczyć koszty i czas dojazdu do pracy + koszty badania lekarskiego + zakup sprzętu do pracy i odzieży + konserwacja sprzętu i pranie odzieży a to zaledwie początek dodatkowo dochodzą koszty kupowania i robienia małych porcji jedzenia + nauka dodatkowych umiejętność przydatnych w pracy – których można by się nauczyć od przełożonych jeśli tylko poświęcili by nam swój czas). Warunki pracy są ważne!