Ile chce zarabiać absolwent studiów inżynierskich?

inzynier place  Ile chce zarabiać absolwent studiów inżynierskich?Niedawno pisałam o inżynierach i pracy zespołowej. Temat wydaje się nośny, bowiem sporo czytelników wzięło udział w dyskusji. Dziś trafiłam w Internecie na podsumowanie badań przeprowadzonych przez ArcelorMittal Poland wraz z Polskim Stowarzyszeniem Zarządzania Kadrami i Business for Society, w ramach programu „ZainSTALuj się”. Badania dotyczyły głównie tego, ile chciałby zarabiać absolwent kierunków inżynierskich po ukończeniu studiów. Wszystkich inżynierów i studentów kierunków inżynieryjnych zachęcam do przeczytania rozwinięcia i podsumowania tematu w komentarzach. Przypuszczam, że będzie się działo….

No to do sedna – jakie zarobki satysfakcjonowałyby absolwenta w pierwszym roku jego pracy? 30% osób mogłoby pracować za 2000 zł (kwoty podane w tekście to kwoty netto). Co czwarty absolwent za 2500 zł, 13 % zgodzi się na 1800 zł. Tylko do co dziesiątego absolwenta trafiłaby oferta pracy ze stawką 1500 zł. 6% zaś świeżo upieczonych inżynierów pragnęłoby zarobić 3000 zł w pierwszym roku pracy.

Z badań wynika, że znacznie bardziej opłaca się zatrudnić absolwenta i szybko inwestować w jego rozwój, tak aby po roku pracy był już w pełni „kompatybilny” z zadaniami. Inżynier z trzema latami doświadczenia jest już bowiem dość kosztowny – połowa studentów uważa, że mogłaby po trzech latach pracować za 3000-4000, ale na stawkę 2500 zł zgodzi się już tylko co 10 ty. Jeden na stu przyszłych inżynierów ma dość optymistyczne podejście do przyszłych finansów, bowiem uważa,że po trzech latach zdobywania praktycznego doświadczenia powinien zarabiać między 6000-10000 zł.

Studentów pytano również o programy stażowe i kwestię wynagrodzeń. Przypomnijmy, że staż z Urzędu Pracy to koło 600 zł miesięcznie. Studenci kierunków inżynierskich na stażu oczekują wynagrodzenia w wysokości 1000-1500 zł. Oczywiście zdarzają się historie typu – „ponad 2000 zł proszę”, ale są rzadkością.

Podsumowując – jeśli studenci kierunków inżynierskich po ukończeniu studiów będą prezentować podobną, jak podczas badania postawę, mogą doprowadzić do tego, że pensje dla inżynierów będą nieco wyższe niż obecnie. Stanie się tak jednak tylko wtedy jeśli ambicji finansowych nie dogoni rzeczywistość i z marzeń o pensji w wysokości 2500 zł netto absolwenci nie zejdą na 1500 zł.

Inżynierowie – ujawnijcie się – uważacie, że wyniki przedstawione przez ArcelorMittal brzmią wiarygodnie? Czy oczekiwania studentów wpasowują się w naszą rzeczywistość?

źródło: praca.wnp.pl

Dodaj komentarz

145 Responses to “Ile chce zarabiać absolwent studiów inżynierskich?”

  1. janek pisze:

    2tys (netto) dla absolwenta z mgr.inz. to absolutne minimum – kto godzi sie pracowac za mniej jest głupkiem psującym rynek pracy.

    • stas pisze:

      @janek: niektórzy muszą sami opłacać swoje rachunki… wyjątkowy z ciebie cham. taki kozak jesteś bo mama da pieniążki jakby praca nie taka była??

  2. prooo pisze:

    Jak najbardziej brzmią wiarygodnie.. i w cale nie wydaje mi się by były to jakieś wygórowane stawki… w końcu kredyt na mieszkanie na 30lat rat spłat to miesięcznie około 1000zł (kredyt na około 180 000tys zl) a przecież każdy chce żyć jak człowiek. Myślę, że z uwagi na wiedzę jaką posiadają inżynierowie należą im się conajmniej takie wynagrodzenia… Tymczasem 2000zł może również zarobić pomocnik na budowie po skończeniu podstawówki.

  3. absolwentka budownictwa pisze:

    Jak zaczynałam studia techniczne to właśnie tak myślałam że będę zarabiać, jednak rzeczywistość okazała się nie tak kolorowa. Obecny kryzys spowodował że absolwenci nie mogą zbyt wybrzydzać. Biura projektowe w tej chwili oferują około 1200 netto na miesiąc dla absolwenta. A jak ktoś się musi sam utrzymać to przyjmie taką propozycje bo nie ma wyjścia. Oczywiście wszyscy mamy nadzieje ze po kilku latach doświadczenie zarobki będą o wiele większe.

  4. kaboom pisze:

    Chyba ich pogięło. Jak dostaną 1500zł na rękę to niech się cieszą, inaczej ich pracodwaca wysmieje i poszuka tanszego. taka prawda

  5. grzesiek pisze:

    Witam.
    Ja wczoraj obroniłem prace dyplomową. mam 3 lata doświadczenia w zakładzie produkcyjnym.remonty naprawy maszyn, zgodnie z moim wykształceniem(inżynier mechanik). Myślę że gdyby ktoś mi dawał 1500zl/miesiąc to wziołbym go za wariata i dłużej z nim nie gadał. Kolega prooo słusznie zauważył ze 2tys to ma byle pijaczyne jak nosi na budowie cegły. teraz poszukuję pracy w zwiazku ze mianą zamieszkania i myślę że gdyby pracodawca na poczatek dał m i 2500zl netto to bym sie zgodził. dlatego że jeśli popracuje u niego pare miesiecy i zobaczy że podchodze do pracy fachowo, uczciwie i znam sie na rzeczy to nie bedzie problemu z podniesieniem zarobków.
    szanujmy siebie i swoj zawód to w końcu kilka lat ciężkich studiów i wielu wyrzeczeń.
    pozdrwiam.

    • Kris pisze:

      Mam takie pytanie czy warto studiowac zaocznie na politechnice ? chodzi mi o Mechanikę i budowę maszyn – samochody i ciągniki . Ja chodzę do liceum , ale jeżeli załóżmy ktoś skończył zawodówkę i technikum samochodowe i posiada już sporą wiedzę

  6. czaja pisze:

    Sprawa nie jest taka prosta.. niestety za taką samą pracę w Warszawie czy Krakowie otrzymuje się zupełnie innne wynagrodzenie niż w Kielcach czy Rzeszowie. Jednak zupełnie zgadzam się ze studentami, którzy cenią swoją wiedzę, byleby to nie była wiedza jak w opini jednego studenta zaocznego… cytuję :”jak pomyślę jaki ze mnie inżynier, to boję się iść do lekarza:… :)

  7. majk pisze:

    ja mam już kilka dobrych lat pracy za sobą. zaczynałem od stawki na poziomie 1800 (w czasach kiedy zaczynałem było to naprawdę nieźle). teraz po kilku latach znudziła mnie monotonia pracy więc zacząłem szukać czegoś nowego ale jest ciężko. dlaczego? ponieważ pracodawca może zapłacić 2500 może 3000 po ciężkich przeprawach. pracownik fizyczny na budowie dostaje więcej. oczywiście są wyjątki od reguły ale na taki jeszcze nie trafiłem.

  8. janek pisze:

    Absolwentkto budownictwa NIE MA RZADNEGO KRYZYSU w budownictwie znane mi biura maja oblożenie projetkami do polowy 2010 roku. Nie dziw sie ze sa oferty na poziomie 1200 zl netto skoro takie oferty przyjmujecie wierząc w „kryzys” – tyle nie zarabia nawet cieć na budowie… Nikt kto ma sie samemu utrzymac równiez nie przyjmie takiej oferty – chyba ze mieszka z rodzicami, nie placi za wyzywienie i wynajem mieszkania. 2000 netto to minimum ktore powinien żądać absolwent do tzw. detailingu tj kreślarstwa, 2500-3000 minimum dla osob znających programty do modelowania i obliczen MESowskich.
    Zacznijcie wreszcie cenic swoją wiedze…

  9. Damian pisze:

    nie tłumacz ludziom czym jest tak naprawdę kryzys to plebs i tak nie zrozumie

  10. project manager pisze:

    kryzys jest przykrywka zysku, jesli ktos traci inny musi zyskac. nic nie ginie w przyrodzie…szanujmy siebie, swoja prace i wykształcenie…godzac sie na zarobek 1200 zl nie szanujemy siebie. 5 lat temu pracujac na zmywaku jeszcze jako student zarabialem wiecej tygodniowo, teraz zarabiam wiecej dziennie niz wspomniane 1500 zl (45f na h), a zaczynalem swoja kariere majac jedynie tytul mgr inz bud i podstawy jezyka…przyjaznie z szacunkiem i odpowiednim wynagrodzeniem…osobiscie jestem przekonany, ze na kryzysie pani zarabiajacej po studiach pracujacej chocby w biurze projekowym ktos zbija niezle kokosy. Jesli nie jest to prezes to moze oszukancze panstwo..ale warto miec nadzieje, wszystko zalezy od nas samych, sami kreujemy swoja rzeczywistosc…

  11. lukasz pisze:

    a mi tam juz nie robi roznicy za ile wazne zeby praca byla, a zarobki jak byly niskie, tak zawsze beda. i co to kogo obchodzi jakie kto ma tytuly to jest polska a nie elegancja francja. a co do budowlancow to nie ma sie co dziwic ze tyle zarabija bo efekty ich ciezkiej pracy widac i jest to uczciwa zaplata co do wykonanej pracy. a jak wam sie ludzie wydaje ze za siedzenie przy komputerze na dupie prywaciarz wam 3 tys bedzie placil bo wam sie nalezy to sorry. Uzyjcie mozgu i policzcie jakby kazdemy chciec w polsce po tyle kasy placic to jaki to by byl interes co mialby prywaciarz po oplaceniu waszych Zusow i kupy innych pierdol ktorych wy oczywiscie nie bierzecie pod uwage.

  12. lukas pisze:

    moim zdaniem wazne jest zeby wogole miec prace a nie byc bezrobotnym i stawiac warunki.jak bedziesz mial swoja firme to wtedy bedziesz rzadzil i nie wazne czy pracujesz na budowie czy w biurze.kazda praca jest dobra

  13. trevor pisze:

    Lukas… wlasnie dzieki takim osobom jak ty w PL jest tak jak jest. Dlatego pracodawcy nie podaja stawek w ogloszeniach poniewaz kazdy czeka az na rozmowie stawi sie taki ‘lukas’ ktoremu bedzie obojętne za ile pracuje byle tylko „mieć prace”.

  14. lukas pisze:

    lepiej chyba miec prace a nie siedziec bezczynnie i liczyc na super oferte i pieniadze.sam jestem studentem i bede mgr ale poki co zarabiam 2 tys i nie narzekam ze chce 2 razy tyle…

  15. Andrzej pisze:

    2 tysie dla absolwenta za co? Jestem inżynierem mechaikiem- dopiero od niedawna. Prawie 10 lat doświadczenia na produkcji i szczerze powiedziawszy matołów inżynierków widziałem masę! Pracodawcy chcą taniego pracownika i biorą osobę bez doświadczenia-absolwenta. A potem kolega inżynier pie…. detale(dotyczy mojej branży) i zakład ma straty. 2 tysie zapłacone a efekt mizerny. Ważniejsze że ma 24 latka z tytułem mgr.inż. Doprawdy coś mi się robi jak czytam jakie kryteria przyjmują firmy podczas rekrutacji. Może ktoś mi wyjaśnić kogo „oni” poszukują? Co jest ważne podczas rekrutacji?
    i jeszcze jedno-pomimo wstępnej krytyki także uważam że powinno się zaczynać od 2 tysięcy. Życie nie należy do najtańszych-zwłaszcza w naszym dziwnym kraju

  16. trevor pisze:

    Lukas, dla studenta na garnuszku rodzicow taka kwota jest oszalamiajaca… Skończ studia, usamodzielnij sie tj. kup mieszkanie (na kredyt), splacaj raty za mieszkanie, auto, agd etc etc, opłać wszystkie rachunki, załóż rodzine… i pracuj sobie dalej z tytulem mgr za 2tys zl psując rynek pracy.

  17. dorota pisze:

    Jestem zbulwersowana opiniami o „budowlańcach”.Niby nic nie robią a 2000 zł zarabiają.proo-co ty wiesz o życiu i pracy na budowie?????Idż i zarub takie pieniądze jako pomocnik.Pracuję w przemyśle elektronicznym i wiem jaką wiedzę posiadają inżynierowie zwłaszcza ci po studiach zaocznych ,to jest masakra powinni takie uczelnie od razu pozamykać. Co do „budowlańców” mój mąż jest elektromonterem z 27 letnim stażem z uprawnieniami i takie kokosy zarabia że aż.. Żeby zarobić 2000-2200 netto pracuje 9-10 godzin dziennie i jeszcze mósi zachaczyć chociaż 2 soboty po 8 godz. Kilka lat temu może 5-6 mąż też zarabiał takie pieniądze , ale jakim kosztem że dzieci tatusia widziały najczęściej w niedziele bo w tygodniu pracował po 14-16 godz. pieniądze są ważne a zdrowie??????? Dlatego jeśli ktoś nie zna pracy na budowie to niech trochę popracuje i dopiero wtedy wypowiada się na ten temat.Dlatego cwaniaczki idżcie na budowę i spróbujcie zarobić te 2000.

  18. lukas pisze:

    Zgadzam sie w 100% z wypowiedzia doroty poniewaz sam własnie pracuje w branzy budowlanej,wiec wiem jak to jest.owszem dobrzy fachowcy moga zarobic troche wiecej ale zawsze jest to praca ciezka i nie po 8 godz dziennie.tylko osoby co nie maja bladego pojecia o tej branzy tak moga powiedziec.

  19. dorota pisze:

    Jeżeli któryś z was wie gdzie można zarobić kokosy na budowie to proszę o namiary chętnie mój mąż skorzysta.

  20. trevor pisze:

    Doroto czy twój Mąż jest inżynierem? Z tego co piszesz wynika raczej że nie jest… a dyskusja jest o zarobkach INŻYNIERÓW.

  21. Andrzej pisze:

    Sz.P. Doroto. Jeśli Pani uważa że absolwent studiów zaocznych jest mniej warty (jego wiedza) niż student studiów dziennych zwłaszcza jeśli ukończył studia techniczne to muszę Panią zmartwić. Otóż powtarza Pani pierdoły które krążą po akademikach. Fakt może teorii jest więcej ale w życiu najpierw była praktyka a potem teoria. No i co z tego że potrafi taki „absolwencik” wytłumaczyć teorię względności kiedy na warsztacie (lub budowie) byle „głupek po zawodówie” zagnie go na podstawach?! Jak może Pani opisać np dźwięk towarzyszący podczas obróbki metalu? Ile poświęca się na dziennych w laboratoriach np na diagnostykę silnika? Można pytań mnożyć jak również można stwierdzić że: za pracującymi studentami zaocznymi przemawia doświadczenie uzupełniane teorią a za dziennymi teoria i ambicja zdobycia praktyki. A na rozmowach pada zawsze pytanie : „Jakie ma Pani/Pan doświadczenie”
    Mylę się?

  22. svetiks pisze:

    Moj maz skonczyl AGH (IMiR) rok temu i teraz pracuje za 2000zl, ale szczerze jego zarobkow starcza tylko na pokrycie kredytow (hipoteka, remont i studenski). Ja zarabialam w Krakowie 2500 z czego 1200 na opiekunke, 400 na samochod (dla meza) a reszta jedzenie i papierosy. Maz liczy na to ze teraz przejdzie na stawke godzinowa (chce 12,5) i wuecej w pracy siedziec. Uwazam ze po AGH dzienne inzynier powinien zarabiac przynajmniej 2800zl. Ale realija sa inne. Jak ja szukam pracy, to na rozmowie dla mnie najciezej jest powiedziec jakie sa moje oczekiwania. Ale teraz wprost mowie ze ponizej 2000zl mi sie nie oplaca pracowac :) i szukam dalej:)

  23. Piter pisze:

    Inżynier, który zdobył praktykę zawodową, doświadczenie w swojej branży poniżej 2000 netto nie powinien schodzić.
    Nie psujmy rynku pracy. Pracodawca nie zapłaci tyle? Znajdziesz innego, albo wyjedź za granicę. Absolwenci uczelni technicznych w Europie nie podejmują pracy w „zawodzie” poniżej średnich płac w ich krajach.

  24. Realis pisze:

    Ludzie, czytać Was nie mogę. Nadal żyjecie w czasach ery kamienia uuuuupanego (włączając Pitera). Sami pozwalacie na to jak jest i jeszcze macie pretensje do świata. Przykład – lukas, który macha ogonem jak ma robotę. Nawet nie wiecie ile właściciel firmy budowlanej potrafić na Was zarobić. Skąd się biorą merce itp. samochody? To Wasz szef zmienił miesiąc temu 5 letnie bmw, a Wy jeździcie mzk albo autem z ’93. Myślicie, że tak jest na zachodzie? Zróbcie sobie tygodniową wycieczkę a doznacie szoku. Szacunek dla wykształcenia odpowiednio poparty wynagrodzeniem pozwalającym min. raz na rok wjechać rodzinie na Teneryfę, godne warunki pracy i wiele rzeczy o jakich Wy tylko marzycie a inni mają. Mój szwagier wybrał szacunek, dobre pieniądze i obczyznę. Czy żałuje? NIE.

  25. Realis pisze:

    Przepraszam, miało być <>

  26. lukas pisze:

    Realis tak sie składa ze właścicielem firmy jest mój ojciec i rzeczy o ktorych piszesz co troche naciagane i napewno stanowia tylko mała czesc.wcale tak nie jest,w polsce nie tak latwo sie wzbogacic,potrzeba wiele pracy,kombinacji i ukladow.a poza tym jest teraz taka konkurencja na rynku ze tylko nieliczni maja takie kokosy o ktorych piszesz.a jesli uwazasz ze za granica jest tak dobrze to co tutaj jeszcze robisz????

  27. pumczak pisze:

    nie nosiło się teczki, trzeba nosić dziś woreczki:P to co do roboty na budowie, bo cegło nosić umie byle kto ale studiów byle tempota nie skończy, także pani doroto niech mąż dalej montuje bo to „umi” robić najlepeij, moim zdaniem za 5 lat konkretnych studiów na dobrej uczelni uprawnia do ubiegania się o zarobki powyżej 3 tys zł, jeśli pracodawca nie chce to niech se weźmie jakiegoś dziada z byle szkoły, jakby się wszycy postawili to nie byłoby innego wyjścia i musieliby podnieśc stawki, po 5 latach studiow jak ktoś mi da 1,5 czy 2 tys zł to się tylko ośmieszy bo tyle to zarabia kasjer w lewiatanie za którego liczy maszyna..

  28. sabina pisze:

    dla mnie kalkulacja jest prosta… skoro sprzedawca w sklepie może zarabiać (podstawowej pensji) 1400-1700 zł, a operator maszyny 1800…. to nawet „zielony” absolwet powinien dostać minimum 2000.

  29. drpiotr pisze:

    Po studiach netto 3000zł to jest minimum, o które należy walczyć aż znajdziemy taką pracę. Ludzie w Polsce brakuje Elity, kogoś kto pociągnąłby nasz naród jak Piłsudski i podniósł na duchu nasze poczucie wartości, a nie kto by tu powiększał chaos i demoralizację odgórną. To celowa polityka potencjalnie zarządzających naszymi dobrami do tego miała programowo doprowadzić, bo zawsze łatwiej było rządzić tanią i zdeprymowaną masą niż oświeconą Elitą. Spójrzmy – nasze polskie łby potrafią wykombinować lepsze wynalazki niż kiedykolwiek mieli na świecie, potrafimy odnaleźć się w każdej obcej rzeczywistości na emigracji, potrafimy solidaryzować się w jedną całość w obliczu nieszczęść nam wszystkim grożących i kataklizmów żywiołów. Takim żywiołem jest lawina ofert pracodawców idących od zachodu i wschodu oraz zaraza ekonomiczna trawiąca nas od centrum.
    Wzywam Was do solidarnego powstania przeciw wyzyskowi – wytrzymajcie wraz z rodzinami w Waszych domach, uczcie się nowych umiejętności aby nikt Was nie zaskoczył żadną nową technologią, które też sami potrafimy wynaleźć i sprzedawać.
    Wytrzymajcie dotąd aż znajdziecie pracę za 3000zł minimum dodając do swoich aspiracji choćby ten 1000zł. Zmuście rynek firm i organizacji pozarządowych, rządowych i innych do korekty apetytu na wysysk – niech się zrestrukturyzują i znajdą dla pracowników godną zapłatę w złocie :-)
    POWSTAŃCIE – Kochani!

  30. student budownictwa pisze:

    Ludzie! az żal d**ę ściska, co wy wypisujecie.
    Studiuję budownictwo dziennie, w wakacje pracuję na budowie, gdzie dostaję 13 zł/h do ręki x 10h dziennie x 20 dni w miesiącu daje to 2600 zł. Jako pomocnik. Każdy pomocnik na tej budowie tyle dostaje. za to mój ojciec, który jest kierownikiem z dosć dużym doświadczeniem zarabia 4000zł na miesiąc a ma „tylko” wykształcenie techniczne. Gdy skończę studia i będę się starał o pracę, a ktoś mi powie że może mi dać tak jak piszecie: 1500-2000 to zaśmieję mu się w twarz! Tylko frajerzy studiują tyle lat żeby zarabiać tyle co robol po zawodówce, albo i nie. Rzućcie te studia i idźcie do roboty na pierwszą lepszą budowę to dostaniecie więcej niż oczekujecie po studiach.

  31. xxx pisze:

    Najlepszy jest komentarz powyzej 3000 tys na start po studiach. To chyba z dwudziestoletnim doswiadczeniem. Natomiast absolwent po polskiej edukacji nie nadaje sie to pracy na takim stanowisku. Takze rozpisywanie sie ile moze zarobic inzynier absolwent to jest jakas
    propaganda. WEjdzie w wyszukiwarki i zobaczie jak chetnie wystawiaja oferty dla inzynierow absolwentow. w moim rejonie(podkarpacie) nie ma wogole i to nie ze wzgledow kierunku jakiego ukonczylem ale ze wgledu bardzo duzego bezrobociaq w tej branzy po po innych kierunkach tez nie ma.

    Ja jako oferte magistra inzyniera dostalem oferte starzu za 600 zl z mozliwoscia ze moze mnie zatrudnia, Ale zrezygnowalem z tego bo to jest przecierz jakies nieporozumienie. Do tego dodam ze znam angielski na poziomie zaawansowanym. Przegladam oferty w internecie i wogole nie ma tal duzo ofert dla inzynierow a jak sa to z wymaganiami kosmicznymi ze trzeba ta wiedze miec juz z jakiegos zakladu a nie z uczelni bo tego co ucza to jest moze z 5 % co pozniej pojawia sie w ofertach. A druga sprawa jest taka ze 95 % ofert dla inzynierow(czyli ponoc super branze w tym kraju) to oferty z doswiadczeniem kilkuletnim i z duzymi wymaganiami. To teraz mam takie pytanie skoro nie ma ofert dla absolwentow z doswiadczeniem zdobydym na praktykach to mozna stwierdzic ze prawie wogole nie ma po tym pracy. Bo trzebabybylo vhyba pojsc zadarmo ptracowac zeby zdobyc doswiadczenie to moze wtedy mozliwosci znalezienie pracy sa wyzsze. Przegladm regularnie oferty po studiach i moge smialo stwierdzic ze nie warto tego robic na dzien dzisiejszy. To nie ameryka czy zachod ze ludziom wyksztalkconym placa za wiedze. Dyplomy nie sa juz tak honorowane jak to bylo dawniej a to dlatego ze jest zaduzo ludzi wyksztalconyvh w stosunku uprzymyslowienia kraju. Lepiej skaczyc zawodowe i nauczyc sie pozadnie jakiegos fachu bo po tym wcale ludzie nie zarabiaja duzo mniej niz super ludzie po studiach. i do tego jest duzo czasu na rozwijanie potrzebnych umiejetnosci.

  32. Andrzej2d pisze:

    Zgadzam sie z xxx w 100% Do drpiotr-skończ studia to pogadamy.

  33. seba pisze:

    Dziwi mnie wasza postawa co do zarobków, jak można zarabiać 1500zł po ukończeniu politechniki na wydziale budownictwa? Po 1.5 roku doświadczenia, bo przecież inżyniera ma się po 3,5 roku a następnie zdobywa się magistra i doświadczenie właśnie przez 1,5 roku a przecież można pracować jeszcze sezonowo na budowie i mieć to wpisane w cv… mało kto tu chyba myśli o tym żebym wiele zarabiać skoro do tak niskich stawek schodzi.. mało tego jestem przekonany że tylko ludzie nie potrafiący poradzić sobie w życiu piszą takie głupoty, bo Ci co chcą zarabiać dużo robią wszystko żeby to osiągnąć a nie żalą się na forach jak to jest ciężko i że nie ma pracy.. a jak nie pasuje to uczyć się języka i wyjechać na studiach na wymianę do Francji, Holandii czy Niemiec, poziom nauki niższy a zarobki dużo wyższe.

  34. Andrzej2d pisze:

    Seba pochwal jako kto pracujesz i ile zarabiasz

  35. seba 2 pisze:

    Ja mam 5000 brutto po 2 latach doswiadczenia i to mój trzeci pracodawca. Po studiach miałem 2500 brutto i w paru innych firmach jak chciałem mieć 2000 netto, to kręcili głowami, że dużo i to wszystko działo sie w Warszawie. Moim zdaniem 5000 netto dla młodego inżyniera na początek to sprawiedliwa pensja, za wyżeczenia i cieżka pracę jaka musiał włożyc by uzyskać tytuł inżyniera ( jestem po dziennym PW).

  36. Andrzej2d pisze:

    Noto około 3500 na łapę tak? Jak na Wa-wę to chyba nie są kokosy? Z czego mi wiadomo taką kwotę bierze operator walca. To poco tracić czas na renomowane uczelnie jak można po zawodówie tyle samo zarabiać?

  37. xxx pisze:

    Seba napisal:Dziwi mnie wasza postawa co do zarobków, jak można zarabiać 1500zł po ukończeniu politechniki na wydziale budownictwa? Po 1.5 roku doświadczenia, bo przecież inżyniera ma się po 3,5 roku a następnie zdobywa się magistra i doświadczenie.
    odp:
    Piszesz o podstawie do zarobkow ale na dzien dzisiejszy przegladajac oferty z calej polski nie ma ofert dla absolwentow co najwyzej jakies staze za 660 zl i to wymagania takie ze trzeba znac jezyk i byc alfa i omega takze jak mozesz pisac ze 1500 zl to jest malo. Czasy sie zmienily i nie potrzebuje sie teraz absolwentow bo tak naprawde jest ich za duzo w stosunku do miejsc pracy i z drugiej strony uczelnie maja przestazale programy nauczania. Politechniki zatrszymaly sie na poziomie prl’u stad tez pracodawcy maja gdzies wiedze wyniesiona z uczelni i chca ludzi z doswiadczeniem. Z tego co widze to teraz trzeba pracowac za darmo z pol roku o ile przyjma mnie na staz domjakiejs dobrej firmy(bo tylko taki staz ma sens) i liczyc ze zdobyte doswiadczenie pom oze w znalezieniu normalnej roboty. Jednym slowem na dzien dzisiejszy nie ma sensu robic studiow bo to jest po prostu bez sensu. Tracic czas i pieniadze przez 5 lat a pozniej miec problemy ze znalezieniem etatu. Piszesz o nauce jezyka i wymianie. Sam skonczylem polibude ucze sie jezyka dosyc dlugi czas ale to jest za malo. Sam jakbys znal na poziomie inzyniera to nie pracowal ys za 5 tys brutto. Zeby nauczyc sie jezyka trzeba skoczyc szkole w danym kraju a ro wymaga kilka lat nauki a nie jakas wymiana polroczna takze zastanow sie com ty wogole piszesz. Z jezykiem nauczonym na studiach co najwyzej mozesz wyjechac sprzatac i wiecej raczej nie osiagniesz z polskim dyplomem.

  38. Lukasz pisze:

    A ja uczylem sie jezyka w szkole do tego roczna wymiana studencka w Danii i w pracy w Anglii jakos daje rade. W Polsce 1200 na reke bo nie mam doswiadczenia (bla bla bla). W Anglii na dzien dobry 20000 funtow rocznie dodam, ze prosilem o mniej (bylem w desperacji :) ). Po pol roku podwyzka 7.5% a po kolejnych pol roku powinna byc znowu podwyzka niestety kryzys dopadl firme. Generalnie przy obecnym stanie funta pensja zaproponowana na starcie dla absolwenta bez doswiadczenia ponad 5 krotnie wyzsza niz ta zaproponowana w Polsce. Zyjac skromnie moge odlozyc prawie 3 razy pensje zaproponowana w Polsce :) Takze panowie i panie studia, wymiana studencka i w swiat. A co do tego po co studiowac skoro na budowie „robol” moze miec takie same pieniadze albo i wieksze to proponuje zweryfikowac priorytety. Pieniadze mimo wszystko nie sa najwazniejsze a mimo, ze zadna praca nie hanbi ja nie chcialbym do emerytury nosic cegiel na budowie. To ciezka praca, zimno itp a w biurze jest zimno tylko jak ogrzewanie sie zepsuje. Pozdrawiam

  39. Andrzej2d pisze:

    hehe Łukasz wątek z „robolem” to prowokacja! Przecież każdy kto skończył studia ma troszeczkę większe ambicje. Ja reprezentuje branże mechaniczną. Skończyłem studia pracując i mam pojęcie o swoim fachu. Pierwsza uwaga jaka mi się nasuwa to jest że studia nie dostatecznie kształcą. Materiału jest za dużo a czasu za mało.
    Podstawowe braki jakie posiada absolwent politechniki to:
    1. Brak podstawowej umiejętności w obsłudze programów klasy CAD,CAM,CAE
    2. Brak umiejętności rozwiązywaniu problemów technicznych (wynika to z braku wiedzy)
    3. Brak technicznej wiedzy.

    Najczęstszym tematem wśród studentów to kasa. No cóż każdy „jakoś” chce żyć. Tylko zawsze „coś” z siebie trzeba dać. Żądanie od pracodawcy (zwłaszcza po studiach dziennych) pensji rzędu 3-4 tysięcy na „dzień dobry” jest po prostu śmieszne. Nie ma znaczenia czy to absolwent PW,PŁ,PR,PL etc. Jest to taki sam debil jak po każdej innej szkółce z tą różnicą że niektóre uczelnie uczą jak się szybciej uczyć.
    Jestem zdania 2000 absolutne minimum dla każdej branży. Będą przybywać uprawnienia,umiejętności będzie rosła pensja, Proste i logiczne.

  40. wukii pisze:

    Ja może kończyłem już parę lat temu studia, dokładniej w 2004, ale zaczynałem wtedy od najniższej krajowej (niecałe 900 zł brutto!!!). Oczywiście nie odpowiadała mi taka praca więc szukałem dalej. Po prawie dwóch latach zarabiałem 3000 netto. Teraz zarabiam 8000 netto. Jeśli chcesz i potrafisz udowodnić swoje umiejętności to można normalnie zarobić.

  41. ada pisze:

    Nie chce tutaj nikogo obrazic ani mowic ze jedne kierunki studiow sa lepsze inne gorsze ale nie od dzis wiadomo ze sa kierunki na ktorych poradzilby sobie praktycznie kazdy a sa i takie na ktorych dyplom otrzymalaby tylko bardzo niewielka czesc ludzi. Do takich studiow naleza wlasnie kierunki inzynierskie. Sa one znacznie trudniejsze, trzeba w nie wlozyc wiele pracy i niejednokrotnie pieniedzy. Po ich zkonczeniu trzeba odbyc kilkuletnia praktyke by otrzymac moliwosc wykonywnia zawodu. Do kierunkow takich naleza np. budownictwo, architektura, medycyna, prawo(choc te dwa ostanie nie sa inynierskie to mysle ze moga stanac obok siebie) i na pewno jeszcze kilka innych. Ale samo juz przeczytnie nazw tych kierunkow wzbudza w nas respekt. Dlaczego wiec po zkonczeniu studiow na
    prestizowym kierunku w prestiowej uczelni mamy zarbiac tyle samo co Pani ktora skonczyla np. kurs tipsow w przeciagu 3 miesiecy, czy Pani ktora sprzedaje w miesnym. Jeszcze raz powtarzam ze nie mam zamiaru nikogo obrazic. Chce tylko pokazac ze jesli ktos po zkoczeniu szkoly proponuje nam 1200 czy 1500 zł to sprowadza nas do roli walsnie takiej „Pani za lada”. Jedynym atutem jest to ze wraz z doswidczeniem rosna zrobki (choc i tak nie zawsze adekwatnie). Rzeczywistosc jest taka ze tylko nieliczni i wybitnie utlentowni (lub ci z glupim szczesciem) beda zarabiac od pocztku przyzwoite pieniadze a calej reszcie pozostje przyjac „nedzne” warunki i czekac na lepsze czasy.
    A tak na dodtek to dorzuce ze jak szukalam pracy to w biurze mogli mi zaproponowac tylko praktyke za 800 zl a wlsciciel kiosku z ktorym romwilm 1400:)

  42. Andrzej2d pisze:

    ada zadam Ci pytanie-jeśli uważasz że zarobki powinny być uzależnione od wysokości trudności (albo inaczej stopnia komplikacji) studiów to ile w/g Ciebie powinien zarabiać młody lekarz po studiach? (który tak na marginesie nie ma prawa wypisywania recept)?

  43. hmmm pisze:

    Czytajac wasza dyskusje o zarobkach w powiedzmy prostych zawodach typu kasjer/pomocnik na budowie i pierwszej pracy absolwenta doszlam do wniosku, ze jest w nich podstawowa roznica:
    - kasjer/pomocnik bez wzgledu na to czy jest geniuszem z 20letnim doswiadczeniem czy tez niezbyt rozgarnieta/ym 20-latka/iem po bardzo krotkim okresie intrukcji jest od razu samodzielny i bez „zawracania glowy” wykonuje prace, ktora od nich wymagaja.
    - stazysta/absolwent przychodzi i nie ma (powiedzmy sobie szczerze) wielkiego pojecia co ma dokladnie robic. Nie siadzie i nie zacznie pracowac. Ktos inny musi zostawic swoje obowiazki i pokazywac, tlumaczyc, kontrolowac… pozniej jakies szkolenia… i jesli do tego 1500 dodac obnizona wydajnosc przynajmniej jednej osoby+ szkolenia… koszt pracownika jest wiekszy. Po prostu ciezko jest nie inwestowac w absolwenta…

    A tak poza tym moge Wam powiedziec jeszcze jedna obserwacje z mojej praktyki. Nie jestem inzynierem, ale psychologiem. Na 4-5 roku studiow tak sie zlozylo, ze trafilam na staz do fabryki pomp i zajmowalam sie glownie mierzeniem wskaznikow prodykcji typu produktywnosc, wydajnosc itd. Zobaczyli, ze nie mam problemu z zajmowaniem sie tym samodzielnie i nie robili problemow czy jestem inzynierem czy psychologiem, po prostu mi sie to podobalo. Bylam w „szoku” kiedy pomagalam inzynierowi produkcji (zagranicznemu) prowadzic szkolenie z lean manufacturing + 6sigma. Szanowni inzynierowie polscy z trudem mogli zrozumiec co to jest odchylenie standardowe! Kierownik dzialu jakosci nie mogl pojac za zadne skarby jak uzywac programu statystycznego do kontroli jakosci. Po prostu nie rozumial zasady dzialania! Nawet osoby po technikow obecne na szkoleniu juz mialy wyraz politowania na twarzach.. A dzien wczesniej klocilam sie z prowadzacym szkolenie, ze to nie prawda, ze polscy inzynierowie sa beznadziejni, co stwierdzil po obecnosci na wielu rekrutacjach, na ktorych pan przedstawiajacy sie jako specjalista od lean na pytanie o 5S stwierdzil, ze akurat zapomnial co znacza te S.
    Ale wiem, ze nie tylko w Polsce tak jest. We Wloszech na rozmowe rekrutacyjna do fabryki, w ktorej pracuja znajomi przyszedl dumny absolwent: mgr inz. + studia podyplomowe z lean (sprawdzalam cene 16000 euro!!!). Zaczeli go pytac o podstawy i kompletnie nie umial odpowiedziec i okazalo sie, ze nie widzial wiekszosci rzeczy o ktorych opowiadal na oczy. Np kanban. Wiedzial, ze to jakis magazyn… Od osob, ktore sie zajmuja m.in. kanbanami wiem, ze w praktyce jest trudno zorganizowac je idealnie i czesto robi sie bledy w obliczeniach.

    Rany ale wywod:) W kazdym razie wniosek mial byc taki, ze nie kazdy inz czy mgr po jakichkolwiek studiach reprezentuje soba to samo, a niektorzy nic oprocz dumy z tytulu i z rozmow z managerami firm wiem jakie kwiatki mozna spotkac i ile czasu, pieniedzy i cierpliwosci wlozyc w to, zeby zaczeli byc samodzielni.

  44. Andrzej2d pisze:

    Ale „hmm” dotykasz tylko jednej gałęzi-zarządzania produkcji!!! Nie można oceniać większości przez pryzmat wyłącznie jednego zagadnienia-a tak na marginesie wiesz o czym piszesz? O tym co ja wcześniej pisałem w komentarzach-B R A K U D O Ś W I A D C Z E N I A!!! Jakoś dziwnie w Polsce utarło się że pracodawcy wolą dać szansę młodym niedoświadczonym z tytułem niż zatrudnić osobę np.po 30-tce z doświadczeniem warsztatowym który niedawno uzyskał tytuł. Jest potem jak sama opisujesz-idiota podstaw nie zna i przy okazji wynosi się jakby sam koło wynalazł!
    Rozumiem Twoją irytację, faktycznie czytając komentarze można odnieść wrażenie że mgr.inż. to „lepsza krew”-tylko ta „krew”nie powstała bo tak chciała. Brakuje w Polsce fachowców, studia są ciężkie i nie każdy na nie się decyduje a wiedza i pieniądze tak na prawdę przychodzą z czasem. Absolwent prawa po obronie może już świadczyć usługi z zakresu poradnictwa prawnego (zarabiać swoją wiedzą). Absolwent po pol. nie-może jedynie np. otworzyć warsztat samochodowy i być wysoko wykwalifikowanym mechanikiem a do tego nie trzeba dyplomu.

  45. hmmm pisze:

    hej Andrzej, pisalam tylko o jednej, bo nie chce wymyslac o innych galeziach, o ktorych mniej wiem:) Podobne zdanie do mojego slyszalam od wlascicieli firm informatycznych o elektronicznych.
    Nie wiem czemu i czy rzeczywiscie wola mlodego absolwenta czy kogos, kto zaczal studia juz po praktyce… Moze uwazaja, ze lepiej nauczyc od poczatku swoich zasad niz wykorzeniach stare (sprzed studiow)? Tak sie tylko domyslam, jak jest – nie wiem.. Absolwenci prawa moga od razu zarabiac? Zawsze sie slyszy milion skarg, ze musza znalezc kancelarie na aplikacje, a to trudne itd, wiec nie wiem czy u nich tak rozowo od razu. Tak samo u lekarzy. Pare lat temu znajomi sie skarzyli, ze ledwo mozna wyzyc z tego co mieli na poczatku praktyki lekarskiej, a teraz zarabiaja powyzej sredniej (po jakichs 4-5 latach) i mysle, ze uwazaja, ze bylo warto sie poswiecic.
    Ogolnie mysle, ze rozwiazaniem problemow w kazdym zawodzie jest posiadanie 2 cech: 1) byc pracowitym, 2)nie byc naiwnym. Ani pracownity frajer, ani leniwy cwaniak daleko nie zajdzie… A przy polaczeniu obydwu cech naprawde cos soba reprezentujesz i nie dasz sie wykorzystac. Ciezko wtedy nie zajsc na jakies rozsadne stanowisko lub po prostu nie otworzyc swojej firmy – jesli ktos jest dobry, to wtedy moze sie wykazac. Widze duzo doswiadczen znajomych, ktorzy sa srednio 5lat po studiach teraz (wiekszosc po roznych kierunkach politechniki) i sa ogromne roznicy w tym do czego doszli. Jedni maja swoje rozwijajace sie firmy, a inni skarza sie, jak im pracodawca klody pod nogi rzuca…
    Szczerze mowiac nie znam z doswiadczenia osoby zdolnej, pracowitej i samodzielnej, ktora „system” (bo nie wiem jak to nazwac:) ) powstrzymuje od wykazania sie:)

  46. Union pisze:

    2000 netto to absolutne minimum!
    frajer co chce pracować poniżej jest zwyklym kundlem w branży
    zero szacunku do siebie i dla innych

  47. marcel pisze:

    cześć!
    Jestem po grafice komputerowej. Pracowałem chyba w 7 różnych firmach w ciągu 2 lat aż w końcu trafiłem.
    W miarę zmiany miejsca zatrudnienia rosły moje kwalifikacje, ale był jeden stop na drodze do firmy, w której pracuję obecnie.
    DLACZEGO PAN TYLE RAZY ZMIENIA PRACE?
    każą orać po godzinach, najlepiej aby za projekt wart 5k zapłacili 1k, bo nie pracuję w soboty itd.
    W miarę samorozwoju przybywają umiejętności tu zgoda, ale na litość boską jak kompletuję sobie grupę do projektu i przychodzą kwestie finansowe na wokandę idiota ceni się w kilogramach złota a magika kupię za kilka uncji.
    Ceńcie się ludzie i nie zaniżajcie stawek!

  48. hmmm pisze:

    Widzę że że straszne stawki tu padają na tym forum. Szkoda że w funtach. Ja myślałem że temat jest o zarobkach w Polsce ? . Jestem inż. po zaocznych studiach i nikt mi nie wmówi że moja praktyka jest mniej warta niż to co ci po dziennych zdążyli zapomnieć, a silnik na obrazku widzieli. Inną też sprawą jest to że inż budownictwa znajdzie „pińćset” ogłoszeń natomiast mechaniki 2 na drugim końcu kraju i tu pytanie zgodzić się na stawkę jaką proponują czy poczekać jeszcze parę miesięcy aż coś sie trafi i nakarmić dzieci styropianem.

  49. Andrzej2d pisze:

    hmmm i hmmm to chyba dwie osoby? Podpisujcie się swoimi nikami! Mam ochotę skomentować ostatni wpis hmmm tylko nie wiem teraz do kogo będę pisał:( DROGI PANIE KOLEGO inżynierze! My mechanicy mamy proste rozwiązanie! Chcesz kaskę trzepać otwórz warsztat :) Po 2latach masz prawo starać się być diagnostą. A jeżeli chcesz pracować w dużej korporacji z możliwością rozwoju MUSISZ liczyć się z wyjazdem(nawet za granicę) Takie życie. Ewentualnie przekwalifikuj się-ja nie narzekam że skończyłem wydział mechaniczny. JA ZAWSZE mam alternatywę i czuję więcej możliwości niż bym miał jako budowlaniec-kwestia tylko polega na tym co się chcę w życiu robić. A najgorsze jest narzekanie!!!! Pozdrawiam! 3maj się kolego!

  50. hmmm- prawdziwy:) pisze:

    Tak Andrzeju, ten ostatni hmmm to ktos inny, bo ja jestem kobieta i nie-inzynierem:) W kazdym razie juz napisalam wczesniej to co chcialam dodac do dyskusji i teraz raczej jej nie sledze, wiec nowi „hmmm” to nie bede ja:) Pozdrowienia!

  51. frajer pisze:

    hmmm, nie wiem w jakim kraju i na jakiej planecie wy żyjecie, ja mieszkam w Lublinie, skonczyłem studia z wyróżnieniem – jestem inżynierem HVAC z 2 miesięcznym doświadczeniem w projektowaniu, obecnie odbywam staż niezwiązany z zawodem:
    1. bo pracy nie ma w zawodzie – liczą się tylko układziki
    2. na lubelszczyżnie ogólnie nic sie niedzieje – największe bezrobocie w kraju
    3. w biurze projektowym jak się ktoś załapie( to graniczy z cudem – patrz punkt 1) dostanie się max 1400 PLN na rękę o a narobic się trzeba :-)

    Kurcze 2500 PLN netto to moim zdaniem minimum co absolwnet po ciężkich studiach technicznych powinien dostac, ale realia … hhmm jak widac z autopsji.

    Pozdrawiam bujających w obłokach oraz krwiopijców wykorzystujących młodych zdolnych ludzi po studiach.

  52. Jędrzej pisze:

    W Krakowie firma polska działająca na rynku międzynarodowym daje magistrowi inżynierowi po studiach ale z doświadczeniem 1800 (netto). Wstyd mi przed Narzeczoną. Przed rodziną nie… oni też inżynierowie wszyscy. Jedyny co się w rodzinie dorobił to taki co pracuje za granicą – zarabia jak człowiek i jeszcze wszyscy patrzą na niego z podziwem godnym alchemika. Za swoje mieszkanie płacę 500zł czynszu administracji, do tego rachunki i paliwo… Zakupy robię w Carrefourze i jadę na „markach własnych” bo na normalne mnie nie stać.

  53. Jędrzej pisze:

    „Jestem zdania 2000 absolutne minimum dla każdej branży. Będą przybywać uprawnienia,umiejętności będzie rosła pensja, Proste i logiczne.” Moim zdaniem to nie fair, że ktoś kto kończy podstawówkę bo mu kazali i idzie na budowę ma zarabiać tyle co ktoś, kto siedzi po nocach i ryje. Tak się składa, że umiejętności CAD zdobyłem zanim poszedłem do liceum – AutoCADa znam dłużej niż przykładnicę, a 3D CADy zacząłem w liceum. W liceum nauczyłęm się tolerancji i pasowań. Od 3-go roku studiów mogłem (i pracowałem) przy normalnych projektach w biurze. Zanim się obroniłem to w całym kraju fungowało kilka moich maszyn. Mam zacząć od 2000? Lepiej dziwką zostać.

  54. michal pisze:

    śmiać mi się chce jak patrze na niedowartościowanych żałosnych polaczków których marzeniem jest zarabiać ponad 1500zł
    BRAWO
    jestem na najlepszej uczelni technicznej i z tytułem mgr inż nie mam zamiaru schodzić poniżej 6000 na początek
    polaczku biadaczku zrozum wreszcie że 3000 to dzieciak po podstawówce zarabia na budowie czy w pizzerii

  55. michal pisze:

    pamiętajcie po akademii świetokrzyskiej czy jakies politechnice gdanskiej nie bedziecie zarabiac kokosow

  56. Andrzej2d pisze:

    Oj Michale,dziecko kochane… Ależ oczywiście masz rację, jak będziesz już duży,dorośniesz i będziesz taaaki mądry to będziesz tyyyyyle zarabiał.

  57. Lola_lilu pisze:

    A ja powiem tak: można stawiać warunki, ale niestety jak przysłowiowo „nie masz co do garnka włożyć” a rachunki trzeba zapłacić to weźmiesz pracę za 2 tys. I ambicja Ci spada, bo albo masz 2000 wpływu na konto co miesiąc, albo masz 0.

    Pracodawcy to wiedzą i wykorzystują. Na studiach też więcej zarabiałam, a teraz mam 2 tys i tak mam więcej, niż znajomi..

  58. Olsen pisze:

    jestem studentem piątego (ostatniego) roku Politechniki Gdańskiej (Wydział Mechaniczny).Posiadam ponad roczne doświadczenie w projektowaniu maszyn w pewnej firmie, gdzie zarabiałem 11,5 zł/h. Parę dni temu zacząłem prace w innej firmie jako młodszy konstruktor-mechanik. Na rozmowie zapytany o oczekiwania zarobkowe odpowiedziałem ze do końca studiów chcę 12 zł/h + paliwo na dojazdy do pracy, po skończeniu studiów natomiast chce podjąć drugą rozmowę o umowie o prace i nowych zarobkach. Dyrektor zgodził się i był wyraźnie zadowolony. Zachodzę teraz w głowę czy nie powiedziałem za mało. Co o tym myślicie?

  59. rupert pisze:

    Olsen, myślę, że to mało. Ja pracuję na produkcji i mam 3200 brutto. Niektórzy inżynierowie u nas mają po 8 tys (ale oczywiscie z doswiadczeniem)

  60. Łukasz pisze:

    Po przeczytaniu kilku odpowiedzi potwierdziła się moja teoria. ;)
    Bezrobocia nie ma, tylko ludziom nie chce się pracować za takie małe pieniądze.

  61. Bordo pisze:

    Witam wszystkich serdecznie tych co mysla ze wiedza wszystko o zyciu i tych co sa „na peryskopowej” (obserwuja wiecej rzeczywistosc, a mniej gadaja). Osobiscie pozdrawiam frajera i jego wypowiedz co do tematu chyba trafniej nikt tu nie wypowiadal sie moim skromnym zdaniem. Podstawowymi kwestiami decydujacymi o wysokosci naszych zarobkow sa bezwatpienia tak jak pisaliscie wyksztalcenie , doswiadczenie, referencje edukacyjne (certyfikaty, uprawnienia itd.). Nie mniej jednak najistotniejsza kwestia ktora w zasadzie przybliza w 99% do osiagnietego poziomu oczekiwanych dochodow i wogole pracy sa i beda znajomosci.
    Nikt z Was Panowie i Panie Wszechwiedzacy ani razu nie wymienil jeszcze jednego czynnika (drugiego w kolejnosci) ktory decyduje o naszych zarobkach, a to czy firma generuje zyski i czy my otzymujac laskawie od pracodawcy powierzone stanowisko bedziemy je generowac w zakresie naszych kompetencji. Przez to wlasnie juz widze jacy tu zawodnicy i zawodniczki wypisuja swoje madrosci. 3/4 skladu na garnuszku u rodzicow, zwlaszcza tezn segment na poczatek powyzej 3 tysia na reke raczej co to jest zycie to Wy za bardzo nie wiecie, z reszta trudno to wiedziec zawsze majac to co sie chce cały czas :) .
    Do sedna: jezeli uwazacie ze ktos (pracodawca) liczy sie z Wami bo jestecie absolwentami tej lub tamtej uczelni to smiech mnie zalewa. Jestem absolwentem Politechniki Łódzkiej studiow zaocznych kierunku automatyka i metrologia, przez cale prawie studia pracowalem glownie jako elektryk ale nie tylko. Sa bardziej elitarne uczelnie i kierunki(chocby robotyka ale to juz na dziennych) choc z tego co ostatnio czytalem to moja byla szkola jest nadrugim miesjcu tuż po PW, a to z tego wzgledu że jako pierwsza zostala objeta specjalnym patronatem i przedmioty oraz ich program jest weryfikowany przez jakis urzad unijny od wyzszego szkolnictwa technicznego. Nie wazne co skonczycie jezeli firma nie przynosi zyskow to zaden krwiopijca pracodawca nie da wam tyle ile bysie chcieli ani na poczatku ani wogole i to jest podstawowa sprawa z jaka na samym poczatku interesant musi sie zmierzyc. Jesli firma jest na rynku od lat i mocno sie trzyma posiada filie, inwestuje w kadry to mozna podbijac stawke, jak nie to nie ludzcie sie ludziska. Konczac przytocze pewien ciekawy watek dla inzynierow z mojej branzy czyli szeroko pojetych energetykow: Wyższe wyksztalcenie techniczne + 2 udokumentowane lata doswiadczenia (zakladajac dziennik) na to aby moc pozwolic sobie na zdawanie egzaminu na uprawnienia kierownicze lub projektowe + koszt sami wiecie najlepiej jaki jest tych uprawnien = na poczatek bez doswiadczenia na stanowisku inzyniera elektryka kierownika na budowie to jakies 2500 złotych (PLN)netto. Maksymalnie po 20 latach według dzisiejszych mozliwosci 5000 zlotych netto Poza Warszawa. Mozecie mi wierzyc troche najezdzilem sie po kraju i takie stawki panuja. Zeby bylo smieszniej w firmie Castorama zaczyna sie od 1500 na reke, po 4-5 latach zakldajac ze dana osoba reprezentuje i szanuje prace podobnie jak w zawodzie, to zostaje kierownikiem stoiska a zarobki jej ksztaltuja sie na poziomie 4-5 tysia netto. Zgadnijcie co taki delikwent wybierze majac w zyciu nie tylko problemy ze znaleszieniem pracy. Przepraszam za bledy ale straaaaaasznie ciemno za oknem ;) . Pozdrawiam wszystkich ubawilem sie do łez.

  62. zenobiusz pisze:

    @Bordo. Pieprzysz za przeproszeniem…3 po trzy. Co pracownika obchodzi czy firma generuje zyski?
    Jezeli nie generuje zysków to jest zle zarządzana i albo firma powinna zmienić ‘managera’ który doprowadził do takiego stanu rzeczy albo zostać zamknięta a nie udawać że wszystko jest cacy a ludzie mają żyły wypruwać za 1320 brutto.

  63. Bordo pisze:

    Jak myslisz że twoj pracodawca wynagrodzi Cie (na jakimkolwiek etapie kariery, nie mowiac juz na poczatku) 1 do 5 w wypracowanym przez Ciebie zysku dla niego czy firmy, to chocbym pieprzyl (jak Ty to mowisz) nawet 10 po 10 to i tak sie nie zroumiemy :) ))))). Krotko mowiac jesli wypracujesz swoja praca zysk dla firmy w ciagu miesiaca w wysokosci 20000 to nie licz na to ze jakikolwiek pracodawca zplaci 4000 miesiecznie. No chyba ze jest spowinowacony z Twoja Osoba ale to juz nie jest szukanie pracy ani stawianie warunkow angazu uposażenia bez wzgledu na etap kariey.
    A moze jestes z tych co bardzo ciezko pracuja zaluzmy na 3 roku studiow, maja za soba polmetek i marzenia przed soba :) )), liczac na to ze bezwzgledu jak firma „przedzie” to dadza ci taka kase jaka chcesz bo masz wyższe wyksztalcenie :) )).
    Cytat „Co pracownika obchodzi czy firma generuje zyski” czyli co jestes gosc bo masz wyzsze i dlatego powinni Ci placic odpowiednio buhahahahahha Pozdrawiam.

  64. Bordo pisze:

    Jeszcze jedno bo chyba na wyrost Twoje intelektualne rozeznanie zycia ocenilem wiec poprawka – przepraszam z takich naiwnych zawodnikow nie mozna sie nabijac!
    Wiadmo jak ma sie lepsza propozycje placowa to idzie sie gdzie indziej chyba ze perspektywy w firmie sa takie ze na poczatku sie gorzej zarabia a pozniej jest znacznie lepiej. Ewentualnie masz wybor pracowania w zawodzie i w kregu swych zainteresowan za mala kase albo pracowania nie w zawodzie z lepsza pensja. Zostala jeszcze opcja zasuwania gdziekolwiek za marne grosze albo niepracowania wogole i wkur… na rzeczywistosc. Dokladajac do tego aspekt ze zasuwajac za te grosze jest sie i tak glownym zywicielem rodziny to wybor jest prosty (choc nie kazdy po tym jak pisza wyzej o tym wie). Życie to nieustanna sztuka kompromisu.
    Co do kardy zarzadzajacej to najczesciej to wlasciciele albo rodzina wlascicieli, a jak Tobie sie nie podoba to mozesz zawsze zrezygnowac z roboty za 1320 brutto na rzecz siedzenia w domu i popadania w shizofrenie na tle tego ze twoi znajomi po zawodokach albo i nie pracujac jako robole zyja na odpowiednim poziomie przez co maja szanse na szczesliwe zycie osobiste.

  65. Andrzej2d pisze:

    Bordo zgadzam się z Tobą ale nie we wszystkim. Koledzy po części mają rację że godząc się na najniższą stawkę sami przyczyniamy się do niskich płac-ale to jest chyba reguła dla wszystkich nie zależnie od branży. Natomiast co do pracodawcy-doprawdy,mnie jego płynność interesuje tylko pod tym względem czy mam już wynosić się z firmy czy jeszcze nie;) Na taki komfort niestety trzeba zapracować i to wiele lat. Brakuje w Polsce specjalistów,nikt jednak nim nie jest zaraz po studiach(zwłaszcza dziennych!). Krzyki że ktoś chce zarabiać 5tysięcy na rękę bo skończył PW po prostu mnie bawią. No ale-sztuka oceny własnej wartości też przychodzi z czasem.

  66. zenobiusz pisze:

    @Bordo… totalnie nie zrozumialeś o co mi chodziło oraz nie wychwyciłeś ironii…
    Pracownika nie powinno w ogóle obchodzić to że firma jest w „kryzysie” i dlatego on ma zrezygnować z wypłaty na rzecz „dobra firmy”. Ma umowę na taka i taka kwotę i z tej umowy firma ma obowiązek prawny się wywiązywać. W czasie gdy w firmie było dobrze to gdzie szły pieniądze? W 99% na „fury, skóry i komóry” prezesostwa zamiast gromadzić kapitał na wypadek „kryzysu”.

    Odnośnie wypłat dla absolwentów wyższych uczelni – minimalna płaca dla osoby z wyższym wykształceniem powinna oscylować w graniach 2,5-3 tys netto, z jakiego powodu? Z takiego iż potrafią wypracować większy dochód niż sprzedawcy w markecie czy pracownika budowlanego. Oczywistym faktem jest iż nie wszyscy po studiach są w stanie taki zysk wypracować – od tego są umowy próbne aby testować pracownika i w przypadku niepodołania obowiązkom można się pożegnać w przyjazny sposób… Jak Pracodawca z góry zakłada że przyjdzie mierny absolwent który ledwo co potrafi się podpisać oferując marne grosze na starcie – to tylko taki do niego przyjdzie i kółko polskiego „biznesowego myślenia” się zamyka.

    Na zachodzie można… u nas jest to „niemożliwa niemożliwość”.

  67. ARTUR pisze:

    NIE WIEM CO MACIE DO STUDENTÓW STUDIÓW ZAOCZNYCH , ONI NAPRAWDE MOGA BYC O WIELE LPSZEJ SYTUACJI NIZ CI PO ,,DZIENNYCH,, BO CI KTÓRZY PRACUJA I STUDIUJA WIEDZA WIECEJ O PRACY NA BUDOWIE.A JEZELI CHODZI O PLACE DLA ABSOLWENTOW TO TRZEBA WALCZYC O MIN 2 TYŚ.NETTO

  68. Adrian pisze:

    Witam, mam takie pytanie. Czy pracodawca patrzy na studia dzienne i studia zaoczne? Za pare dni pisze mature i chcialem sie wybrac na Politechnike Swietokrzyska. Absolwent po ukonczeniu studiow zaocznych bedzie zarabial mniej, czy to sie nie liczy? bardzo prosze o odp. Pozdrawiam :)

  69. Sabina Stodolak pisze:

    @Adrianie – nie mogę wypowiedzieć się za wszystkich rekruterów niestety, więc trudno mi dać tu jasną odpowiedź. Słyszałam o dyrektorach, którzy nie przyjmują do pracy po zaocznych. Ja nie zwracam na to uwagi, bo i tak podczas rozmowy weryfikuję wiedzę (ja lub specjalista z danej dziedziny, jeśli ja tego zrobić nie mogę z braku wymaganej wiedzy). Przy weryfikacji istotne jest dla mnie co kandydat wie a nie jaki tryb studiów odbył. Przypuszczam też, że jeśli wybierze Pan zaoczne i w tym czasie zacznie zdobywać branżowe doświadczenie, to będzie Pan w znacznie lepszej sytuacji po studiach niż osoba która studiowała dziennie i nie ma doświadczenia. Zaryzykowałabym twierdzenie, że zaoczny z doświadczeniem zarobi więcej niż „dzienny”.

  70. Adrian pisze:

    Dziekuje Pani za odpowiedz ;) A jesli chodzi o zdobywanie doswiadczenia to tylko w tej dziedzinie prawda?Moze Pani rozwinac slowo „doswiadczenie”? Sa to dla mnie istotne informacje.

  71. ProgWeb pisze:

    Dobre ryzyko :)

    Ja sie spotkalem z sytuacja, gdzie dzienne wlasnie byly deprymowane, bo dla pracodawcy liczylo sie doswiadczenie zawodowe a nie szkola :)

  72. Sabina Stodolak pisze:

    @Adrianie – tam mówię o doświadczeniu w dziedzinie w której chcesz się kształcić. Niewiele da Ci jakiekolwiek doświadczenie. Przykład – jeśli rekrutuję specjalistę ds. Public Relations i mój kandydat jest po takich studiach, ale jego doświadczenie to 4 lata pracy w sklepie obuwniczym, to jego doświaczenie jest dla mnie mniej ważne, niż 2 miesiące stażu w agencji PRowej drugiego kandydata. Praca w branży (nawet jeśli ma to być bezpłatny staż), w trakcie studiów da Ci jeszcze jedną przewagę – możesz się bardzo szybko zorientować, czy kierunek który obrałeś jest rzeczywiście tym, co chcesz robić. Dzięki temu zamiast marnować 5 lat studiów na robienie czego, co potem okaże się nieciekawe, dowiesz się wcześniej. Małe są oczywiście szanse, że mając 19 lat dostaniesz pracę w zawodzie w którym chcesz się kształcić (taka mamy sytuacje rynkową), ale nawet rok stażu już daje podstawy do tego, by szukać zatrudnienia – początkowo pewnie za niewielkie pieniądze. Tak sobie myślę, że dla osoby która chce być inzynierem np. budownictwa, nawet praca na zwykłej budowie jest przyatnym doświadczeniem. Dlaczego? Bo pozna Pan mentalność fachowców i nauczy się mówić takim językiem jak oni. Dzięki temu, kiedy przyjdzie do praktyki przy kierowniku budowy, szybciej będzie Pan w stanie zdobyć szacunek osób pracujących fizycznie niż „wymoczek z polibudy”. Jeśli się mylę, niech mnie inżynierowie poprawią :)

  73. Adrian pisze:

    Dziękuje jeszcze raz za istotne informacje,tez obawiam się ze będzie ciężko z szukaniem pracy w tym kierunku. Wiem jednak ze chce się wybrać na Politechnikę. w zeszłym roku przepracowałem miesiąc na budowie, tylko to było bez żadnej umowy o prace, tylko sezonowa praca. Jeszcze raz Pani dziękuje i pozdrawiam. ;) Dobrze ze są osoby tak życzliwe jak Pani, które potrafią udzielić istotnych informacji. :)

  74. italofil pisze:

    Kto takie brednie wypisuje. Chcieć to sobie mogą. Tyle, że nigdy tego nie dostaną. Jak dostaną jakąkolwiek pracę za 1000zł to będzie cud. Teraz „inżynierów” (w 90% to skończone barany) jest jak psów. Poziom pożal się Bożę tych „politechnik” jest tragiczny. Ale cóż, brakuje tych inżynierów. Tylko niech mi ktoś powie gdzie. To tam pojadę. Zwiększyć jeszcze liczbę studentów technicznych. A wtedy będziecie zarabiać 500zł.

  75. jack pisze:

    @itaofil ciekawe czy tak samo bedziesz spiewac jak w 2011 Niemcy i Austria otworzą swój rynek pracy dla pracownikow z PL… dla informacji firmy w UK i Irlandii znowu zaczynają pracować pęłną parą i już szukają inżynierów…

  76. Młody pisze:

    No właśnie; jakoś nikt nie napisał, która firma na dobry początek daje inżynierowi budownictwa 2 tys. zł netto/mies.
    Dwa lata temu byłem na rozmowie w fimie budowlanej, która jest spółką akcyjną i max, co mogli mi zaproponować, to 1400, bo propozycja wyższych zarobków zachwiałaby strukturą budżetową firmy.
    Przed podjęciem decyzji, nasłuchałem się „mądrych rad”, że 2000 to minimum minimorum i odrzuciłem tę propozycję. Szukałem dalej, ale gdzie indziej oferowano mi jeszcze mniej.
    Do tych, co chcą na starcie zarabiać 3 tysiące: nie porywajcie się z motyką na Słońce, bo bieda nauczy was pokory. Chcesz tyle zarabiać – udowodnij, że na to zasługujesz. Frajerem nie jest „świeżo upieczony” mgr inż., który z entuzjazmem bierze posadę za 1,5 tys., lecz pracodawca, co oferuje mu dwa razy więcej.

  77. jack pisze:

    @młody… wyprowadź się od mamusi a zaraz zmienisz zdanie co znaczy „dobra oferta” na początek… za 1400 moze ci na wynajem mieszkania starczy + opłaty, kilka tygodni przezyjesz zjadając tynk ze ścian a co potem?

  78. Bordo pisze:

    te jack to chyba działa w takiej kolejnosci najpierw zarabiam a potem sie wyprowadzam. Poza tym z tego co sie orientuje to osoba wchodzaca na rynek pracy i mieszkajaca jeszcze z rodzicami tez oddaje swoje rodzicom na utrzymanie domu. Z reszta jak ktos jest juz w takiej sytuacji – mieszka samodzielnie i odrzuci oferte za 1400 na rzecz bezrobocia to gwarantuje Ci ze jeszcze do sasiada bedzie musial chodzic po ten tynk

  79. Młody pisze:

    Za 1400 do końca życia nikt, kto zna się na robocie, nie będzie chciał pracować. Ale na początek? Za co?!
    Ad od mamusi wyprowadziłem się pięć lat temu.

  80. starbuck pisze:

    Na studiach utrzymuję się za jakieś 1300zł. Wynajmuję pokój w mieszkaniu i dzielę ten pokój z chłopakiem, wcześniej mieszkałam w akademiku. I jakoś nie jem tynku ze ściany, stać mnie na kino, jakiś ciuch, czy inne przyjemności. Wiem, że jak zaczyna się pracować, to chciałoby się mieć lepszy standard życia, ale od czegoś trzeba zacząć.

  81. jack pisze:

    @mlody
    Za co? Za to ze jest osobą z wyższym wykształceniem, która może wyrobić kilkukrotnie większy zysk firmie niż sprzedawca w markecie, czy stacji benzynowej (gdzie 2 tys netto obecnie nie jest duzym problemem).
    @bordo – przy zarobku 1400 zlotych i oddawaniu czesci rodzinie szacuje mozliwosc wyprowadzki „na swoje” dla absolwenta w wieku 80-90 lat…
    Czemu są tak żenująco niskie oferty? Bo zawsze znajdzie się debil ktory taką oferte przyjmie – firmy wola czekac po 2 lata niż przyjąć kogos za 300-400 zl wiecej.

  82. Bordo pisze:

    A ty pewnie @Jack sztywno stoisz i robota za 1400 sie nie zchanbisz. Jestem inzynierem pracuje nie jako inzynier ale mam mozliwosci awansu w firmie w duzym skrocie sa widoki na przyszlosc – sciezka kariery. Zarabiam blisko 2 na reke ale zarabialem i mniej i dlatego wiem jak jest. Absolwentem zostalem w 2009. Co mam zrobic uciec z domu i tak bym musial pomagac rodzicom ktorzy maja jak czesto bywa nie wysokie emerytury. Zabijesz sumienie bo chcesz byc na swoim, z reszta to chyba nie moj poziom – ciach bajera

  83. jack pisze:

    @bordo – gdybym chciał zarobić 1400 złotych szukałbym pracy w markecie… i nie marnował 5ciu lat na studiowanie…
    Zaraz po studiach (kilka lat temu – a wtedy o prace było naprawdę ciężko) szukając pracy miałem takie „atrakcyjne oferty” za 1300-1400 zł, pracodawcy tłumaczyli się tak jak tu piszący „bo nic nie umiałem”… Śmiałem się im w twarz bo tak należy podchodzić do żenująco niskich wypłat. Szukanie pracy zajęło mi nieco dłużej niż kolegom z roku, którzy rzucali się na w/w oferty byle tylko „mieć” prace. W efekcie po kilku latach dalej robią za 1400 zł, nieliczni dostali podwyżki dociągając do „szalonych kokosów” 1600-1800 zł…
    A ja? Nie przyjmując tych „śmiecio-ofert” na okresie próbnym dostawałem 2300 (netto) – obecnie dużo więcej.

  84. Młody pisze:

    Jack, jeśli po mieście poruszasz się tylko smochodem, w domu chcesz mieć zawsze najnowszy i najbardziej wypasiony sprzęt AGD-RTV, co kilka miesięcy robisz remont mieszkania wraz z wymianą mebli, a do tego lubisz wypić lub/i przyćpać – no to masz rację – 1400 na rękę raczej nie wystarczy, żeby coś odłożyć.
    A ja roboty w zawodzie już raczej nie znajdę. Trochę za późno zacząłem o tym myśleć. Studia mgr skończyłem kilka lat temu i choć z budową mam często do czynienia, nikt nie chce mnie już zatrudnić. Ale to nic – będę próbował rozkręcać swój biznes, a firmy niech zatrudniają cwaniaczków, co chcą dwójkę na rękę, a są – za przeproszeniem – ciemni jak tabaka i zieloni jak trawa.

  85. Bordo pisze:

    Młody utnij te polemike z tym gosciem. Juz sama stanowczoscią tezy ze inni nie moga miec racji i nie powinni sie zgodzic po studiach inzynierskich robic za 1400 netto na poczatek mowi ze raczej za wiele kompromisow to w zyciu nie przeszedł.

  86. Andrzej2d pisze:

    Wtrącę swoje 3 grosze: czy ktoś uważa że jeśli wyprodukowanie „cusiku” kosztuje 5 zł a zysk wynosi -0.1 zł firma będzie produkowała? Odpowiedź jest oczywista że NIE!!!
    Wynajem mieszkania w Wa-wie około 1200 PLN(a raczej kawalerki).Trzeba przyjąć koszty życia (czynsz,dojazdy,wyżywienie) na około 800zł. Czyli 1200+800=2000. czyli różnica daje 6oo zł na MINUSIE. Zakładając skromne życie. Na tym forum ludzie popadają w skrajności-z jednej strony krzyczą po kilka tysięcy”BO ON PO PW”,nie posiadają żadnych kwalifikacji (prócz dyplomu)a przede wszystkim doświadczenia a z drugiej strony przyjmują pracę za grosze. Żaden myślący biznesmen nie podejmie się produkcji(czegokolwiek) jeśli zysk będzie na minusie! To samo pracownik nie powinien przyjmować pracy poniżej kosztów życia!
    Pracodawca wie że absolwent(zwłaszcza ten który kilka razy dostał”kosza” od innych potencjalnych pracodawców) przyjmie każdą pracę,nawet poniżej kosztów. Oczywiste jest że b.ważne doświadczenie. Ważne także jest co dany kandydat KONKRETNIE potrafi. Szef to taka głupia bestia która twoim kosztem dorabia się mercedesa a tobie każe dziękować że daje ci ochłap-to stara prawda jak świat. Dobry szef otacza się dobrymi współpracownikami(robolami) którzy odbębnia za niego robotę. Sam pokrzyczy,po-marudzi że kryzys,szantażyk walnie że ciebie będzie musiał zwolnić ale jak sytuacja odwróci się i ty będziesz chciał odejść nagle znajdą się pieniądze dla ciebie pomimo kryzysu.
    Jestem zdania że te 2tyś jest absolutnym minimum. Czy widział ktoś ofertę pracy za 500 euro dla inżyniera?

  87. jack pisze:

    @Andrzej2d – masz całkowitą racje w tym co piszesz… niestety 3/4 absolwentów to „beton” jak w/w 2 przykłady, które normalne życie opisują jak niewiadomo jakie „luksusy”. Tłumaczenie jakie są koszty życia nic nie da. Jakie „koszta” ma ktoś kto mieszka u rodziców? Prawdopodobnie takie: „najnowszy i najbardziej wypasiony sprzęt AGD-RTV,… a do tego lubi wypić lub/i przyćpać”. Takich bzdur nikt zarabiający na siebie tj utrzymanie, rachunki, kredyty etc etc nie napisze bo kwota 2 tys netto ledwo starcza na utrzymanie.
    Najdziwniejsze jest to że ten „beton” który nie ma jakiejkolwiek świadomości wartości swojej pracy (tj. ile swoją pracą jest w stanie wypracować „szefowi” zysku) posiada ponoć wykształcenie wyższe i do tego inżynierskie(!!!), które powinno być synonimem rozumnego działania a jednak nie jest ;-) .
    Jezeli chcecie zarabiac 1400-1500 zł netto to idźcie pracować do marketu, na stację benzynową a NIE PSUJCIE RYNKU PRACY INŻYNIEROM, bo wcześniej czy później dostaniecie od tego „rynku” w 4ry litery. Chyba że do końca życia będzie wam starczać 1400 netto… mieszkając u rodziców.

  88. Młody pisze:

    Prawda jest smutna – pracodawca najszybciej zatrudni kogoś z Warszawy albo weźmie studenta na staż niż wybuli Ci co miesiąc dwukrotnie więcej niż planował.

  89. jack pisze:

    @młody… widać że jesteś bardzo młody bo piszesz bzdury. Co z tego ze student na stażu jest „tani” jak nic nie umie i może firmie „wyrobić” niewyobrażalne straty. Dobra firma nigdy nie wybierze słabszego ale „tańszego”…

  90. Bordo pisze:

    Jack to juz ostatni raz: nikt tu nie powiedzial ze mniej niz 2000 netto to sa jakies profity dzieki ktorym mozna normalnie zyc. Wedlug mnie to kwota oscylujaca w granicach 3500 do 4000 netto przy uwzglednieniu dzisiejszych cen i ogolnie utrzymania srodkow do zycia na poziomie wystarczajacym od 1 do 1 kazdego miesiaca na poczatek, jest kwota zadowalajaca. Niestety realia sa takie ze to pracodawca placi a ty mozesz tylko ponapinac sie na forum Buhahahahha :) albo poraz kolejny niedostac pracy i byc dumnym bezrobotnym mogacym w przyszlosci, jak to powiedziales wypracowac wiekszy zysk dla firmy bo masz wyszukane wyksztalcenie na ktore ciezko zapracowales. Sam napisales:

    „Zaraz po studiach (kilka lat temu – a wtedy o prace było naprawdę ciężko) szukając pracy miałem takie “atrakcyjne oferty” za 1300-1400 zł, pracodawcy tłumaczyli się tak jak tu piszący “bo nic nie umiałem”… Śmiałem się im w twarz bo tak należy podchodzić do żenująco niskich wypłat. Szukanie pracy zajęło mi nieco dłużej niż kolegom z roku, którzy rzucali się na w/w oferty byle tylko “mieć” prace. W efekcie po kilku latach dalej robią za 1400 zł, nieliczni dostali podwyżki dociągając do “szalonych kokosów” 1600-1800 zł…
    A ja? Nie przyjmując tych “śmiecio-ofert” na okresie próbnym dostawałem 2300 (netto) – obecnie dużo więcej.”

    Wiec skonczyles studia i nie przyjmowales smiecio ofert i trwalo pewnie to jakis czas (…), wiec masz fajnie. Jak mnie by było stac na taki zaluzmy czas paru miesiecy decydowania i zarazem rodzice utrzymywali by mnie to podejzewam ze i zalatwili by mi robote za dobre pieniadze po zanajomoci. Swoja droga jestem absolwentem studiow zaocznych politechniki i przez caly czas pracowalem, malo tego nawet w trakcie i z powodu pracy musuialem przerwac studia z powodow zdrowotnych ktorych nabawilem sie w trakcie pracy. Reasumujac placilem za studia uczylem sie i pracowalem wiec jestem przekonany ze o wiele lepiej znam wartosc swoja niz Ty czyjakolwiek. Mimo to i tak pracodawca bedzie mial to w powazaniu… to co soba reprezentuje a juz najbardziej moje przemyslenia co do rozumnego dzialania jak powiedziales.

  91. jack pisze:

    @Bordo – nie znasz mnie a wystawiasz mi jak najgorsza opinię… Nie przyjmowanie „śmiecioofert” nie jest równoznaczne z siedzeniem na 4rech literach i czekaniem na tzw. gwiazdkę z nieba. Pracowałem i to ciężko stąd wiem ile warte są pieniądze oferowane przez geszefciarzy których nie stać na „zatrudnienie” ludzi.

  92. Ela pisze:

    No cóż, murze powiedzieć, ze po kilku latach pracy w zawodzie architekta tak maiłam dość ze z ulga zabrałam się za inwestowanie na giełdzie.Pracowałam zawodzie architekta w USA, UK i wszędzie to samo grosze w stosunku do innych zawodów.Jest to niestety zawód w którym wymagania są niebotyczne-ciężkie studia, praktyka, licencje, odpowiedzialność, a na końcu wielki g…o jeżeli chodzi o zarobki, Nawet jest tak ze architekt jest oficjalnie na pierwszym miejscu zawodów z wielkimi wymaganiami i żałosna pensja w USA, w UK nie jest lepiej. W USA architekci masowo uciekają z zawodu, tak samo jest w UK. Musiałam zmienić zawód, bo mój maż lekarz ortopeda(150 tys funtów) nie mógł zrozumieć jak architekci mogą pracować za takie grosze po takich studiach i z taka widza. Teraz zarabiam więcej od niego i nareszcie wiem ze żyje.

  93. Piotr pisze:

    Śmieszne są te wypowiedzi studentów, którzy nie maja żadnego doświadczenia. Fakt, studia są ciężkie techniczne, ale kończąc studia nie masz żadnej wiedzy praktycznej. Nie wiesz nic i teoretycznie twoja wartość na rynku pracy je znikoma. Chcecie zarabiać po 5tys zł miesięcznie a nie macie doświadczenia. Ciekawe za co ma wam płacic pracodawca? Za to że masz papier, 5 lat picia wódki w akademiku i imprezowania. Bo sczeże mówiąc, na palcach można znaleźć osobę która dokształcała się jeszcze. Ile ksiązek dodatkowo ponad program przeczylatliście, jakie kursy dodatkowe przeszliście? Co z angielskim?
    Że masz papier skończenia studiów to o niczym nie znaczy, każdy może go zdobyć. Jak zaczniesz pracować to wtedy pokazujesz czy faktycznie sie do tego nadajesz i po jakimś czasie masz dopiero wartość dla pracodawcy. Można powiedzieć że pos studiach mozesz zarabiać te 2000zł ale jak coś pozytecznego wniesiesz do firmy, dlatego pracownik fizyczny zarabia więcej na budowei bo jego praca ma efekty, które widać odrazu. Sam jest inżynirem z kilkuletnim doświadczeniem pracowałem w Polsce, Chinach, Irladnii i teraz w UK. Miałem takie podejście do świata jak chłopaki na studiach że muszę zarabiać min 2000 na start bo inaczej to nie biore. Życie nauczyło. Fak zarabiałem te 2000zł na ręke ale po roku pracy. Potem wyjechałem z kraju, bo wiedizałem że duże są tutaj wymagania. Po 4latach zarabiałem fajne pieniądze, ale chciałem się specjalizować jako konstruktor. Zmieniłem prace i uczyłem się od podstaw, oczywiście za mniejsze pieniądze. Najważniesze mieć plan i go realizować a z doświadczeniem kasa rośnie. Zawsze możesz zarabiać wiecej ale to zależy też od branży. Dlatego inwestuj najpierw w siebie, ale praktyczną wiedze, inwestuj też w siebi wiedze finansową o giełdzie inwestycjach w nieruchomości itp. CZYTAJ KSIĄŻKI różne o inteligencji finansowej branzowe itp a po jakimś czasie będziesz pracować z przyjemnością będziesz się rozwijać a pieniądze przyjdą i z pracy i z inwestycji.

  94. ola pisze:

    @Piotr: „dlatego pracownik fizyczny zarabia więcej na budowe i bo jego praca ma efekty, które widać od razu”… i efekty takiej pracy można szybciutko wycenić porównując z ich cenami rynkowymi.

    A inżynierowi, który przez 8 godzin tylko „siedzi przed komputerem i coś klika” można wmówić że jego praca jest gówno warta – bo ile może kosztować te kilka wyplotowanych „kartek” nazywanych projektami?
    Te kilka „wyplotowanych kartek” A0 wielokrotnie sprzedają biura za kwoty idące w setki tysiące złotych !!!
    Sprawdźcie sobie faktury za „wasze” projekty… jak wam szef je w ogóle pokarze ;-) Jak wam nie pokarze (szybciej zobaczycie figę z makiem lub wypowiedzenie) to przeliczcie ile biuro musi mieć miesięcznie na wypłaty i dodajcie sobie jakieś 100% „zysku” z każdego projektu

    Prawda jest taka że praca inżyniera jest wielokrotnie bardziej dochodowa dla jakiejkolwiek firmy niż przytoczony „fizyczny pracownik budowlany” za to o wiele trudniej dowiedzieć się ile ta praca jest faktycznie „warta” na rynku… co skutecznie firmy ukrywają nie podając widełek płacowych licząc że zawsze jakiś „nieświadomy” wartości pracy powie 1,5 tys netto albo i mniej.

  95. inżynier pisze:

    @Piotr… pracujesz w PL czy piszesz z UK? Po tym co napisaleś a napisałeś dużo prawdy widać że daaaaaaaawno temu straciłeś kontakt z polską „rzeczywistością”.
    Inwestować w siebie – jasne… tylko:
    a) za co? jak ledwo starcza do 1-szego
    b) po co ? skoro w polskich realiach posiadanie różnych certyfikatów (szkolenia sporo kosztują a na palcach jednej ręki można wyliczyć firmy które wysyłają swoich pracowników na szkolenia – przykład z życia w jednej firmie w której pracowałem szef miał powiedzonko „szkolenia to po pracy… za własne pieniądze bo w pracy to się PRACUJE”.) nic prócz satysfakcją posiadania nie daje – np wyższa wypłata).

    2 tys netto obecnie to są grosze za które samodzielnie przeżyć do następnego miesiąca jest bardzo trudno – Ty pamiętasz czasy kiedy 2 tys to była kilka lat temu niezła wypłata dobrego specjalisty, za którą można było nieźle żyć… i stąd pewnie Twoje oburzenie.

  96. godkord pisze:

    jak czytam wasze plytkie, debilne wypociny to powiem tylko: Boze miej Polske w opiece jekby takie ludzkie kreatury mialy kiedykolwiek Nia rzadzic. Wreszcie mozna miec dowody jakie kadry opuszczaja polskie uczelnie. Kazde z Was i wszyscy razem jestescie tak plytcy, ze gdyby nie „wyborcza” i platfora to wybierac byscie musieli chleb ze smietnikow. Wasze mozgi nie obejmuja ani sytuacji jaka jest, ani realiow w jakich zyjecie. Jak dobrze, ze bog tworzy w swej madrosci takie pokraki jak wy w calosci. Czymze sie tak nacpaliscie jak nie „wyborcza”? Posrednio przez waszych guru na uczelniach, z telewizorni, czy od waszych tatusiow i mamusie, to jednak nacpaliscie sie. Ilu z was samodoskonali sie zawodowo? Ilu kocha swoj zawod? Kto z was interesuje sie tym co studiowal lub co studiuje? Pamietajcie ze nie daje sie psom co swiete i nie rzuca sie perel przed swinie. Jezeli robisz cos, co cie nie interesuje, nigdy nic nie osiagniesz. Potrzebni sa widocznie boskim planom takie lebiegi jak wy, bo kazdy kowal musi miec cegi, aby sobie za bardzo raczek nie uszkodzic, a los swoj kowalic musi… Ryba ryba zyje, Aaron z placzem odlewal zlotego cielca, a barany strzyc musisz dla ich dobra na zdrowie. Jak barana nie ostrzyzesz, to koltuna dostanie i zgrzybialego wszy zjedza. Jestescie marni i do zycia nie przygotowani. Ja zadnego z was panowie i zadnej z was panie nawet za doplata nie zatrudnil bym. Jestem magistrem inzynierem i wynalazca. Jestem budowlancem i pracodawca. Jestem czesto pracownikiem. Zarabiam roznie w zaleznosci od potrzeb. Jak wam za malo 1000zl to wynajmijcie stragan na targu, zatrudnijcie babcie do sprzedawania pietruchy i to da wam wiecej. Oze jakich to czasow dozylem? Tyle jeszcze barankow bozych… A juz mialem sie przenosic do Arabii. Dziekuje wam moi kochani za nadzieje na wielkie strzyzenie i to nie w Australii, czy na Wyspach Owczych lecz tu w Polsce (mam nadzieje, ze nie w polsce). Pozdrawiam was i dziekuje ze wstyd mi zem magister inzynier budownictwa ladowego i pracodawca-krwiopijca.

  97. godkord pisze:

    A co byscie powiedzieli basalyki wy moje i wy niedocenione i jakze inteligentne moje szlachetne damy jak bym was wszystkich wynajal do kadr w spolecznych towarzystwach budowlanych „Pro Polonia” przy budowie osiedli socjalnych na terenie RP i UE? Napiszcie czym (jakim odcinkiem org) kazde z was moze sie samodzielnie zajac. Przypomne, ze Tadeusz Kosciuszko nie mial tzw. „uprawnien budowlanych” a byl budowniczym co sie zowie. Prosze. No piszcie.

  98. godkord pisze:

    Sami, kazdy z osobna wymyslcie sobie stanowisko samodzielne potrzebne dla TBS.

  99. Bordo pisze:

    a ja czuje ze to forum to jest jedyna możliwa sciezka na towoje dowartosciowanie zyciowe. Jestes tak zalosnym obscenicznym zaplugawionym prawicowym koscielnym prymitywem radia maryja albo cos w tym guscie ze powinienem jednak wrocic na poliitechnike i w koncu obronic ten dyplom. Mysle ze w twoim przypadku podzialalo by to stymulujaco na twoja marna swiadomosc.

  100. Bordo pisze:

    powinienes

  101. Andrzej2d pisze:

    godkord proponuję prywatną wizytę u PSYCHIATRY, jest szybciej i pewniej że od razu dostaniesz skierowanie na oddział zamknięty. Jakbyś nie zauważył temat brzmi „ile chce zarabiać absolwent studiów inżynierskich” a więc absolwenci wydziałów mechanicznych,elektrycznych,zarządzania,ochrony środowiska etc. Nie tylko budowlańcy i architekci.

  102. M pisze:

    Jeszcze w czasie studiów zarabiam na stanowisku inż 2000zł i to tylko sezonowo bo trakcie roku nie mam czasu. Szanujmy się

  103. Bordo pisze:

    jak sezonowo to pewnie zalepiasz dziury po pracownikach ktorzy w tym czasie ida na urlopy, bardzo czest spotykana praktyka w firmach bedacych podwykonawcami na budowach, z regoly sa to umowy zlecenie wiec wkalkuluj to ze pracodawca nie musi odpalac Tobie „M” skladki na emeryture a to przy 2 tysia na reke sa spore w sumie pieniadze

  104. jonas pisze:

    @bordo – po raz kolejny powtarzamy jak mantrę głupoty o „kosztach”… Zacznijcie się interesować ile wasza praca daje ZYSKU pracodawcy a nie pieprzcie o „kosztach”.

  105. godkord pisze:

    Szacunek Jonas. Apropos czerwoniutkiego schizola: nie chodze do kosciola. A Radiem Maryja sie cwoku nie usiluj podcierac, bo nigdy go nawet nie siegniesz. Z biblii nie drwij polmozgu bo jej madrosci nie jestes w stanie pojac. Jestes tym co lyknales i co wyplules jednoczesnie. Przyjda czasy czerwoniutki, ze pompowany przez ciebie balon z syfem nad toba peknie i cie pogrzebie i koniec.
    Nie bedzie tak, aby zoltodziob z pretensjami do swiata zarabial tyle ile chce, tym bardziej jezeli nie lubi tego co robi, a raczej co ma zamiar robic. To juz bylo za czerwonych. Teraz musi byc tak, ze najemnik albo sie dostosuje do wymogow, albo negocjuje za ile sie sprzeda . To znaczy, ze jezeli ma swoja cene inna od oferty, to musi miec inny produkt. Innosc produktu musi byc akceptowalna przez oferenta. Najemnik musi sie wysilic i zainteresowac oferenta. Jedna z metod jest przekonanie pracodawce ze oplaci mu sie najemnika zatrudnic za kwote inna niz zaoferowal. Jestescie wyksztalceni, a co niektorzy inteligentni i madrzy zarazem. Ile student zada na poczatek, to wywiadownia, ktora nie poslozy ani gospodarce, ani pracodawcom, lecz co najwyzej polytykom byc moze z PO, dla zbudowania „nowego” PR a napewno sluzy beztresciwemu krasomowstwu, jakim tu na tym forum popisuja sie poplecznicy kreatur od zdrowia, szczescia i wszystkiego najlepszego. Przy takim traktowaniu tematu utrwalacie pulap dla geniuszy. 2500 zl na reke mozna zarobic w godzine nawet na targu. Nalezy wg mnie przerwac dyskusje o wysokosci kwoty, a skoncentrowac sie na placy wedle pracy. Dopiero wtedy bedzie normalne, ze jezeli moje dzialania dadza mojemu pracodawcy 5mln rocznie ekstra, to powinien on bez laski odpalic mi 20% czyli milion bez laski! 20% to prowizja uczciwa i absolutnie nie wygorowana. To jak znalezne. Mozna negocjowac wieksza prowizje. Nie jest uczciwe zadac 1000 zlotych za miesiac i nic dla pracodawcy nie zarobic w sensie podciac galaz na ktorej siedzisz, motywujac sie falszywie, ze jak ten splajtuje, to znajde innego i tez zrobie tak samo.
    Zycie to sztafeta. Nauka kosztuje. Najpierw sie rodzisz, uczysz, zdobywasz doswiadczenie, uczysz innych, rentierujesz z tej nauki – czyli odpoczywasz cieszac sie owocami swojego zycia i umierasz. Takie jest zycie. Taka harmonia wszechswiata. Dlaczego brakuje madrych dyskusji co wspolnie robic, aby uczciwa praca w mlodym wieku w ciagu roku zarobic na podstawe egzystencji, czyli teraz dom wlasny, samochod, wikt, opierunek i dzieci? Komu zalezy na tym, aby mlody zdolny czlowiek mial przetracone skrzydla i do konca zycia splacal kredyt na dom? Co to jest neoniewolnictwo? Ojciec USA stwierdzil, ze dopoki glowa rodziny nie bedzie miala przez panstwo stworzonych warunkow aby w ciagu jednego roku uczciwej pracy posiasc wlasny dom i konia, dopoty bedziemy miec do czynienia z faktycznym niewolnictwem mimo najgenialniej spisanej konstytucji! Co wy na to? Na pytanie ile musi miesiecznie zarabiac absolwent – inzynier odpowiedz brzmi: tyle, aby w ciagu trzech lat po studiach miec uprawnienia, dom i samochod. Jezeli mu wystarczy chatka z 8scian o pow.50m2 to musi zarobic miesiecznie tyle a tyle. Musi. Ale czy moze? Co umie?, jaki ma potencjal? Czego chce? Itd. Zobaczcie jak we wrogich czasash radzili sobie Amisze. Razem budowali, jednoczyli sie, wspomagali sie. Oczywiscie sa inne czasy, ale odpowiednio postepujac mozna i teraz razem wiele dla siebie zrobic. Po to sa TBS-y. Nie chodzi o te oszukancze firmy deweloperskie zwykle zlodziejskie i zmuszajace do niewolnictwa. Tak jak wynaturzone towarzystwa ubezpieczen wzajemnych. Ale do takich efektow prowadza takie dyskusje z zakrytym motywem ich rozpoczecia. Jest i bedzie zapotrzebowanie na niewolnika zawsze, tylko, ze to ludzkosci ni sluzy mili panstwo.
    Nie jestem ani prawicowcem, ani lewicowcem. Jestem poszukujacym prawdy o godziwym zyciu.

  106. Bordo pisze:

    jonas „wyrywkowiczu” czytaj dokladnie moje wypociny wczesniej konkretnie z: 31.03.2010 godz. 23:37

    Zas w powyzszym tekscie z: 5.06.2010 godz. 18:51 chodzilo mi przede wszystkim o to ze „M” nie uwzglednił kosztow skladek po uwzglednieniu ktorych rosna jego koszty pracy. Hmmm jezeli uwazasz i masz nadzieje ze zatrudniajac kogokolwiek pracodawca nie bedzie myslal o kosztach calkowitych takiego wakatu to jestes znowu kolejnym skarbula :) kochanych rodzicow jeszcze sie łudzocaych ze jego zycie bedzie po usamodzielnieniu wygladalo tak jak dotychczas. Swoja droga Ty z pewnoscią bedac pracodawca placil bys wielkodusznie powiedzmy 2:1 (czyli za 4000 wypracowanego zysku firmie zaplacil bys 2000 pracownikowi nie uwzgledniajac kosztow produkjcji itp.) jak prawdziwy filantop. :) skad wy sie bierzecie ludzie wiem ze akademik to nie to samo co dom bo trzeba sobie samemu robic posilki ale zycia, to oprucz seksualnego, to nie ma.

  107. jonas pisze:

    @bordo… na szczescie mam swoją działalność gospodarcza z zakresu projektowania i wiem jakie są to gigantyczne „koszta” w porownaniu do kwot padających w przetargach za projekty. Ktos kto zatrudnia inzyniera placąc mu grosze (niejednokrotnie wynagrodzenie nizsze niz pracownicy fizyczni) tlumaczac swoja zachlannosc „niebotycznymi kosztami”* jest… zostawiam w milczeniu.

    * niektórym to i milion zł na koncie to „za mało”

  108. Bordo pisze:

    cytat godkord-a: „Zobaczcie jak we wrogich czasash radzili sobie Amisze. Razem budowali, jednoczyli sie, wspomagali sie.” :) nehehehehehehe
    Apropos mimo ze zostalem cwokiem:) to w podejsciu do zarobkow absolwentow szkol wyzszych technicznych nie roznimy sie niczym jedynie sformulowaniami :) hahahahahahaha. Dlatego Twoj szasunek do jegomoscia bo naflugal mi nie wiedzac nawet ze pare tygodni wczesniej sam powiedzialem ze najistotniejsza kwestia przy rozpatrywaniu naszego podjecia danej pracy na stanowisku jest to ile nasza praca daje zysku pracodawcy (jaki jest przelicznik tego ile szefowi zysku wypracujemy a ile on nam odpali za ta prace).
    „Zawsze lepiej napierw pojechac komus aby ujazmic swoje nie zaspokojone rozterki (zwlaszcza na forum internetowym:)) a pozniej nawiazac rozumnie do tematu.” ale przeciez to ja jestem cwokiem bo nie pluje jadem.
    Bordo to od (fonet)-”zyrondystow” Ty powinienes cos o nich wiedziec taka pierwsza kominternowska bojowka :)

  109. godkord pisze:

    no tak. Sami widzicie beztresciwe krasomowstwo czerwoniutkiego. Usiluje sie przypodobac. Mam kilka fakultetow. 8 tat obijalem sie po roznych akademikach, stancjach i pokojach. Pieprzenie, ze akademik nie uczy zycia to zakosny slogan zbydlonych wyborczakow. Wszedzie gdzie ludzie sa jest dobro i zlo. Akademik uczy zycia lepiej niz stancja i to w najpiekniejszy sposob w prawie kazdej jego dziedzinie. Jest wiele mozliwosci i sposobow zastrudniania i wynagradzania zgodnych z prawem. O tym ci, ktorzy maja ambicje byc inzynierami wiedza. Inzynier to tworca, kreator, projektant, wynalazca. Jestescie inzynierami. Myslicie jak prosci wyrobnicy. Chca z was zrobic parobasow. Zadacie godziwych wynagrodzen? Za co? WYNAGRODZENIE to nie haracz. Wynagradza sie za cos andrzeju 2g i nie przylaczaj sie bydlaku do tych co obszczekuja cnotliwych z RM.
    Jak myslacy pracodawca moze zaplacic pierdz… w stolek debilowi o mozgu lopaciarza, ktoremu przez 5 lat wrzucili do lba troche wiedzy, ktorej nie umie wykorzystac inaczej jak debilne podcinanie galezi na ktorej siedzi – bo walka i kiwanie pracodawcy to podcinanie galezi. Wynagrodzenie jest za cos panie i panowie. Musicie byc kreatywni. Pracodawwca zawsze ryzykuje. Zatrudniajac czerwoniutkiego zawsze straci. Za co placic stazyscie? Przeciez on zwykle nic nie umie. Trzeba go nauczyc. Nauka kosztuje. Debilny stazysta pretensjonalny roszczeniowiec jak sie nauczy zwykle idzie do konkurencji. Nie zwroci kosztow stazowych. Pracodawca pokrywa je z garba robotnika lub zatrudnionych geniuszy i innych bystrzakow, ktorzy mogliby wiecej zarabiac, gdyby ni cpule od wyborczej, ktorzy na poczatek za to ze z podatkow rowniez pracodawcy ksztalca sie, potem za pieniadze pracodawcy i jago ekipy ucza sie i maja pretensje ze sa zerami. Wiecej mozgu uzywajcie. Chcesz zarabiac 10 tysiecy miesiecznie? Daj firmie minimum 60 tysiecy miesiecznie. Pracodawca nie doceni, to pogadaj z nim normalnie jak rowny z rownym. Moze twoj przelozony przypisuje sobie twoje zaslugi? Nie boj sie. Nikt zdrowy nie zamieni cie nawet na bezproduktywnego krewnego. Nie przesadzac z zadaniami. Troche pokory sie przydaje. Nadstawianie policzka to nie dawanie gardla, choc jest taka czarna organizacja, ktora bydlu wpaja, ze nadstawiac drugi policzek nalezy zawsze i wszedzie a najlepiej jest, jak wdowa odda swoj ostatni wdowi grosz!!!!. To manipulacja biblii. To, ze wdowi grosz jest cenniejszy dla obdarowanego niz fortuna tego co mu zbywa nie oznacza na litosc tego, aby miec tupet i od biednej wdowy nie miec honoru takiego grosza zadac!!!
    W zyciu jest czas na wszystko. Jest czas na dorobek i na spelnianie sie wobec ludzkosci, wiec i siebie bo tu chodzi o twoje pokolenia lub krewnych.
    Sami nic nie zrobicie, ale w kupie owszem mosci panie i panowie. Pardon.

  110. reebok pisze:

    Cześć, czytam to forum i jestem bardzo zaskoczony poniważ kończę teraz studia inżynierskie-budownictwo zaoczne i chciałem zmienić pracę na lepszą.Zaczynając studia poszedłem do pracy w jednej z firm handel-telekomunikacja zaczynałem 4 lata temu od 1500 netto terz ok 3500-4500 netto, zastanawiam się teraz czy jest sens to zmieniać myślałem że po studiach zarobię 6-8 tys. PORADŹCIE COŚ

  111. godkord pisze:

    TBS-y potrzebuja wszekich kierunkow prawdziwej inteligencji. Geniuszy od prawa, nauczycieli, budowlancow, ekonomistow, wszystkich dla przywodztwa w konkurowaniu z obecnym porzadkiem rzeczy. Aby czlowiek bez wojny i zabijania mogl sie prawidlowo rozwijac musi konkurowac; walczyc: to zmusza do wysilku, rodzi potrzeby prowadzace do rozwoju (potrzeba jest matka wynalazku). Mlody czlowiek przygotowany do zycia musi zaspokoic swoje podstawowe potrzeby bytowe, czyli socjalne: dom, wikt, opierunek, sex, samochod, przetrwanie gatunku do 25 – 30 roku zycia. To wiek optymalny w obecnej cywilizacji. Nalezy sie jednoczyc. Posiadacze ziemscy przeznaczajac swoje ugorowane grunty pod osiedla, miasteczka i miasta beda mogli sie cieszyc godziwa renta gruntowa wyplacana od tych, ktorzy na ich gruntach zyc beda.
    Nowe miasta i osiedla w ogrodach przydomowych moga hodowac potrzebna im zywnosc albo musza ja miec za co kupic. Zaklady produkcyjne i uslugowe, sklepy, szkoly, szpitale i kliniki w takich miastach i osiedlach przewidziane byc musza, jak i miejsca kultu religijnego, czy cmentarze. Prawdziwe miasta beda mogly sie rozwijac prawidlowo jezeli beda samowystarczalne rowniez energetycznie.
    Budownictwo i rolnictwo to podstawa gospodarki. To kola zamachowe. Co z tej prawdy zrobili cpule od aaaaadasia? Namowili debili, aby grunta sprzedawali pejsatym deweloperom, a ci wspolnie z mocherowymi bankierami ze stefczyka wykreowali 30letnie kredyty na chalupki warte dziesiata czesc zadanych przez nich cen. Baranki boze kiwaja glowkami i z zalosnym bekiem ida w niewole. Ot. Co.
    Niech kazdy inzynier, magister z farmaceuta wlacznie popracuje w domciu nad tematem :
    „Moj osobisty wynalazek”.
    Nauczyciel niech opracuje program nauczania.
    Inzynier mechanik samochodowy – stacje diagnost-naprawcza sam z myjnia, kawiarnia, przedszkolem, stacja paliw, itp.
    Inzynier obrobki mat fabryke urzadzen wytwarzajacych turbiny wiatrowe.
    Magister farmacji swoja apteke.
    Inni niech w tym duchu popracuja we wlasnych dziedzinach. Zareczam wam, ze bedziemy budowac nowe aglomeracje. To jest nie uniknione.
    Jezeli absolwent przyjdzie do mnie z przemyslanym takim osobistym wynalazkiem, napewno nie musi sie obawiac, ze na reke dostanie mniej niz 2000 zl.

  112. Andrzej2d pisze:

    reebok dotykasz pewnego problemu z którym sobie nie którzy nie potrafią poradzić-sam napisałeś „zaczynałem 4 lata temu od 1500 netto terz ok 3500-4500 netto”. To jest oczywiste że nie można od razu zarabiać tysięcy ze zwykłej przyczyny-brak doświadczenia. Jeżeli ktoś pracuje i kończy w określonej dziedzinie studia mówimy wtedy o podnoszeniu kwalifikacji. Twój przypadek kwalifikuje się raczej jako „przekwalifikowanie” a nie podnoszenie kwalifikacji. Możesz mi wytłumaczysz jak możesz dać komuś gwarancje że Twój projekt będzie idealnie zgodnie z tym co założył Twój klient jeśli w życiu nic nie postawiłeś ani nie zaprojektowałeś (nie licząc tego co na studiach) Skąd ma się wziąć Twoje 6 tyś? Natomiast co innego jest dolny pułap od którego zaczyna się pracę. Oferta za 1500 złoty to żadna oferta-to wegetacja. To że pracodawcy z premedytacją wykorzystują niewiedzę i PANIKĘ kandydatów chyba nie muszę tłumaczyć. Umownie przyjąłem że na początek 2000 netto-za taką kwotę powinieneś utrzymać się w każdej części Polski.Będę dalej się upierał przy tej kwocie bo chyba nam się to należy. Aczkolwiek jest to strasznie skromne życie.
    Pozdrawiam kolegę
    inż. mechanik

  113. godkord pisze:

    @reebok. Jezeli lubisz to co robisz, interesuje cie to i jest to Twoja pasja, to nie zastanawiaj sie. Rozwijaj sie w handlu. Projektuj swoja przyszlosc tylko w dziedzinie, ktora cie naprawde pasjonuje. Musisz dazyc do tego, aby w tym co robisz byc najlepszym. Nie swieci garnki lepia. Tylko wtedy sie nie zmeczysz walka o prymat, jezeli bedziesz kochal to co robisz. Podziel czas wg swoich (waszych) priorytetow. Pomysl po co robiles studia budowlane. To kupa czasu. Jezeli masz resztki kregoslupa moralnego nie wytrzymasz w handlu, ktory opiera sie na socjotechnice w zlym tego slowa znaczeniu. Wreszcie sie zlamiesz i bedzie cie brzydzilo permanentne kiwanie kolejnych grzbietow, chyba, ze awansujesz u mafii i w nia wleziesz. Camorra chyba bedzie tak dlugo, jak ludzkosc, bo glupich nie sieja. Jezeli do tej pory nie udalo ci sie odpowiednio awansowac, to rozejrzyj sie za czyms co Cie zafascynuje. Ponoc lepszy centymetr handlu niz kilometr dobrej roboty…jezeli masz perpektywe miec swoj supermarket albo jakas siec (jest internet) to sie rozwijaj, ale pamietaj, ze bez wlasnego wojska, policji zakladowej czy jak to tam zwal, tak zwal, daleko nie zajdziesz, bo jest tak, ze czlowiek zyje czlowiekiem w dzisiejszej cywilizacji Kally,ego. Po prostu murzyn zrobil swoje, murzyn moze odejsc. Sek w tym, zeby jak najkrocej tym murzynem w zyciu byc. W czym inni sa lepsi od Ciebie? W wiekszosci w tym, ze sa wiekszymi ladjakami, albo sa pracowitsi, albo inteligetniejsi, sprytnijsi? A moze moze maja mniej skrupulow? Pamietaj, ze etycznemu majatek z kretactwa i du.. nie trzyma sie kupy. Jak cos wybierzesz badz konsekwentny. Mysl synergicznie i nie zasklepiaj sie. Badz kreatywny i … POKORNY. Najemnik musi byc pokorny i odpowwiedzialny. Albo badz inzynierem i kreuj wlasne otoczenie. Pozdro.

  114. Bordo pisze:

    Godkord napisał „Usiluje sie przypodobac.” przeciez to ja pisalem pierwszy, „nie odwracaj kota ogonem” tylko wyzyj sie jeszcze na mnie, napisz cos apokaliptycznego psychopato niech Cie uslyszą.
    PS. Jesli co kolwiek wiesz o zyciu to nie staraj sie narzucac swoich wizji nawet popartych zyciowa praktyka, bo tyle jest swiatow ile jest par oczu, a przy tym trzeba byc pokornym tak jak powiedziales, choc jednoczesnie patrzac na twoje nawiazania w sformulowaniach do ewangelii to chyba jednak ci jej brak. Reasumujac albo masz rozdwojenie jazni albo jestes dwulicowa menda.

  115. Gregor pisze:

    Wrzucę swoję 3 grosze – ja zaczynałem kariere na budowie jeszcze nie mając mgr. inż. – był 2007 lipiec w Krakowie – roboty szukałem może 2 dni – wziąłem pierwsze co dali – 1500 zł netto (oczywiście płatne częściowo „pod stołem” ), po 3 miechach miałem dostać podwyżke (obiecane na rozmowie bo chciałem 1800 – 2000 zł), ale oczywiście po 3 miesiącach prezes stwierdził, że „on nie wie, że się nie znamy” itd. -dobra, wysłali mnie na budowę na delegację i dali 200 zł dodatku , po 4 miesiącach poszedłem po podwyżke bo już nie uśmiechao mi się robić po 10 godzin a przyszedł marzec i szef powiedział, że robimy po 11 h – chciałem 2,5 tyś – po miesiącu zwodzenia, nieodbierania moich tel itd. dostałem 200 zł … czyli zarabiałem już 1900 zł … i zwolniłem się na szczęście bo kumpel w Krakowie, który zmianł akurat pracę dostał 3600 zł z takim samym stażem. Też tam dostałem bo potrzebowali sporo osób, założyłem działalnośc i na niej wychodziłem od 3600 zł do 4500 zł na miesiąc na czysto do kieszeni – to trwało 1,5 roku, ale niestety w tej firmie jedynym pluse były zarobki – reszta to był totalna porażka. Tej zimy roboty szukałem 3 miechy (co po poprzednich doświadczeniach było wiecznością) – mało budów, sroga zima zrobiły swoje i teraz pracuję za 3 tysiące netto (na szczęście z pełnym zusem itd), ale w owiele bardziej „cywilizowanej” firmie . Z moich znajomych rozrzut jest ogromny od 1,8 tyś netto do nawet 7 tysięcy z takim samym stażem pracy – (ok.3 alta) wiec nie ma co generalizować – zależy jak trafisz.

  116. Tomek pisze:

    Mam do was takie pytanie. Studiuję teraz zaocznie w pwsz w legnicy na wydziale zarządzaniu i inzynierii produkcji na specjalności logistyka. Myślicie ze po takiej szkole bedzie mozna znalezc jakakolwiek prace? Kiedys gdzies w jakies gazecie pisalo co bylo juz perfidne ze szukaja informatyków i nie obchodza ich oferty kandydatów z pwsz;/

  117. Andrzej2d pisze:

    Tomku-ważne jest co umiesz!

  118. ala pisze:

    @Tomek – jakąkolwiek prace znajdziesz i po zawodówce… Jeżeli poszedłeś na studia po to by po nich znaleźć „jakąkolwiek” pracę to albo jej nie znajdziesz albo znajdziesz za 1350-1500 brutto ponieważ robisz to na SIŁĘ!!!. Jeżeli poszedłeś na studia bo akurat ten kierunek Ciebie od małego interesował i czujesz się jak przysłowiowa „ryba w wodzie” praca znajdzię Ciebie i to za bardzo dobre pieniądze.

  119. atom pisze:

    Ja pracując w zawodzie po studiach inż. zarabiam za mało by kupić mieszkanie i przeżyć za resztę. W Polsce człowiek się uczy przez większość życia by mógł zaciągnąć kredyt na jego resztę. Tego zmienić się nie da. Ale myślę ze 3000zl pozwoliło by na kredyt i na godne życie.

  120. tomasz pisze:

    Jestem absolwentem politechniki świetokrzyskiej inzynierii środowiska. Od roku rozgladam sie w Kielcach za jakims biurem projektowym pod uprawnienia. Prawda jest taka ze jak juz fartem uda sie znalesc biuro co wogole chce cie zatrudnic to oferuje ono 1000-1200zl netto, a czesto jeszcze biora tylko na staz. Nie spotkałem się zeby dawali wiecej-ot taka jest rzeczywistosc….a codo cenienia swojej wiedzy to sie zgadzam ze nie powinno si epracowac za tyle ale jak inaczej zrobic uprawnienia???

  121. z uk pisze:

    @tomasz… a koniecznie „musisz” mieć uprawnienia? Jest jakis obowiązek „posiadania”??? Zmieńcie postawę i myślenie to i firmy się zmienią… a polskie uprawnienia? łatwiej je zdobyć zagranicą niż w PL.
    Co z tego ze zatrudnisz się za 1000-1200 netto bo trzeba gdzies je zrobic… Porobisz porobisz – nie podbiją dzienniczka (bo jak podbiją i zrobisz uprawnienia to pierwsze co – to przyjdziesz o podwyżkę, albo się zwolnisz…. dla „polskiej firmy” żaden interes) 2 lata w plecy :) i przygodę za „1200″ zaczynasz od początku w innym miejscu znowu bez żadnej gwarancji (chyba że umowie zastrzeżesz sobie udokumentowanie praktyki) że te upragnione „uprawnienia” zdobędziesz w nowej firmie….

  122. Vektor pisze:

    Rozumiem problemy niektorych ludzi na tym forum, jednak musze zauwazyc, ze jest tez pare lamag, ktorzy sie poprostu osmieszaja. Ktos tam sie zalil, ze mimo, iz jest dobry ,ma doswiadczenie, to nie pracuje w zawodzie, bo nie ma pracy w swietokrzyskim. Ludzie wezcie mapy i zobaczcie, ze poza waszym podworkiem tez swiat istnieje. Poza tym skoro macie doswiadczenie, a nie ma pracy, to gdzie to doswiadczenie zdobyliscie? Powinny wam jakies kontakty zostac, czy cus.

  123. mogę g.... robić i nieźle żyć pisze:

    >>Frajerem nie jest „świeżo upieczony” mgr inż., który z entuzjazmem bierze posadę za 1,5 tys., lecz pracodawca, co oferuje mu dwa razy więcej.<<
    Jest frajerem taki mgr inż. i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Branie roboty na pełny etat za 1500 (nawet netto) jest PSUCIEM RYNKU. Jeżeli pracujecie w firmach zatrudniających inżynierów to przyglądnijcie się jak to działa. (1) Firma potrzebuje większej "mocy przerobowej", (2) kierownik projektu zgłasza zapotrzebowanie, które wycenia np. na jeden etat, (3) prezes stwierdza, że jest możliwość wygospodarować na ten cel 5000 (np. netto) i taką kwotę podaje do HR jako górną granicę, (4) na rozmowie kwalifikacyjnej pada pytanie "ile?", inżynierek mówi 1500. Nie liczcie, że ktoś mu zaproponuje 5000, 3000 albo 2000 skoro poprosił o 1500.

  124. student pisze:

    Ja po ukończeniu studiów inżynierskich na kierunku Zarządzanie i Inżynieria Produkcji będę żądał 4 tyś zł netto minimum z dyplomem inżyniera.

  125. jorna pisze:

    Student… bedziesz żądać i żadać i żadać a po roku czy 2 latach „żądania” zmienisz albo oczekiwania finansowe albo branże…

  126. PrZeMiXxX pisze:

    Siema, mam taki problem..
    chodzę do 3 klasy gimnazjum i chciałem iść na studia inżynierskie bo wujek mojego kolegi zarabia ponad 10000 miesięcznie. Jest on inżynierem budownictwa i mostów czy coś takiego. Pracuje on już ponad 7 lat.
    I tu jest moje pytanie Gdzie studiować, co studiować co trzeba ukończyć i wgl jaką drogę trzeba przebyć od gimnazjum najlepiej.
    No i żeby zarobki nie były tak jak wy mówicie po 2 tysiące bo to jest totalny absurd!!
    Żeby zacząć conajmniej od stawki 4 tysiące, uwierzcie mi ja się tanio nie oddam :)

    • Kris pisze:

      Jeżeli jesteś w gimnazjum i chcesz iśc na inżyniera to byłoby najlepiej abyś poszedł najpierw do technikum budowlanego a następnie na politechnikę – i tam wybrał budownictwo . Jeżeli jesteś dobry z przedmiotów ścisłych i Cię to interesuje to poradzisz sobie .

      Nie licz na to że od razu dostaniesz taką kasę . Musisz miec znajomości i doświadczenie

  127. absolwent pisze:

    3000 netto po studiach, hehehe …możecie sobie pomarzyć, obecnie na jedno stanowisko pracy przypada od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. Niektórzy godzą się pracować za grosze – takie czasy lepiej za grosze niż siedzieć w domu i robić NIC.

    Zazwyczaj na początek jak zaproponują wam po studiach 2000 netto to jest to dobra propozycja. W moim przypadku po 6 miesiącach szukania pracy w zawodzie dostałem 2200, fakt że poza pracą wyciągnąłem dodatkowo 1800 czyli w sumie 4000 ale praca nie była lekka. Jeśli chodzi o budowlankę muszę stwierdzić że Panowie (często nietrzeźwi) na budowie zarabiają więcej niż inżynierowie absolwenci – cóż robol zawsze jest potrzebny czy trzeźwy czy nie ważne że rusza łopatą (a inżynierowie NIC nie robią :-) . Z moich obserwacji na budowie wynika że pracowni fizyczni (zawodówka tudzież technikum) obijają się na budowach za grubą kaskę i wcale nie jest tak ciężko jak ludzie myślą.

  128. Mgr pisze:

    To co pisze Absolwent to prawda. Zbrojarz(dobry) zarabia miesięcznie koło 8000 PLN netto, absolwent w Wawie nie zarobi więcej niż 2500 brutto. Jak płacą ci za nadgodziny to powinieneś być szczęśliwy, bo zazwyczaj nie płacą. A nadgodziny to jakaś 1/3 dnia pracy (12 godzin na budowie czy w biurze to raczej standard, a zdarza się więcej). Po przeliczeniu wychodzi że lepiej zarabiają ludzie rozdający ulotki ;) . No ale w TV mówią że to zawód z przyszłością, niestety bum się skończył i jest więcej chętnych do pracy niż miejsc.

  129. Kamil pisze:

    bo liczy sie fach w reku i checi do pracy! A absolwenci nie dosc ze maja tylko teorie i to jeszcze kiepską to w dodoatku tylko postawa roszczeniowa ja tego nie zoribie za tyle pracował nie bede a wczoraj popiłem na imprezie a jutro musze miec itp itd. ludzie jestescie smieszni. Ktos wielokrotnie pisał ze przyjecie sie do pracy po studiach za 1200 to głupota i tacy psują rynek pracy. No cóz …jak tatusiek i mamuncia cie utrzymają syneczku to se mozesz i 2 lata szukac swej wymarzonej posadki za 3 tys ale jak jestes zdany na siebie to musisz brac wszystko! bo po skończeniu szkoły czesto mozesz pozostac nie majac pracy nawet bez głupiego ubezpieczenia….dlatego priorytetem w tym chorym panstwie bywa czxesto znalezienie jakiejkolwiek pracy nawet za 1200 bo nie kazdy ma labe pod cycem mamusi i musi miec jak najszybciej jakikolwiek zarobek…. trzecia sprawa ktos powiedział o postawieniu sie pracodawcy ze za taka stawke nie bedzie robił itp itd….a wiecie co by było jakby wszyscy tak sie postawili z dumnym czołem i nie brali tych posad za 1200? otóz było by jeszcze wieksze gó**o niz jest bo wiekszosc pracodawców nie majac rąk do pracy lub muszac ponosic wysokie koszty na pracownika zbankrutowałoby i mielibysmy polske z dachami ze słomy i dyktą w oknach….

  130. zik pisze:

    Taaaaaaaaaaa…. wysokie koszta pracy…. – dziecko gdyby w polsce byly „wysokie koszta pracy” to by chinczycy nie otwierali w PL fabryk (nie mówie już o firmach z zachodu europy).

    :wiekszosc pracodawców nie majac rąk do pracy… zbankrutowałoby: – gdyby zaczeli bardziej rozważnie gospodarować kapitałem zamiast kupować co roku nowe terenówki po ….set tysięcy zł i budować po 2-3 latach prowadzenia firmy wille czy raczej pałace mające po 500m2 tylko prowadzić firmę tak jak jest to w rozwiniętych krajach kapitalistycznych to by nie pobankrutowali.

    A tych którzy pobankrutują to co ? mamy ich żałować bo „dawali miejsca pracy”???? Może po prostu nie ma miejsca na rynku dla takiego stylu prowadzenia firmy (rodem z początków lat 90) – znikną z rynku, ich miejsce zajmie inna normalna firma i luka się zapełni – rynek nie lubi pustki.

    ps. jeżeli uważasz że człowiek po ukończeniu wyższych studiów ma zarabiać 1200 zł czyli mniej niż ludzie bez żadnego wykształcenia pracujący fizycznie bo nie ma „doświadczenia” a posiada „tylko teorie” i wrzucasz wszystkich do jednego worka z tą „tylko teorią” to mi ciebie po prostu żal…. Wyobraź sobie że niektórzy absolwenci mogą być wybitnymi jednostkami i posiadać ogromną wiedzę i co ??? mają po studiach zarabiać tyle co ten który pił gdzieś po kontach w akademiku i ledwo się prześlizgnął przez studia ale ma już „doświadczenie zawodowe” np 3-4 lata? Źarty…

  131. Obserwator pisze:

    Tak sobie czytam te wszystkie wypowiedzi WASZE,drodzy koledzy i koleżanki i mam dziwne,mieszane i porażone odczucia.Jednym się wydaje,że są po studiach ,mają przed imieniem i nazwiskiem mgr inż.i im się więcej należy niż tym,co skończyli szkołę średnią czy też zawodówkę.Innym ,wydaje się ,że w Polsce można oczekiwać dziwnych stawek z kosmosu na ,na start zaraz po ukończeniu edukacji.Nie uważam ,że 1317zł najniższej krajowej jest satysfakcjonujące ,dla kogokolwiek podejmującego pracę zarobkową.Ale … nie uważam też,że kwota 2000-3000 czy też 4000- … jest przeznaczona dla młodej osoby po studiach technicznych.Bardzo ciężko jest określić możliwości zarobkowe takiego absolwenta bo to zależy od wielu czynników.Wszystko zależy od firmy,stopnia umiejętności absolwenta (a po studiach te umiejętności są na poziomie podstawowym),regionu kraju,specyfiki pracy itd.Jestem inżynierem Elektrotechniki z około 15-sto letnim stażem pracy.Uważam,że motywujący system pracy czyli pensja w górę wraz z umiejętnościami i doświadczeniem ,to najlepszy system wynagrodzenia.DAJMY COŚ Z SIEBIE ,A I BĘDZIE NAM DANE.To hasło obowiązuje zarówno pracodawcę jak i pracownika.Myślę,że dla absolwenta studiów technicznych i nie tylko studiów,powinno być ważne nie to ile zarobi ,ale w jakim celu chcę podjąć współpracę z daną firmą.Jeśli za takim absolwentem „stoi” wygórowana wizja zarobkowa ,a nie chęć nabycia doświadczenia i praktycznych umiejętności zawodowych i odnalezienie się w rynku branżowym,to niestety …ale od złej strony zaczyna taki absolwent swoją drogę zawodową.Trzeba zdać sobie sprawę z tego,że nie posiadając żadnego doświadczenia zawodowego ,nie jesteśmy rarytasem dla potencjalnego pracodawcy.A co się z tym wiąże ?Nie możemy liczyć na zbyt wysokie wynagrodzenie.A dlaczego?A no dlatego chociażby ,że pracodawca musi sprawdzić czy chcemy pracować w Jego firmie,na ile szybko przyswajamy wiedzę ,na ile jesteśmy kreatywni i chociażby na ile mamy w sobie samodyscypliny i zaangażowania ,w to co robimy.Spokojnie,pieniądze przyjdą z czasem.Przecież ,te 1500 czy 2000 czy 2500 nie będziecie zarabiać wiecznie .To jest zależne tylko od Was i firmy ,która Was zatrudnia.By móc wymagać zarobków wyższych niż co najmniej średnia krajowa,potrzebne jest DOŚWIADCZENIE i UMIEJĘTNOŚCI.To przecież od tego ,w dużym stopni zależy ,jak bardzo będziemy „pożądani” przez potencjalnego czy terazniejszego pracodawcę.Zadajmy sobie pytanie,co chcemy osiągnąć długofalowo?
    Pozdrawiam

  132. Ji pisze:

    Śmieszne są te oczekiwania finansowe.

    Ja szukam pracy w zawodzie już od maja. Skończyłam automatykę i robotykę, dziennie, na krakowskiej AGH, ze średnią 4.0. Niestety wciąż nie mogę znaleźć pracy w zawodzie. Moje oczekiwania finansowe były tak samo nierealne, 1500 zł netto to dla mnie minimum bo potrzebuję pieniędzy na leczenie. Niestety żeby tyle zarobić trzeba do tego wysyłać setki CV i mieć KONKRETNE UMIEJĘTNOŚCI czyli coś co się rozwija samodzielnie przez lata poza programem studiów. Tylko to gwarantuje znalezienie jakiejkolwiek pracy w zawodzie.

    Niestety ja naiwnie tak o tym nie myślałam i program studiów rozszerzyłam sobie tylko nieznacznie. Na studiach nauczyłam się przede wszysktim jak pisać sprawozdania na laboratoria i zaliczać egzaminy. Nic więcej. Nic czym mogłabym zainteresować pracodawcę.

    W czasie studiów wmawiano nam jakie to wielkie będziemy mieć pespektywy zawodowe, że będziemy zarabiać 3 tys. – haha. Prawda jest taka że teraz z tytułem inżyniera szukam jakiekolwiek pracy za każde pieniądze, choćby to minimalne 1300 zł. Rodzice mogą mi jakoś pomóc ale potrzebuję pieniędzy.

    • Ji pisze:

      Piszecie takie rzeczy:

      „na rozmowie kwalifikacyjnej pada pytanie „ile?”, inżynierek mówi 1500. Nie liczcie, że ktoś mu zaproponuje 5000, 3000 albo 2000 skoro poprosił o 1500.”

      NO ALE ZROZUM, CO MAM ZROBIC SKORO BEZ TEGO NIE DOSTANĘ PRACY? Ile miesiecy jeszcze mogę rządać 1700 zł netto? Już miałabmy pracę ale przyjęli zamiast mnie goscia który chciał pracować za 8 zł / godzinę. I teraz nie mam nawet tego minimalnego 1300 zł !!! A chciałabym się np. utrzymać bez wsparcia rodzioców.

  133. siema352 pisze:

    Jestem inżynierem po kierunku metalurgia, w moim regionie jest bardzo rozwiniety przemysł hutniczy a co za tym idzie powinno byc duzo miejsc pracy dla inż metalurgów. Po za tym w hutach pracuja sami emeryci, ktorzy i tak w koncu muszą odejść. Ale nikt nawet nie zaprosił mnie ani któregoś z moich kolegów z roku na rozmowe kwalifikacyjną. W hutach pracują piekarze – bo mają wujków wysoko ustawionych. Pracy po studiach technicznych szukam juz rok czasu bez skutku. I naprawde bym był zadowolony jakby na miejscu ktos mi dał 1300 zł na reke chociażby za prace fizyczną. A po studiach nawet do pracy konkretnie fizycznej za niska pensje nie chca brac!!!!!! Podrawiam i odradzam wszystkim takie kierunki.

  134. pravcodawca pisze:

    2 tysiące i mniej… niestety takie są realia jeżeli pracownik nie widzi jak cieżko pogodzić koszty a zarobki to trudno. niestety gdyby nie złodziejski zus pensje były by większe… a tak pracownik często nie jest w stanie zarobić 2 tys zl netto + zus itd… a pamietajmy niekt nie zatrudni po to by doplacać… więc polki polskie prawo, rząd itd bedzie okradac pracodawcow, tak dlugo pracownicy nie mogą liczyć na godziwe warunki.

  135. Requirito pisze:

    Tak czytam wasze komentarze i muszę przyznać, że wszyscy macie po trosze rację. Kończę właśnie studia (Techniczne, dzienne magisterskie Pol.Śl), ale z poślizgiem (na 5 roku nie napisałem pracy mgr i brałem dziekankę przez 3 lata). Przez ten okres czasu tułałem się po różnych firmach i pracowałem na różnych stanowiskach (od operatora prasy hydraulicznej do kierownika działu jakości – obecnie asystent projektanta) zbierając doświadczenie w różnych dziedzinach. Po Politechnice wiedziałem bardzo mało, a jeżeli chodzi o rysunek techniczny to nauczyłem się więcej w technikum. Idąc do pracy jako asystent projektanta myślałem, że „umiem” rysunek techniczny, nic bardziej mylnego. Jak dostałem rysunek całej sekcji maszyny z pytaniem : „Czy potrafiłby Pan to narysować?” To ugięły się nogi pode mną. Teraz takie coś śmigam w miesiąc czasu (dalej bez tytułu mgr inż ;] ), a nie są to proste sprawy, projektowanie, obliczenia wytrzymałościowe, optymalizacja ekonomiczna, jakościowa i oczywiście wszystko według norm! Koszt całej maszyny to setki milionów złotych – przemysł hutniczy. Nie zarabiam teraz więcej niż 2 tyś. zł na rękę i mam zamiar zrezygnować z tej pracy, gdyż po 8h przy komputerze wracając do domu czuje się jak zombi. Praca bardzo wyczerpująca i największy zapieprz jaki miałem, a fizycznie też dorabiałem w wakacje jako pomocnik elektryka. Z jednej strony uwłacza mnie to, że zajmując się bardzo odpowiedzialnymi rzeczami wartymi na prawdę duże pieniądze zarabiam tak mało (jako operator prasy zarabiałem ponad 2200 zł na rękę z jedną przepracowaną sobotą), ale z drugiej wiem, że liczy się doświadczenie i umiejętności. Moja propozycja dla studentów i absolwentów jest taka. W czasie studiów szukajcie praktyk w zakładach, w których się czegokolwiek nauczycie praktycznie, nawet jeśli mielibyście tam zamiatać podłogi!!! To bardzo dużo daje, a i pracodawcy inaczej patrzą na taką osobę. Język, język i jeszcze raz język!!! Gdybym potrafił go w stopniu dobrym (w Polsce mało kto zna język angielski na takim poziomie, np. jak słucham swoich szefów rozmawiających po angielsku z kontrahentami z zachodu to dziwie się jak oni w ogóle podpisują te kontrakty)to zarabiałbym dużo więcej, ale jest też druga strona medalu. Znając dobrze język angielski i angielski techniczny na poziomie średnim to można bez problemu szukać pracy w Niemczech, Francji czy Anglii.
    Moje zdanie na temat zarobków jest takie:
    Okres próbny: 3 miesiące – umowa o pracę od 1500-1800 zł netto
    Od 3 miesięcy do 2 lat 1800 – 2500 zł netto, a powyżej to już zależy od umiejętności, doświadczenia i chęci rozwoju.
    Ludziska nie narzekać tylko brać się do pracy (czyli zdobywania doświadczenia), a później własna firma i robić na siebie, a nie nabijać kieszenie obcokrajowcom ;] Najbardziej bawi mnie jak firmy wyrabiają ogromne zyski i te pieniążki wypływają z naszego kraju.
    Do czasu, aż nie weźmiemy spraw w swoje ręce tak długo będą nas wykorzystywać.

  136. Ja w pierwszej pracy pracowałem za 2150 zł netto na okresie próbnym, potem prawie 3000 zł netto po 3 miesiącach. Kwoty są małe, w porównaniu do kosztów życia. Będąc magistrem inżynierem, nie będę pracował poniżej 3000 netto. Jeśli mam pracować za mniej, to nie w zawodzie, w którym muszę wykazać się wiedzą i wysilać mózg.

    Pozdrawiam

  137. opolskie pisze:

    2000-2500 netto PLN to i tak mniej, niż niejeden robotnik po podstawówce na budowie ma- też zależy gdzie się robi.
    Ja jestem inżynierem po IŚ mam 3500 netto