Dlaczego pracodawcy nie chcą podawać proponowanego wynagrodzenia

Jednym z najtrudniejszych elementów procesu rekrutacji jest moment ustalania wynagrodzenia. Najczęściej dochodzi do odbijania piłeczki między pracodawcą a pracownikiem. Najpierw pracodawca pyta o oczekiwania, potem pracownik - odpowiadając pytaniem na pytanie - próbuje dowiedzieć się, ile firma może zapłacić itd. Na zachodzie, pracodawcy często umieszczają widełki wynagrodzenia w ogłoszeniu o pracę. W Polsce nie ma takiego zwyczaju. Oczywiście, dla pracowników byłoby to najwygodniejsze. Efektywne byłoby również dla pracodawców, którzy nie otrzymywaliby CV ze zbyt wysokimi, jak na ich możliwości, oczekiwaniami finansowymi. Mimo oczywistych zalet nadal nie mamy jednak z zwyczaju podawania wynagrodzenia. Dlaczego? O kilku powodach już pisałam. Nie napisałam jednak o jednej drobnej przywarze Polaków - nierealistycznych oczekiwaniach, wybujałym ego i postawie roszczeniowej. Dlaczego umieszczenie widełek byłoby dla pracodawcy ryzykowne?

1. Super płacą, więc spróbuję!
Jak wielu kandydatów do pracy, czytając ogłoszenie o pracę w którym podane byłoby wynagrodzenie na poziomie 3000-5000 netto powstrzymałoby się przed wysłaniem CV? Pracodawca, który zamieściłby takie widełki prawdopodobnie zostałby zalany aplikacjami. Problem w tym, że 80% aplikacji nie spełniałoby kryteriów. Teraz, mimo braku umieszczania informacji o proponowanym wynagrodzeniu, na wiele stanowisk ponad połowa aplikacji nie spełnia wymienionych w ogłoszeniu kryteriów. “Bo może się uda…”

2. Żyjmy na maksa!
Pracodawca podaje w ogłoszeniu widełki - 3000-3500 brutto. Ile powie kandydat który chce podjąć pracę? Prawie zawsze 3300 - 3500 brutto. Wynika to z tego, że kandydaci nie oceniają swojej wartości lecz kombinują, ile można z firmy wyciągnąć. Skąd to wiedzą rekruterzy? Otóż Ci, którym zdarzyło się rekrutować dla mniejszych i większych firm potwierdzą, że oczekiwania kandydatów nie są uzależnione od ich umiejętności i zaangażowania oraz ilości obowiązków które mieliby w firmie, ale od postrzeganej przez nich możliwości finansowej firmy. Innymi słowy - jeśli szukam specjalisty ds. marketingu do dużej, znanej firmy, nawet osoba bez doświadczenia ma oczekiwania na poziomie 2500 netto, a taka która pracuje dwa lata chce średnio 3000-3500 zł netto. Jeśli szukam do mniejszej firmy, która nie jest na rynku znana bądź działa w niszowej branży, to oczekiwania spadają o jakieś 25-40%. Nierzadko u tych samych kandydatów!
To nic złego, że chcemy zarabiać dużo, ale mierzmy siły na zamiary - spora część kandydatów ma myślenie typu „przechytrzę mojego pracodawcę” a tymczasem chodzi o zbudowanie normalnej, zdrowej relacji biznesowej.

Uzależniaj swoje oczekiwania finansowe od:

  • swoich umiejętności (to, że skończyłeś studia to tylko potencjał, nie umiejętność)
  • swoich możliwości rozwoju (tego czy jesteś gotowy uczestniczyć w szkoleniach, czy byłbyś skłonny pójść na studia podyplomowe, tego co mógłbyś zrobić, by lepiej pracować)
  • swojego doświadczenia w branży (liczy się doświadczenie w tym, co masz robić, a nie doświadczenie w całości. 3 lata barmaństwa i 2 jako sprzedawca w sklepie sportowym nie dają ci doświadczenia związanego z PR w agencji interaktywnej - na to stanowisko Twoje doświadczenie wynosi „0″)
  • zakresu obowiązków w firmie i oczekiwań pracodawcy względem pracownika (jeśli Twój pracodawca chce być naklejał znaczki i adresował koperty to nie licz na to że da ci za to kokosy. Jeśli oczekuje że sam stworzysz plan marketingowy firmy od podstaw to powinien mieć świadomość że 1000zł na to nie wystarczy).
Wspieraj nasz blog - promuj wpis na:

Komentarze: 78

  • “Jeśli oczekuje że sam stworzysz plan marketingowy firmy od podstaw to powinien mieć świadomość że 1000zł na to nie wystarczy”.
    Teraz oczekują aby takie plany wykonywać za 1276zl…

    Oprócz wymienionych przez Panią punktów oczekiwań finansowych brakuje najważniejszych:
    - kosztów utrzymania tj. mieszkanie, żywność, ubrania

  • Uzależnienie wynagrodzenia od kosztów utrzymania nie uważam za właściwe- to znaczy -patrząc na to z punktu widzenia pracodawcy. Gdybym nim była, to jestem w stanie zapłacić kandydatowi za to, że ma kompetencje, umiejętności, chce poświęcić czas pracy. Ale nie za to że ma takie a nie inne potrzeby życiowe (np. mieszkanie 100 metrów i spodnie za 600zł - to jakie spodnie i co je mój pracownik już mnie nie interesuje jako pracodawcy)
    Jeszcze inaczej może - jeśli powie Pani na rozmowie “chcę tyle i tyle bo mam tyle doświadczenia i umiem to i to” to jest w porządku, ale jak Pani powie “chcę tyle a tyle bo mam kredyt na mieszkanie” to pracodawca na to - “a co mnie to obchodzi że ma Pani kredyt”.

  • Świetnie ze rozumie Pani konieczność płacenia za kompetencje jednoczesnie sama sobie Pani zaprzecza pisząć “nawet osoba bez doświadczenia ma oczekiwania na poziomie 2500 netto”.
    2,5 netto to duzo? podliczmy, wynajęcie kawalerki ok 1000-1500 zl miesięcznie (w wiekszym miescie), media 300-400, zywnosc ok 400-500 zl i juz mamy prawie 2tys, dorzucamy rachunki telefon, komunikacja (bilety komunikacji miejskiej lub paliwo do auta) i jestesmy na zero albo juz na minusie… spodnie za 600 zl w takiej sytuacji mozna sobie conajwyzej poogladac w internecie…
    Dla kogoś kto do 40stki zamierza mieszkac przy rodzicach 2,5 netto moze byc duża kwota… odpada mieszkanie, zywność, rachunki mozna wtedy szalec kupujac 4pary spodni po 600zl/szt na miesiac…

  • Proszę czytać uważniej - tekst nie jest o ty ile zarabia się w marketingu, ani ile kosztuje życie, ale o tym od czego uzależnić wynagrodzenie. I uważam, że tłumaczenie się że kawalerka kosztuje 1500 nie ma tu nic do rzeczy. Dlaczego? Bo z punktu widzenia pracodawcy może Pani mieszkać na kupie w 10 osób i płacić 200 zł. Sami sobie robimy krzywdę że zgadzamy się pracować za 1000zł - dopóki ja mogę znaleźć pracownika za 1200 zł (a mogę - proszę zapytać ile płacą w Mc Donaldzie) to 2500 zł będzie dużo. Można mieć oczekiwania na poziomie 2500 zł, ale trzeba się liczyć z tym, że pracodawca weźmie tego kto ma takie same umiejętności a chce mniej…no chyba żeby nie znalazł, to zapłaci więcej, ale znajdzie - bo my sami sobie robimy krzywdę zgadzając się na takie stawki.

  • Krzywdę robi nam szara rzeczywistość Pani Sabino. Jeśli ktoś traci pracę i mija miesiąc, drugi, trzeci… i do tego jest kryzys; nawet doświadczenie i kwalifikacje nie pomagają w znalezieniu posady, to proszę mi uwierzyć, że samoocena spada tak bardzo, że podejmiemy pracę nawet za tą najniższą stawkę 1276 zł BRUTTO!

  • Pytanie tylko jak długo zostanie w tej firmie, pracownik za 1200zł? O tym zdaje się już nikt nie myśli.
    Zapewne dlatego że szybko przyjdzie nastepny frajer który za 1200 popracuje miesiąc lub trzy. I tak w koło.

  • Ludzie zgadzają się na takie a nie inne stawki bo nie sa swiadomi ile mozna na danych stanowiskach zarabiac - dopoki nie bedzie uczciwie podane ile pracodawca jest w stanie zaplacic tzw. widelki to zawsze znajdzie się przysłowiowy jelen ktory zgodzi się robic za darmo.
    Odnosnie mieszkania na “kupie”… jeszcze taniej jest mieszkać pod mostem albo w kanałach…

  • a ja radzę czytać Pani, Pani Sabino swoje wypowiedzi. W tekście twierdzi Pani że na start 2500zł nie jest realistyczne, ale tutaj Pani twierdzi że robimy sobie krzywdę. Więc jak ? Jak ktoś chce godnej pensji w naszym kraju to urwał się z choinki? A niby jak mamy przestać sobie robić krzywdę jak nie mówiąc że na start 2500 netto ?

  • Witam,

    Zapomniała Pani o jeszcze jednym drobiazgu. Zależy kto do kogo przychodzi. Cały czas zakłada Pani, że to pracownik przychodzi do firmy. A co kiedy firma przychodzi do pracownika? Wtedy kluczowym argumentem jest to ile ktoś zarabia teraz i to jest punkt odniesienia (podobnie zresztą wtedy kiedy ja przycodze do firmy). To naturalne, że jeżeli dziś zarabiam np. 5 tysięcy netto to nie pójdę do nowej pracy za 4.
    A tak przy okazji. Jakie sią zasady kiedy to firma przychodzi do pracownika to kto powinien zadać pytanie o zarobki? Przecież pytanie w takim przypadku ile chciałby Pan zarabiać jest trochę nie bardzo. Powinno być tyle możemy Panu zaproponować.

  • “Dlaczego umieszczenie widełek byłoby dla pracodawcy ryzykowne?”
    Pozwole odpowiedziec na zadane pytanie. Podanie widelek placowych spowoduje koniec ‘taniego’ pracownika. Zawsze moze przyjsc ktos nieswiadomy swojej wartosci i poda smiesznie niska stawke. Przy podanych widelkach firma musialaby zaplacic min ktore ustalila w widelkach…
    Nie moge zgodzic sie z Pani teorią “Super płacą, więc spróbuję!”… Co w tym złego że firma dostanie wiecej CV? Ma szanse wyboru najlepszego kandydata z wiekszej puli zainteresowanych. Podana stawka wcale nie spowoduje masowego przysylania CV od osób które nie spełniają podanych kryteriów - zadziala efekt psychologiczny “skoro tyle chca zaplacic” to moze moje doswiadzczenie jest jeszcze za małe” etc etc. Pozatym rolą rekrutera jest dobrać odpowiedniego człowieka na które pracodawca szuka pracownika - za coś w końcu Wam płaci…
    Przy podanej stawce mogą za to wysłać CV ludzie, którzy aktualnie pracują a zarabiają mniej niż inna firma chciałaby za tą samą pracę zapłacić, albo mogli by “odważyć” się prosić o podwyżkę… a przeciez to nie lezy w interesie polskich pracodawcow.

  • @mq - pyta Pani co w tym złego że firma dostanie więcej CV? Już odpowiadam - proszę sobie wyobrazić że pracuje Pani jako rekruter. Ma Pani zlecenie na człowieka o konkretnych umiejętnościach i doświadczeniu. Dostaje Pani 200 CV. Ogląda,ogląda, ogląda…mijają minuty…na tych 200 CV 10 osób spełnia kryteria. To nie jest tak, że “firma wybiera z większej puli” To tak, jakby Pani chciała kupić gruszki, a w sklepie był jeden gatunek gruszek i 30 gatunków jabłek - wcale nie zwiększa się Pani wybór, bo Pani nie chce jabłek! Teraz - rekruter ogląda. Traci mnóstwo czasu … (i to nie jest tak że i tak mu za to płacą - nie, jeśli pracuje zadaniowo). Potem się kandydaci dziwią że nie ma odzewu. Ani żadnej informacji - a co taki rekruter ma napisać. “Dziękuję za zmarnowanie mojego czasu, następnym razem proszę przeczytać ogłoszenie?” Kandydaci narzekają na rekruterów marnujących ich czas (vide praca za 1000 zł netto) - i mają 100% racji, ale nie widzą że sami nie są bez winy, marnując czas wysyłaniem CV “a może się uda” - jak szukam piekarza a Pani jest hydraulikiem, to proszę mi wierzyć - nie uda się… :)
    @Paweł - ma Pan absolutną rację. Tekst zakłada sytuację pracownika starającego się o zatrudnienie. (gdybym chciała wszystko na raz opisać w jednym tekście wyszłaby książka a nie blog :) I rzeczywiście - w takiej sytuacji propozycja wychodzi od pracodawcy. Przynajmniej powinna - ale w takiej sytuacji proces rekrutacji wogóle wygląda nieco inaczej. W każdym razie, dziękuję za inspirację, niedługo zajmę się tym tematem
    @Bromba - świat nie jest czarno-biały. Uważam że 2500 na start nie jest realistyczne i jednocześnie, że robimy sobie krzywdę. Pierwsza część wypowiedzi odnosi się do rzeczywistości obecnej, druga do rzeczywistości idealnej.
    Ja nie podejmuje się wypowiadać ile powinno się zarabiać i jaka kwota jest wystarczająca - nie jestem pracodawcą a każdy ma inne standardy.Tekst (i późniejsze komentarze) tyczy się głównie tego, że jak się chcemy zaprezentować na rozmowie właściwie, to warto powiedzieć, że chcemy tyle a tyle bo jesteśmy tego warci a nie dlatego że mamy drogie mieszkanie (a to co Państwo piszą o kosztach życia to właśnie takie tłumaczenie).
    Czy sprzedawca który chce Państwu sprzedać buty za 300zł mówi że one mają taką cenę bo są wygodne i trwałe, czy mówi “kosztują tyle, bo szewc na trójkę dzieci i kredyt”? Czy kupiliby Państwo marchewkę za 4 zł za kilo skoro obok jest za 2 zł tyko dlatego że Pani z marchewką za 4 zł napisze kartkę “cena jest taka, bo potrzebuję na lekarstwa?” - nie mówię że wysokie oczekiwania są złe, mówię o tym, że trzeba je umieć umotywować. Niestety, niektórym kandydatom wydaje się, że to że istnieją jest już wystarczające :)

  • Kupuje marchewki w warzywniaku pod domem chociaz sa o polowe drozsze niz “takie same” w tesco - co z tego ze sa tansze, skoro polowa zgnije (byly wiezione niewiadomo skąd, pewnie z chin w lodówach), a te co nie zgniją są nijakie w smaku…
    Za JAKOŚĆ trzeba zapłacic, tak samo jak za dobrego pracownika.
    Znowu odwraca Pani kota ogonem - nikt nie powie na rozmowie kwalifikacyjnej “chce zarabiac tyle bo mam takie koszty” od razu strzeli sobie samobója. Dziwie się ze jako HRowiec znając możliwości pracodawców forsuje Pani twierdzenie ze 2,5 na starcie to nie jest realistyczne… a zaraz potem sama sobie Pani zaprzecza twierdząc że robimy sobie krzywdę. Brak konsekwencji

  • Zupełnie nie rozumiem takiego tłumaczenia: Nie chce żeby mi byle kto przysyłał aplikacje. Chce dostać tylko kilka aplikacji, ale o bardzo wysokiej jakości, tak “żeby tylko mieć mniej roboty” przy przeglądaniu (!). A żeby to osiągnąć, to w ogłoszeniu nie podam ile klient płaci na tym stanowisku! No przecież taki argument to jest jakaś tragedia…

    Może się mylę, ale obiło mi się o uszy że praca rekrutera polega m.in. właśnie na przeglądaniu (czyt. doborze właściwej) aplikacji, a przecież im większa baza tym szersze możliwości doboru odpowiednich kandydatów, nawet w przyszłych projektach. Argument z jabłkami i gruszkami jest mocno chybiony, bo jeśli na dane ogłoszenie odpowie więcej chętnych to przecież wraz ze wzrostem dostępnych aplikacji wzrośnie również odsetek tych spełniających kryteria kwalifikacji. Dlaczego sądzi Pani że kiedy ujawni się informację o wynagrodzeniu to wtedy zgłoszą się same nieodpowiednie osoby??? :)

  • Dziękuję za odpowiedź Pani Sabino. Warto byłoby opowiedzieć także o takich sytuacjach. Wiem, że to nie jest standardowa sytuacja, ale jednak czasem zdarza się, że to firmy zwracają się do pracowników. Warto wiedzieć jak się w takiej sytuacji zachować i czego się spodziewać.
    Choć z drugiej strony to też jest ciekawa sytuacja dotycząca podawania wynagrodzenia w ofertach. Rekturter proponuje pracę mówiąc, że ma do zaproponowania świetne warunki, ale sam nie zna mujego wynagrodzenia ani innych ofert na rynku, więc skąd wie, że są świetne?

  • @mq- pisze Pani “nikt nie powie na rozmowie kwalifikacyjnej “chce zarabiac tyle bo mam takie koszty” od razu strzeli sobie samobója” - właśnie dlatego piszę te teksty o tym jak zachować się na rekrutacji, że kandydaci DOKŁADNIE TAK MÓWIĄ. Ja rozumiem,że Pani to rozumie i nie powie tak, ale jest cała masa kandydatów która właśnie tak się tłumaczy. Ostatnio całkiem skądinąd sensowny kandydat, który dobrze się zaprezentował tłumaczył swoje oczekiwania finansowe na spotkaniu z szefem (a więc w sytuacji, kiedy ja już NIC nie mogę zrobić) tak: “Chciałbym zarabiać tyle, bo wie Pan, w czerwcu mam ślub no i moja żona przyszła chce żebym przynajmniej tyle zarabiał”. Potencjalny szef mało się nie udławił kawą którą pił. Wprawdzie zatrudnił kandydata, ale sam kandydat mi opowiadał niedawno, że go diabeł chyba podkusił żeby to powiedzieć, bo teraz szef co chwilę z niego żartuje pytając “co na to żona”.

  • @Robbie - nie masz racji. Opierasz się na przypuszczeniach, które choć logiczne, rozmijają się z prawdą. nie jest prawdą że “im większa baza tym szersze możliwości doboru odpowiednich kandydatów, nawet w przyszłych projektach.” a przynajmniej nie w pełni - jest tak tylko dla pracowników niektórych agencji doradztwa personalnego. Jak pracuje się dla konkretnej firmy, to zanim będzie kolejny projekt podobny, kandydaci się zdążą zdewaluować. (nie dzwoni się do kogoś, kto rok temu przysłał aplikacje - to jest jałowe i robi się tak niezwykle rzadko.
    Praca rekrutera polega na doborze aplikacji, jak zauważyłeś, a nie na odrzucaniu dziesiątek nietrafionych aplikacji. To jest czas. A czas jest cenny.
    Piszesz że “jeśli na dane ogłoszenie odpowie więcej chętnych to przecież wraz ze wzrostem dostępnych aplikacji wzrośnie również odsetek tych spełniających kryteria kwalifikacji.” - nie rozumiem tego założenia. Nie jest wcale prawdziwe. Mało tego im więcej aplikacji, tym mniejsze szanse kandydatów bo rekturer coraz szybciej zaczyna przeglądać aplikacje szukając konkretnych, twardych danych, których oczekuje. Jeśli ktoś je zawualuje w CV, może wcale nie zostać znaleziony - wraz ze wzrostem aplikacji spada bowiem ilość czasu jaki rekruter może poświęcić na analizę jednego CV.

  • Przyznaje że miałem na myśli właśnie agencje rekrutacyjne, a nie panią Zosię z działu kadr i płac firmy X która szuka kogoś do pomocy na magazynie. Założenie dotyczyło większej ilości projektów prowadzonych równolegle lub w niewielkich odstępach czasu.

    Założenie którego nie rozumiesz opiera się na prostej statystyce i jeśli twierdzisz że nie jest prawdziwe to chciałbym wiedzieć na jakiej podstawie tak sądzisz. A podstawy są w miarę proste. Jeśli na przykładową ofertę wśród 10 aplikacji jest statystycznie jedna spełniająca wszystkie kryteria, to wśród 100 będzie ich już 10. Zatem otrzymując większą ilość aplikacji mamy szansę na większą bazę wyselekcjonowanych kandydatów z których możemy wybierać tych najbardziej odpowiednich merytorycznie i/lub ewentualnie tych chętnych na niższą stawkę. Rozumiem że dla rekrutera to oznacza więcej roboty. Więc zamiast popijać kawkę i pisać blogi musiałby przerzucać tony CV, a przecież nie o to w życiu chodzi żeby się narobić ;) Jednakże, jakość procesu rekrutacji i znalezienie tego odpowiedniego człowieka ma fundamentalne znaczenie dla samej Firmy. Zatem zwiększając bazę kandydatów, zwiększamy szanse wybrania najlepszego z najlepszych. Jeśli twierdzisz że to nie jest korzystne dla firmy - a taki wniosek wysnułaś wyżej - to mamy zupełnie różne wyobrażenia o prowadzeniu biznesu ;)

    Moim zdaniem błędnie zakładasz że dobro firmy jest tożsame z dobrem rekrutera, chyba że masz na myśli firmę pt. “SS Sp. z o.o. - moja własna działalność headhunterska”. No, ale to raczej wąska i niszowa specjalizacja, więc i kiepski przykład. Nie możemy uogólniać twierdząc że “większa_ilość_nadesłanych_ofert_nie_jest_dobra_dla_firmy” bo to zdanie jest po prostu nieprawdziwe.

    Argument mówiący o tym że kiedy masz więcej aplikacji do przefiltrowania to szukasz konkretnych, twardych danych, de facto potwierdza tylko to co wcześniej napisałem. W efekcie otrzymujesz te aplikacje które najdobitniej świadczą o “jakości kandydata” - jeśli mogę się tak wyrazić.

    Przychylam się do zdania mq że brak “widełek” jest spowodowany tzw. polowaniem na łosia. Czyli tego bardziej zdesperowanego pracownika.

  • Pani Sabino,
    Nie pierwszy raz czytam Pani wypociny i czuję się coraz bardziej zażenowana zarówno poziomem wkładu merytorycznego jak i formą jego przekazu. Po raz kolejny mam wrażenie że napisany przez Panią post jest tylko sposobem na wykrzyczenie złości i frustracji, tak wyraźnie z niego emanujących. Jest mi bardzo przykro iż osoba o Pani profilu pracuje jako rekruter - na stanowisku które wymaga zarówno zrozumienia potrzeb klienta, ale również potrzeb kandydatów.
    Bardzo proszę aby postarała się Pani potraktować mój post jako wyraz krytyki konstruktywnej - chciałabym aby zastanowiła się Pani nad sobą i , przede wszystkim, nad Pani stsunkiem do ludzi.

  • @Ania_Wwa - rozumiem, że nie każdemu odpowiada mój styl pisania. Nie czuję się sfrustrowana i jeśli to właśnie frustrację widzi Pani w moich postach, to nie pozostaje mi nic innego jak przeprosić.

  • Jednym z elementów wyceny swoich umiejętności jest koszt utrzymania, oczywiście mówienie przyszłemu pracodawcy że chcę 4000netto bo koszty są duże to mija się z celem. Niby tak ale genralnie jest pewien poziom satysfakcji z wynagrodzenia, za niskie pracownik czuje się niedoceniony, i nieważne czy jest dobry czy nie będzie źle pracował. I dopóki polscy pracodawcy nie zrozumieją że niezadowolony (z pensji, atmosfery w pracy, warunków pracy etc.) pracownik to zły pracownik, mało wydajny, bo wypala się szybciej niż dobrze opłacany kolega z biurka obok (pomimo że kolega z biurka obok pracuje mniej, mniej umie itp). Bowiem dochodzi w Polsce do absurdów takich że dwie osoby w tej samej firmie mające te same kompetencje, te same umiejętności (w przybliżeniu) zarabiają zupełnie inne pieniądze bowiem jedna z tych osób niedoszacowała swojej rynkowej wartości. Ale pracodawca nie rozumie że właśnie ta osoba mniej zarabiająca poszuka innego pracodawcy bo poczuje się oszukana. Jeśli zaś pracodawca poda widełki to wiadomo że podawana przez kandydatów kwota zazwyczaj będzie w połowie stawki. I to jest uczciwe podejście pracodawcy. Bowiem firma ma zarabiać na tym co robi a nie na oszukaniu na wynagrodzeniach… rozumiem że jeśli ktoś powie o 1000zł brutto mniej to pracodawca zarabia 12000zł miesięcznie, ale czy pracodawca uważa że na prawdę warto ? To różni nasze firmy od zachodnich standardów że nadal pracodawcy nie rozumieją że potegę ich firmy budują zadowoleni i lojalni pracownicy, a nie wyciskanie z pracowników wszystkich soków a jak już nie daje rady to wyrzucanie go na bruk. A niestety 90% polskich pracodawców tak robi. Na wstępie zakłada się oszukanie pracownika nie mówiąc mu ile się płaci, to trochę jak wejście do sklepu gdzie nie ma cen na produktach, i sprzedawca pyta kupujące “a jak Pan/Pani myśli ile to jest warte?” i jak trafię w widełki opłacalności sprzedającego to kupię, jak nie trafię (w tym wypadku powiem za mało) to sprzedawca odprawi mnie z kwitkiem. Jeśli przepłacę sprzedawca będzie szczęśliwy, ale ja prędzej czy później dowiem się jaka jest cena i będę przeżywał frustrację i w efekcie uznam że zostałem oszukany. Czy sądzi Pani że sprzedawca jak do niego pójdę i powiem że zapłaciłem za dużo zwróci mi nadpłaconą kwotę?

  • errata: tam gdzie jest “12000zł miesięcznie” ma być “12000 rocznie”

  • A ja mam pytanie.. .czy aplikujecie na oferty, w których nie jest podane oferowane wynagrodzenie? dla mnie to totalna strata czasu, byłam na 3 rozmowach w 3 różnych firmach, przemaglowali mnie we wszystkie strony, a na końcu jak podali ile mniej więcej oferują na takim stanowisku to nie wiedziałam czy na siebie być wściekła, że w ogóle na tą rozmowę poszłam czy na nich, że taki wyzysk stosują. Generalnie firmom zdaje się, że teraz mają wymówkę w postaci kryzysu żeby płacić mniej. Szkoda tylko, że są osoby, które za takie niskie zarobki godzą się pracować. Gdyby nikt nie chciał przyjść za niską płacę to w końcu musieliby je podnieść.

  • Aplikuje na oferty gdzie nie jest podane oferowane wynagrodzenie i również na takie co jest żebym ja podała kwotę wynagrodzenie jakie ja bym chciała

  • Dostaję po kilka ofert pracy tygodniowo, każdy mówi, że doświadczenie mu się podoba, fajne kwalifikacje, każdy chce mnie koniecznie ściągnąć na rozmowę, niby kiedy miałbym te wszystkie rozmowy odbyć jak normalnie pracuję? Dlatego też często pytam o widełki, przecież nie rzucę obecnej roboty żeby zarabiać kilka razy mniej w nowej pracy… normalne jest to, że albo firma się obraża i na tym kończy się rekrutacja, albo też podają widełki na takim poziomie, że jak zaczynałem pracować na studiach, wiele lat temu, to zarabiałem więcej, a teraz doceniając moje kwalifikacje chcą płacić mniej. Natomiast jeśli ja podam moją kwotę… to rozmowa się kończy i nawet nie wiem czy podałem za dużo czy za mało, ale wiem, że mnie nie chcą, tym lepiej, nie zmarnowałem czasu na bezsensowną rozmowę.
    Praca to towar, ja go sprzedaje, firma kupuje, jak firm nie stać na dobry towar to albo kupują tańszy albo wcale i narzekają, że nie ma ludzi do pracy. Jak tak patrzę dookoła to pracy jest pełno, natomiast sensownej pracy za sensowne pieniądze jest niewiele.

  • Bogaty biednego nie zrozumie. Pracodawcą zależy na tym, aby wycisnąć z pracownika jak najwięcej a zapłacić jak najmniej się da, natomiast pracownikom zależy, aby zarobić jak najwięcej. Potrzeby ludzi są różne, jednak osobiście uważam, że “na start” każdy powinien zarobić na swoje utrzymanie (mieszkanie, opłaty, jedzenie) i to powinno być to minimum regulowane ustawą. I dopiero wtedy możemy się z pracodawcami licytować o pozostałe składniki wynagrodzenia. Niestety rzeczywistość wygląda dramatycznie. Większość ludzi żyje na granicy ubóstwa i bynajmniej nie dlatego, że nie mają wykształcenia, tylko dlatego, że jedno z nich straciło pracę bądź oboje. Konsekwencje tego są dotkliwe - frustracja, zniechęcenie, obniżona samoocena, co powoduje, że zgadzamy się na bylejakie wynagrodzenie, byle do przodu, byle zmniejszyć minusowe saldo i móc zjeść cokolwiek, kupić cokolwiek. Uważam, że widełki zapobiegłyby takim sytuacją.

  • @Magda - coraz więcej ludzi widzi, że ten kryzys to całkowity wymysł, bo jeśli już jakieś gałęzie gospodarki ucierpiały to nieliczne a nie wszystkie, że zarówno urzędnik jak i budowlaniec czy barman ma zarabiać mniej. Kryzys jest wtmysłem pracodawców, żeby płacić pracownikom jak najmniej, i tyle w tym temacie.
    A osobiście preferuję ogłoszenia, gdzie podane są widełki, lub jasno określona stawka godzinowa. Wiadomo, nie ma takiego zawracania głowy z obu stron, oczywiście, jeśli kandydat mierzy siły na zamiary. Osobiście mam zawód dość rzadki, więc nie wybrzydzam w ogłoszeniach, chociaż jeśli jakieś jest ewidentnie naciągane to obie odpuszczam. Ale na szczęście nie muszę pracować, więc jestem w stanie zachować rozsądek i nie godzić się na warunki, których nie akceptuję.

  • @lucyferyna - ale to niespójne. Bo skoro regulowane ustawą ma być, że mamy zarabiać tyle, byle się utrzymać, to prowadzi do nieścisłości. Bo jak chcesz to się utrzymasz za 500 zł miesięcznie, a raczej jak musisz. I co, dostajesz od przyszłego pracodawcy umowę, po czym lecisz wynająć najdroższy apartament w mieście i żądasz od pracodawcy, żeby podwyższył Ci pensję, żeby Ci na niego starczyło? To bezsensowne. Rynek zawsze reguluje popyt - podaż. Ale nie uważam, że pracodawcy to idioci, którzy zatrudniają człowieka o jak najmniejszych wymaganiach finansowych po to, żeby potem samemu robić albo denerwować się, bo to człowiek, który nie ma wykształcenia, doświadczenia i pojęcia o pracy. Dopóki znajdują się ludzie gotowi pracować za 1200 zł albo mniej do tej pory pracodawcy będą takich szukać, a jak ich nie będzie to będą musieli płacić więcej.

  • Komuś tutaj się najwyraźniej tytuł pomylił. Powinno być: Dlaczego HRowiec/rekruter nie chce podawać proponowanego wynagrodzenia! Strata czasu osoby rekrutującej to argument tragedii (Robbie) na tym przecież polega praca tego człowieka!

    Panowie i Panie! To nie pracownicy psują rynek godząc się na niskie stawki. To rekrutujący “męczą” pracowników, maglując z każdej strony (Magda) nie podając stawek, tak długo, aż za 4-5 razem zgodzą się na te 1276 zł. Bo ile razy można przechodzić proces rekrutacyjny dowiadując się na końcu, że chodzi o 1300zł brutto. Sam bym pewnie po 5 razie powiedział - OK. Niestety, pracując później 8h w godzinach przedpołudniowych ciężko się umówić na kolejny magiel rekrutacyjny. Tak też większość zostaje. W końcu lepszy wróbel w garści… niż kolejna dobrze zapowiadająca się super oferta, które pewnie niczym nie różni się od 5 wcześniejszych.

    Dlaczego umieszczenie widełek byłoby dla pracodawcy (HRowca) ryzykowne?
    Bo bez „widełek” łatwiej złapać “łosia”. Bo bez „widełek” połowa ofertą nawet by się nie zainteresowała. Definitywnie skończyłoby to czasy taniego pracownika. Podając przedział kwotowy 1276-1300 połowa nawet by na to nie spojrzała. Z drugiej strony, przedział 3000-5000, z konkretnymi oczekiwaniami, określeniem potencjału, określeniem umiejętności, możliwości rozwoju, doświadczenia w branży i zakresem obowiązków w firmie - jest tylko dla nielicznych. Tym samym, połowa to odpuści ze względów formalnych. Tylko kto i gdzie takie widział?

  • Wiem, że nie chce nikt tego powiedzieć, ale nadal bliżej nam do wschodu europy niż do zachodu pod względem kultury pracy. Zarówno od glupich pracodawców jak i od leniwych pracowników. Jak ktoś taki nie jest to ma w życiu szanse. A reszta?.. Narzeka….

  • Pani Sabina Stodolak napisała: “to, że skończyłeś studia to tylko potencjał, nie umiejętność”. A jeśli ktoś kończy np. filologię angielską i biegle posługuje się językiem angielskim, to jest to tylko potencjał, a nie umiejętność? Czyżby ukończenie studiów nie wiązało się ze zdobyciem żadnych umiejetności? Doprawdy dziwny tok rozumowania.

  • @Pani Weroniko - chcąc nie chcąc, posty pisane są na pewnym poziomie ogólności. Nie mam tu miejsca na precyzyjne wyliczanie typu: w przypadku obróbki skrawaniem człowiek umie to i to…są takie studia na których konieczne jest zdobycie pewnych umiejętności aby je skończyć. Zakładam, że nie ma możliwości ukończenia anglistyki bez znajomości tego języka, ale to tylko część programu studiów prawda? Nie jest też tak, że wszystkie osoby kończące anglistykę są jednakowo dobre i tak samo wykonają każde zadanie na języku tym się opierające prawda? A więc w tym zakresie będzie to jednak nadal potencjał. Oczywiście, jeśli skończy Pani anglistykę będzie Pani mówić po angielsku, ale niekoniecznie już będzie Pani dobrym nauczycielem czy świetnym tłumaczem literackim…

  • osoba, która zajmuje się rekrutacja zawsze będzie sądzić, że pracownik chce pracodawcę wykorzystać, że ma nie wiadomo jakie oczekiwania finansowe itd. Ja jak czytam pani teksty, to zawsze mam wrażenie, że ma pani bardzo pejoratywną opinię o ewentualnych pracownikach, co to nic nie potrafiąc chcą zarabiać niewiadomo jakie pieniądze. Ja się z tym nie zgadzam, to, ze ktoś chce zarabiać 2500 to nic złego. Pisze pani, ze tyle chce zarabiać na przykład osoba po studiach, która nie ma doświadczenia. I DOBRZE. Pracodawca zatrudniając taką osobę na godnych warunkach ma wszelkie szanse, że za jakiś czas ten pracownik będzie jednym z najlepszych, zatem inwestycja szybko się zwróci. Natomiast jeśli pracodawca osobie z wyższym wykształceniem proponuje 1200 zł, to jest wielkie prawdopodobieństwo, ze owa osoba będzie pracować w tej firmie krótko, bowiem cały czas będzie rozglądać się za lepszą pracą, i ją znajdzie, bowiem niektórzy pracodawcy wiedzą jak i w kogo inwestować, inni korzystają z pomocy rekruterów, którzy nie biorą pod uwagę predyspozycji kandydata tylko jego doświadczenie.PRZYKRE TO, ALE NIESTETY PRAWDZIWE. Polacy to według pani ludzie, którzy chcą naciągnąć tych biednych pracodawców, a przecież powinni z wielką radością przyjąć pracę za 1200 zł i przymierać głodem.

  • Witam wszystkich borykających się z problemem praca w Polsce!!
    Pewien pracodawca podczas rozmowy kwalifikacyjnej zaproponował mi prosty i logiczny układ: przez pierwsze trzy miesiące na próbnej umowie będę zarabiał 1500zł netto a po tym okresie albo nasze drogi się rozstają albo zarabiam o 400zł więcej na kolejnej umowie. Ok, odszedłem z mojej dotychczasowej firmy (zarabiałem w niej 1150zł netto). Podczas podpisywania umowy okazało się że 1500zł netto zamieniło się na 1500zł brutto!! Musiałem przełknąć to, nie miałem innej opcji!! Mimo wszystko pracowałem sumiennie i ciężko (z wymiernymi efektami dla firmy), po trzech miesiącach po rozmowie (nie kłótni!) przypomniałem szefowi o naszej umowie, ponieważ wykazałem się czymś na pewno pozytywnym! odpowiedział mi tyle że albo przedłużamy umowę na tych samych warunkach albo mogę sobie odejść…. (po wielu analizach szybko i sprawnie przetarłem nowe ścieżki o które teraz należało dbać i rozwijać = czyli teraz może to sobie zrobić osoba o mniejszych kompetencjach niż ja). Ok, ostatecznie zrozumiałem z kim mam do czynienia i dalej robiłem swoje, szukając pracy gdzie indziej, logiczne. Pokazałem swoje cv znajomemu HR-owcowi, co on na to?:: Moje cv nadaje się do kosza ponieważ często zmieniałem i branże i pracodawców, to znaczy że jestem niestabilnym i niesumiennym pracownikiem w którego nie warto inwestować (z punktu widzenia pracodawcy, no i rekrutera). Skontaktowałem się z moimi przyjaciółmi pracującymi w Irlandii, przdstawili w jednej dobrej firmie moje cv i…… Natychmiast chcieli się spotkać z osobą elastyczną, dającą sobie radę w różnych okolicznościach i na różnych stanowiskach! Dostałem ich warunki (w tym finansowe, na piśmie). Po przybyciu do Irlandii podczas rozmowy z panią z pionu HR zapytałem co o mnie myśli na podstawie mojego cv. Ona rozumie że w kapitalizmie zwłaszcza tak młodym jak w Polsce, stracić pracę można bardzo łatwo, w naszych warunkach o upadek firmy nie trudno, a za coś trzeba przeżyć, opłacić studia zaoczne, skoro jestem elektrykiem w firmie A, firma upada to powiedzcie mi ludzie czy mam czekać Bóg wie ile czasu na pracę w charakterze elektryka czy po prostu pracować aby nie zginąć z głodu i brać to co jest (z pracą na czarno) zwłaszcza przy poziomie bezrobocia ok. 16%??? Reasumując, pisze Pani: “Na zachodzie, pracodawcy często umieszczają widełki wynagrodzenia w ogłoszeniu o pracę. W Polsce nie ma takiego zwyczaju.” W Polsce proces rekrutacji moim skromnym zdaniem jest troszeczkę w nierealnym świecie, kto nie zmieni tych zwyczajów jak nie agencje pośrednictwa pracy? Skoro ja, poszukujący pracy, rejestrując się w agencji MUSZĘ podać bezwzględnie jakieś dane o sobie to dlaczego nie MUSI tego zrobić pracodawca? Ponieważ jest klientem agencji (klient nasz Pan)? Wiedząc w jakim przedziale mogę zarabiać u danego pracodawcy mam jakiś konkret i szerszą wiedzę na temat potencjalnie przyszłego pracodawcy… Ja np. wprowadzam swój zwyczaj, kiedy ktoś pyta się mnie ile chciałbym zarabiać po prostu nie odpowiadam na to pytanie (bo chciałbym zarabiać np. 50 000zł za obijanie się ;-) ). I w pełni popieram ludzi którzy chcą godnie żyć (1250zł netto to kpina, mam nadzieję że HRowcy wiedzą że przeciętny pracownik pracuje za dwoje i nie raz po 50godzin tygodniowo, a nadgodziny odbiera się w “kopercie”) . Na ten absurd pozwalają kolejne rządy… Czytałem tutaj przykład ze spodniami za 600zł, za porządną rzecz tyle się płaci a ile płaci się w Polsce za porządną pracę…? Czy żeby godnie żyć muszę skończyć 7 uniwersytetów 30 fakultetów i mieć od 3-5 lat doświadczenia? Anomalia jakie widać w naszym kraju są przerażające. Jeśli każdy pracodawca określałby się jakie warunki finansowe może zaproponować, rozkład cv w stylu „a może się uda” byłby na pewno inny na 1 ofertę pracy. A swoją drogą jeśli agencje rekrutacyjne mają taki nawał roboty to albo pracuje się na nadgodzinach albo zatrudnia się nowych pracowników. Jeszcze dojdzie do tego że bezrobotni będą musieli płacić za usługi specjalistów od public relacions aby wypaść przed pracodawcą tak jak hollywoodzki aktor . Dopóki nie będziemy starać się wzajemnie szanować i rozumieć bez zbędnych PRowskich teatrzyków będziemy mieć tak jak mamy, po jednej stronie pracodawców szukających jeleni a po drugiej stronie sfrustrowanych, zrezygnowanych dobrze wykształconych pracowników, którzy niekoniecznie muszą rodzić się biznesmenami aby godnie żyć, a tak to mamy to co mamy: pojawia się ogłoszenie od dobrego pracodawcy i nagle panika rekrutorów.. na tą ofertę odpowiedziało 2000 osób, kto nie chce pracować ciężko i godnie u NORMALNEGO pracodawcy?

    Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia

  • Podam jeszcze jedną ciekawostkę. Agencja reklamowa szuka pracownika na stanowisko grafik 3D. Wymagania:
    1. doskonała znajomość 3ds Max, Maya, Cinema 4D.
    2. modelowanie
    3. rigging
    4. teksturowanie + znajomość Photoshop
    5. animowanie
    6. montaż filmu + AfterEffects
    7. mile widziana znajomość języka MEL.
    8. B. dobra wiedza o kompozycji, renderingu (Brasil, Illustrate, FinalRender)
    9. Doświadczenie min 1 rok
    Każdy fachowiec w tej dziedzinie widzi w tej ofercie pracę dla przynajmniej 3 osób (postmontażysta, animator, modeler a dodatkowo do operowania językiem MEL trzeba mieć jednak wiedzę z zakresu programowania obiektowego). I z doświadczenia wiem że tak jest, oferta w sumie nie mająca wiele wspólnego z normalną rzeczywistością (temat nie raz maglowany na forach grafików 3d). Nie spełniam wszystkich ww. warunków i uważam że nie znajdzie się taki kandydat. Czy odpowiadając na taką ofertę jestem osobą która myśli „a może się uda”? Czy mam też czekać na ofertę „dopasowaną” do mnie… ?

  • Pani Sabino,

    Spodobał mi się Pani artykuł i myślę, że argument o “zalaniu firmy mnóstwem CV” ma sens, podobnie jak ten z drugiego tekstu o “podkradaniu kandydatów przez konkurencję” i o “pielgrzymkach po podwyżki”. Ja bym jednak obstawał przy argumencie na poziomie polskiej mentalności. Jest jeszcze ciągle w naszej narodowej mentalności pewna niechęć do rozmów o pieniądzach. Ciągle jeszcze w pewnym stopniu pokutują nawyki z czasów PRL-u. Wydaje mi się osobiście, że to trzeba powoli i konsekwentnie przełamywać. W kapitalizmie praca powinna być usługą świadczoną na rzecz pracodawcy za określoną kwotę i to jest moim zdaniem zdrowe spojrzenie na temat. Niebagatelne znaczenie ma również to, że w krajach o niewystarczająco rozwiniętej gospodarce rynkowej (jak ciągle u nas) występuje zjawisko monopolu kapitalistów. Jest to dodatkowo wzmacnianie biurokracją, korupcją i trudnościami w prowadzeniu działalności gospodarczej. Niestety patrząc na Zachód i ich przywileje dla wielkich korporacji widać, że tam ta sytuacja się niestety psuje, chociaż i tak jest ciągle dużo lepiej niż u nas. W krajach anglosaskich podawanie potencjalnego zarobku w widełkach spotyka się znacznie częściej niż u nas, a najzdrowiej sytuacja wygląda w przypadku ofert kontraktowych - gdzie zatrudnia się grupę specjalistów do realizacji danego projektu na określony czas (np. 3-6 miesięcy) za określoną stawkę to znaczy X dolarów/funtów/euro na dzień.

  • Aha, i jeszcze jedna uwaga co do tego: “Potem się kandydaci dziwią że nie ma odzewu. Ani żadnej informacji - a co taki rekruter ma napisać. “Dziękuję za zmarnowanie mojego czasu, następnym razem proszę przeczytać ogłoszenie?””. Pani Sabino, co jak co ale odpowiedzieć jednak trzeba i to w każdym przypadku powinno się robić. Brak odpowiedzi na ofertę to przede wszystkim oznaka braku profesjonalizmu ze strony firmy.

  • @obirajt - jak już nie raz pisałam, siłą rzeczy, posty pisane są na pewnym poziomie ogólności i trzeba rozsądnie do tego podchodzić. Oczywiście, że nie musi Pan czekać na ofertę “dopasowaną” bo w tym ogłoszeniu albo szukają kogoś kogo nie znajdą i ogłoszenie pisane jest na wyrost, albo (co się często zdarza) układane było przez osobę, która nie do końca się zna, więc poprosiła grafika o wypisanie wszystkich umiejętności i je radośnie umieściła w ogłoszeniu. Ale…żeby nie było różowo -dam sobie rękę uciąć, że mimo tak skonstruowanego ogłoszenia, napisało do owej agencji przynajmniej kilka osób, które na 3DMax popracowały w sumie 10 godzin, za to namiętnie obrabiają zdjęcia na GIMPie i zasadniczo głównie zajmują się prostymi http://www.

  • @Panie Marcinie - ma Pan rację z tymi odpowiedziami - jak widać po komentarzach czytelników, rzadko firmy odpisują na samo CV przesłane w procesie aplikacji. To oczywiście niszczy wizerunek, ale w Polsce, firmy nie nauczyły się jeszcze jak budować wizerunek pracodawcy. Pracowałam w firmie gdzie zasadą było odpisywanie każdemu (to była niewielka firma i był na to czas) i w takiej, gdzie nie wolno było tego robić- to już polityka firmy ustala. Jakkolwiek proszę też zrozumieć frustrację rekrutera.., jako że lubię analogie, to trochę tak, jakby Pan sprzedawał w sklepie czerwone skarpety. Tylko czerwone, bo to sklep z czerwonymi skarpetami tylko. Nad wejściem wielki szyld “Tylko CZerwone Skarpety” a do sklepu dziennie przychodziłoby Panu 100 klientów i mówiło -proszę parę niebieskich skarpet :) przy którym kliencie by się Pan zirytował i przestał uśmiechać :) nieco spłycam, ale to mniej więcej tak działa …

  • witam ponownie! Pani Sabino, pytanko: praca dla elektryka (SEP “E” + SEP “D”) utrzymanie ruchu (czyli 3 zmianowa) praca przy napięciach do 110kV…. Pożyczyłem pieniądze na dojazd na rozmowę kwalifikacyjną, pierwsze pytanie jakie usłyszałem to ile chciałbym zarabiać. Co powinienem odpowiedzieć??????????????????????????????

  • powinienes powiedziec ze nie stac go na ciebie…

  • @obirajt - jest Pan grafikiem - elektrykiem? ciekawe połączenie…A co do Pana pytania - no niestety jest jak jest i cała masa rekruterów czy pracodawców którzy zatrudniają nie umie tego zrobić dobrze. Może niekoniecznie chcieli mało zapłacić, ale chcieli wiedzieć, czy ich na Pana stać. No ale jak to było pierwsze pytanie, to było to bardzo nieprofesjonalne.
    Tak sobie myślę, że skoro Pan pisze że pożyczał pieniądze, to jest ciężko. W tej sytuacji są dwa wyjścia - zgodzić się nawet na niższą pensję ale stale szukać dalej. Za coś trzeba żyć i dojeżdżać też trzeba mieć za co. (to wprawdzie podtrzymuje sytuację niskich płac, ale patrząc jednostkowo to chodzi o własny pełny garnek, a nie idee - z drugiej strony rotacja pracowników którzy co tydzień odchodzą powinna dać firmie do myślenia). Drugie wyjście mam takie (ja bym tak zrobiła, gdybym była elektrykiem). popatrzyłam w Internet - elektryków fachowców, którzy naprawią problem z instalacją w domu w Internecie się nie znajdzie. Na frazę “elektryk Kraków” są dwie strony internetowe elektryków. Więcej nic. Reszta to katalogi i ogłoszenia. Wielu internautów szuka fachowców w sieci. Zrobić stronę (lub pożyczyć i ją zlecić komuś). Jak będzie dobrze zrobiona, to przy tej konkurencji w Internecie (żadnej) będzie w pierwszej piątce szybko. I trzepać fuchy a jak Pan odda długi, założyć działalność. I potem to Pan będzie rekrutował. I jasne, będzie Pan robił mniej ambitne zadania, ale może warto?
    A już całkiem konkretnie - skoro to było pierwsze pytanie, odpowiedziałabym wprost ile chcę zarabiać (nie wiem ile Pan chce więc kwoty nie podaję). A jeśli miałabym nóż na gardle, dodałabym potem, że “oczywiście w związku z tym, ze w tym momencie jestem bez pracy, kwota jest do negocjacji, a wspomniane oczekiwania są wypadkową moich umiejętności oraz zakresu obowiązków u Państwa w firmie z uwzględnieniem poziomu bezpieczeństwa zadań” (no, może nie takim gładkim zdaniem). A przy następnym CV, wpisałabym kwotę jakiej oczekuję w list motywacyjny. to coraz bardziej popularna metoda i choć zmniejsza ilość odzewów od pracodawców, jednocześnie zmniejsza ilość pustych rozmów kwalifikacyjnych.

  • dobrze i pięknie jak ktoś jest grafikiem, tudzież eklektykiem. Co jednak kiedy szuka się miłej dziewczynki do prac powiedzmy biurowych? Tak się traktuje prace w księgowości i kadrach zwłaszcza kiedy zaprasza na rozmowę osobę młodą i z doświadczeniem i umiejętnościami, ale do tzw przyuczenia czyli wychowania - ciesz się ze 1267 dostaniesz?

  • wielkie dzięki Pani Sabino! Odpowiedziałem tak jak Pani sugeruje (nie wiem ile Pan chce więc kwoty nie podaję), rozmowa była fatalna… szkoda że tak często się to zdarza (przynajmniej mnie, również uważam że rozmowy kwalifikacyjnej nie zaczyna się od takiego pytania. Aby nie zmarnować pożyczonych pieniędzy powiedziałem, że moim zdaniem przy moim doświadczeniu (nielegalnym i legalnym ;-) ) powinno być 2000zł…. za dużo!!… Po prostu wstałem pożegnałem się i wyszedłem. Nie chcę psuć tzw. rynku pracy elektryków. Właśnie dostałem 2 dobre fuchy (instalacja i sklep internetowy) i tak właśnie myślę że lepiej pożyć w szarej strefie, założyć działalność, skorzystać ze środków UE i powoli wystawiać legalne faktury. Takie niestety mamy realia. Nigdy nikogo nie zapytam za ile będzie u mnie pracował (z podtekstem za jak najmniej), uważam że jeśli ktoś potrzebuje rąk do pracy to chyba wie ile te “rence” są warte, po co mi pracownik przymuszony daniem d… który przy pierwszej lepszej okazji wyfrunie, nie mówiąc już o moim wizerunku….. Pozdrawiam Wszystkich

  • Witam:)tak sobie czytam te komentarze i myślę sobie, że zarówno pracodawcy jak i potencjalni pracownicy pewnie powinni przemyśleć pewne sprawy:). Zastanawiam się tylko, że niedawno skończyłem studia i w ciągu roku zmieniłem prace już 2 razy, pierwsza zmiana zakończyła się w sądzie pracy - pracodawca zapomniał że pracownikowi trzeba płacić, w drugim przypadku podobna sytuacja z tym, że różnica polegała na tym, że nauczony na błędach pierwszej sytuacji starałem się wybrać dużą i znaną firmę(pełno tytułów - inwestowanie w kapitał ludzki), i tak też myślałem że mi się udało, niestety okazało się, że problem podobny tylko tym razem “zapominali” mi płacić za nad godziny:) - tutaj brakło mi już siły na to żeby wuczyć się po sądach. Powiem szczerze wiem, że częste zmiany w CV nie wyglądają zbyt dobrze - bo może to świadczyć o niestabilności, ale wydaje mi się że tak do końca to nigdy nie wiadomo co za tym się kryło, a przecież my dokonując selekcji CV mamy wybrać kandydata który posiada odpowiednie kompetencje a nie oceniać że za często zmieniał prace. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jeszcze jedna bardzo ważna uwaga jak tak sobie obserwuję sytuację z przed tzw. “kryzysu” i obecną to uderza mnie jedna sytuacja, że pewnie wcześniej pracownicy mieli większy wybór, teraz to raczej pracodawca dyktuje warunki. Wydaje mi się, że ani jedna strona ani druga nic się nie nauczyły. Moje doświadczenie i obserwacje podpowiadają mi, że dopłuki nie będzie pewnej uczciwości z dwóch stron to nigdy nie będzie dobrze, a patrzenie na siebie podejrzliwie też w niczym nie pomaga. Uważam, tylko, że to nie jest fer jeśli firma poprostu wykorzystuje sytuacje, szczególnie osób młodych i tak z nimi postępuje, a proszę mi wierzyć, że trzeba mieć sporo odwagi żeby odejść z firmy nie mając jeszcze nowej pracy i małe doświadczenie.
    Zastanawiam się natomiast zawsze jak czytam ogłoszenia, dlaczego nie jest podana data do kiedy można składać aplikacje:(???, myślę sobie że to jest podstawa w ogłoszeniach rekrutacyjnych przynajmniej patrząc ze strony poszukującego pracy.

    Bardzo proszę pani Sabino o komentarz do mojego posta, będę bardzo wdzięczny. Pozdrawiam

  • Witam pani Sabino:) proszę również o kilka słów komentarza do tego posta, z góry dziękuje.

    Witam ponownie:) chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz, na pewno rozumiem to że podobnie jak pracownicy również pracodawcy obawiają się że to będzie niewłaściwy kandydat co czasem może firmę sporo kosztować. Natomiast znam firmy które zatrudniają kandydatów tylko z doświadczeniem min. 3-4 lata, pytanie czy takie podejście jest fer, z jednej strony chronią się przed osobami, które być może nie do końca wiedzą co chciały by robić, z drugiej strony ciekawe oczekiwanie sami nic z siebie nie dają(zdobyć doświadczenia na wczesnym etapie rozwoju zawodowego) a oczekują że przyjdzie do nich wyszkolona osoba. Powiem szczerze że dość ciekawe podejście. No cóż bywa i tak. Pozdrawiam

  • @Tom - cóż Ci mogę napisać…właśnie się dowiedziałam, że mój dość bliski znajomy jest w podobnej jak Ty sytuacji - tylko że właśnie zmieni pracę po raz 6 ty i nawet nie ma opcji na sąd pracy, bo jeszcze nie zdążył podpisać umowy, bo go zwodzili przez miesiąc. A pracować musiał, bo żyć z czegoś trzeba - ot krakowskie gastronomie…
    pisze Pan - “że trzeba mieć sporo odwagi żeby odejść z firmy nie mając jeszcze nowej pracy i małe doświadczenie.” wiem, doświadczyłam- na szczęście udało mi się wtedy wrócić do poprzedniej pracy.
    Dlaczego nie podawane są daty? Czasami serwis pracy nie uwzględnia takiej informacji (błąd na poziomie struktury strony) czasami, nie myślą o tym pracodawcy - i cóż tu więcej można dodać…no nie myślą:) Czasami też trudno określić datę, jeśli stanowisko jest wielce,nazwijmy to, rzadkie - to znaczy mało osób spełnia kryteria. Daje rekruter datę dwa tygodnie i przychodzą mu dwa CV …
    Zasadniczo, najłatwiej przyjmować, okres 4 tygodni od publikacji ogłoszenia w przypadku stanowiska “zaawansowanego” (inżynier budowy mostów, programista Java itd) i dwa tygodnie na stanowisko typu low entry job (czyli takie rzeczy jak sprzedawca, barman, PH, telemarketer magazynier itd)

    W drugim komentarzy pyta Pan mnie o to czy podejście jest fair - ja się nie podejmę ferować wyroki na temat tego czy coś jest fair czy nie. Dotąd dokąd będzie rynek pracodawcy, to pracodawca decyduje o tym co jest fair, (i nie mówię że tak ma być - komentuję jedynie rzeczywistość). Pozostaje - nie tracić nadziei, szukać, wierzyć, starać się, nie zniżać się do poziomu tych, którzy nas oszukali a w ostateczności założyć własną firmę - wtedy Pan bedzie pracodawcą.
    To co mnie zastanawia najbardziej, to fakt z jaką łatwością osoby, tkóe kiedyś narzekały “co za wredny szef” same stają się ciemiężycielami, jeśli tylko przejdą na drugą stronę barykady.
    Na pocieszenie dodam, że są na tym świecie super pracodawcy i super firmy:) Naprawdę! Tyle że my wolimy narzekać - dlatego więcej na tym blogu narzekania w komentarzach niż chwalenia swoich przełożonych i firmy :)

  • Pani Sabino - marne to pocieszenie. Polski rynek (w tym rynek pracy) to przede wszystkim rynek ceny - jakość stoi na dalszym miejscu. A skoro jest to rynek ceny, to chyba prościej rozpocząć rozmowę od jej podania. Po prostu szkoda czasu pracownika i pracodawcy. Każdy z nich mógłby w tym czasie zrobić coś bardziej pożytecznego od rozmowy, gdzie jest duże prawdopodobieństwo że ze względu na najważniejszy warunek brzegowy strony się po prostu nie dogadają.

  • Dzisiaj dostałem taką odpowiedź od potencjalnego pracodawcy:
    “Witam,

    dziękujemy za zainteresowanie naszą ofertą pracy na stanowisko [...]
    Ze względu na nasze doświadczenie w rozmowach kwalifikacyjnych zanim zaprosimy kandydata na rozmowę chcielibyśmy poznać Jego oczekiwania finansowe.

    Z góry dziękuję za odpowiedź,
    pozdrawiam [...]”

    Krótko i na temat… oczywiście zadzwoniłem i porozmawiałem, nie tylko o pieniądzach :). W tej chwili wszyscy wiemy więcej, nikt nie stracił więcej niż 10 minut a ja nie musiałem jechać kilkadziesiąt kilometrów. To czy dostanę tę robotę jest sprawą wtórną, dużo ważniejsze jest że Pracodawca wyciągnął sensowne wnioski z poprzednich rekrutacji… oby takich więcej :)

  • bzdura, wystarczy ze pracodawca postawi wymagania i zazada referencji, wtedy nie ma ze sie moze uda, a co do widelek to zaczynamy od minimum a jak sie wykazemy to mozemy miec max, proste

  • Widac pani Sabino, ze jest pani typowym polskim “kapitalista”, pisze w cudzyslowiu bo nasz kapitalizm nie ma nic wspolnego z zachodnim. A czy obilo sie kiedys o te pani zadufane uszka o godnym wynagrodzeniu, i o powiedzeniu “jaka placa taka praca”, wiec daruj sobie paniusiu te gadanie o postawie roszczeniowej i innych bredniach bo ludzie po prostu chca chociaz godnie zyc a nie wegetowac. Nie dziw sie, ze ludzie wszystko robia na odwal bo jesli nawet pensja ich nie motywuje to co ma niby motywowac, moze stojacy nad glowa prezes straszacy zwolnieniem.

  • Bardzo kontrowersyjny temat:)

    Ja także chciałabym podzielić się swoimi przemyśleniami.
    Po 1:
    oczywistą rzeczą jest dla mnie to, że zapytana na rozmowie kwalifikacyjnej o wynagrodzenie nie przedstawiam pracodawcy wszystkich rachunków i paragonów potwierdzających moje koszty utrzymania. Wskazuję te elementy, które Pani wymieniła (wykształcenie, doświadczenie, zakres obowiązków itp.). Ale spójrzmy na to realnie. Za coś żyć trzeba, dlatego normalne jest dla mnie to, że do swojego “wymarzonego” wynagrodzenia doliczam koszty utrzymania. Oczywiście nie są one głośno komentowane.
    Po 2:
    Pani stwierdzenie, że osoba odpowiedzialna za rekrutacje marnuje swój czas na zapoznanie się z 200 CV przesłanymi do firmy bardzo mnie poruszyło!!!!! Ciekawi mnie tylko, jakimi kompetencjami zawodowymi charakteryzuje się taki pracownik? I jak przekłada swój zapał do pracy na wynagrodzenie miesięczne? Ja w swojej pracy wykonywałam podobne czynności (mam tu na myśli “tłumaczenie ludziom, że to jest sklep z czerwonymi skarpetkami, a nie niebieskimi”), ale zawsze wykonywałam je sumiennie, bo wiedziałam, że na tym polega moja praca! I proszę mi uwierzyć, że nie obmyślałam planów jak skutecznie zmniejszyć zainteresowanie.. (patrz: nie będziemy podawać, że wynagrodzenie jest wysokie, bo wtedy będzie większe zainteresowanie i będzie więcej roboty)
    Po 3 i ostatnie:
    Dlaczego pracodawcy nie chcą podawać proponowanego wynagrodzenia??
    Według mnie są na to pytanie dwie odpowiedzi:
    - Ano dlatego, żeby nie zniechęcić potencjalnego pracownika zbyt niskim zarobkiem. Tak jak napisała Pani Magda albo Pan mee–. Kto wziął by sobie dzień wolnego w pracy, aby iść na rozmowę kwalifikacyjną, z której po dłuuuugim czasie dowie się, że zarobi 1200 zł??

    - A także NIESTETY dlatego, aby osoba rekrutująca mogła znaleźć frajera, który po przeczytaniu Pani postu i nie daj Boże kierowaniu się nim przy określaniu swojej wartości jako pracownik, wycenił się tanio. ?Premia?
    Znam przypadek dużej i znanej firmy, gdzie osoby zatrudnione na tych samych stanowiskach, posiadające te same kwalifikacje oraz wykonujące te same obowiązki otrzymują różne wypłaty. Wypłaty, o których głośno się nie mówi.

    Tak więc szanujmy siebie i pamiętajmy, że dobry pracownik nie jest zmuszony zaczynać od 1200zł!! To, że nie mamy 5-letniego doświadczenia w jakiejś dziedzinie nie znaczy, że nie umiemy tego robić!! Liczy się nasze zaangażowanie oraz chęć działania, dlatego apeluję do wszystkich poszukujących zatrudnienia: wysyłajcie swoje CV wszędzie tam, gdzie chcecie!! Nie zrażajcie się często zbyt wygórowanymi wymaganiami pracodawcy (znam przypadki, gdzie mimo wymaganego kilkuletniego doświadczenia na dane stanowiska, przyjęte zostały osoby zaraz po studiach!!)

    PS. Wysyłając CV przynajmniej zapewnimy pracę (mimo kryzysu)osobom odpowiedzialnym za rekrutacje :)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!!

  • Przyznam, że przeczytałem wpisy tutaj z dużym zainteresowaniem. Myślę, że mogę się pochwalić swoim ostatnim doświadczeniem w  kwestii poszukiwania pracy. Dostałem zaproszenie na rozmowę na stanowisko specjalisty w pewnej polskiej firmie. W związku z tym, że jestem bezrobotny od kilku miesięcy chętnie umówiłem się na spotkanie. Wymagania co do stanowiska spełniałem bez żadnych wyjątków, w niektórych kwestiach (języki obce i certyfikaty umiejętności zawodowych) nawet sporo ponad oczekiwania pracodawcy. Żeby było śmieszniej, pracodawca ma siedzibę na tej samej ulicy, gdzie mieszkam.
    Zrobiłem rozpoznanie firmy na tyle na ile pozwalają google, fora dyskusyjne i własne znajomości. Namierzyłem nawet trochę danych nt. osoby rekrutującej (źródła j.w.) Do rozmowy przygotowywałem się ok trzech dni chcąc zapewnić sobie możliwie najwyższą ocenę rekrutera. Ponieważ książki i portale nt. rekrutacji dostępne są dla wszystkich wiedziałem, że osoba rekrutująca “wysyła sygnały” wysokiej oceny pozytywnej (w moim mniemaniu, oczywiście). Gdy przyszłą kolej na ostatnie pytanie o wynagrodzenie…
    W ogłoszeniu było “…duża polska firma o ugruntowanej pozycji, obecna na rynkach zagranicznych, w związku z dynamicznym rozwojem…” zatem sięgnąłem do googli i znalazłem kilka stron oraz forów porównujących wynagrodzenia na stanowiskach tego typu w różnych miastach i branżach.
    Widełki podawane dla wielkości miasta w którym mieszkam obejmowały przedział 3900 - 8700. Dosyć wysoko a w moim przypadku dolna kwota byłaby satysfakcjonująca. Wyciągnąłem kilka tabel, pokazałem je i powiedziałem, że w oparciu o to mam nadzieję, że 4000 nie powinno być żadną przesadą. I wtedy czar prysł. Mowa ciała osoby rekrutującej powiedziała mi, że wszystko poszło w … Później dowiedziałem się, że przeszedł kandydat za ok. 2500 (ale to nie jest 100% pewne bo może to było 2500 brutto).
    Rzeczywiście, nie podając widełek wynagrodzenia, lub wysokości pensji trwamy przez godzinę lub półtorej w niepewności, czy było warto w ogóle przyjść na tę rozmowę. Gdyby firma nie uprawiała autoreklamy w ogłoszeniu pewnie nie łudziłbym się co do wysokości wynagrodzenia. Nie wiem, czy podjąłbym przygotowania do tej rozmowy. Niestety niesmak pozostał.
    Mam wrażenie, że więcej niż połowa HR’owców byłaby zbędna gdyby w ogłoszeniach były podawane kwoty zarobków lub chociażby widełki.
    Pewnie jednak zbyt często okazałoby się, że pracodawcy oferują stanowiska z dużą odpowiedzialnością za pensję minimalną przy wymaganym 5 letnim stażu na stanowisku kierowniczym i wymagając znajomości 5 języków, w tym 3 biegle.
    “W końcu skoro jest DOSIA, to po co przepłacać?”

  • Eoin Tichy spójrz z drugiej strony. Być może Twoje kwalifikacje przerastały stanowisko? Po co ma pracodawca zatrudniać kierowcę formuły 1 na stanowisku kierowcy busa? Jeszcze mu za to płacić? Wydaje mi się że w Twoim przypadku nie dostatecznie określono zakres obowiązków i rzeczywiste wymagania na stanowisku-jednym słowem błędna definicja. To że potrafisz określić swoją zawodową wartość świadczy o dużym doświadczeniu. Wydaje mi się że w tej firmie po prostu nie spodziewano się tej klasy fachowca. Zgadzam się że widełki są konieczne-z zwykłej nawet czysto ludzkiej przyzwoitości. Jest to również charakterystyka zakresu obowiązków- dużo Ci dajemy i dużo od Ciebie wymagamy. Powodzenia w poszukiwaniach!!

  • Witam wszystkich! Jestem równie poruszona wątkiem zawartym na forum… I szczerze mówiąc zgadzam się z prawie każdą wypowiedzią, co do warunków płacowych w Polsce, jak również tego, jaką kulturą wykazują się przed nami przyszli pracodawcy. Na początku każdy “dawacz chleba” (jak niektórzy szefowie o sobie myślą) stara się zdobyć właśnie tego pracownika, któremu zaufa, który przyniesie mu korzyść i który będzie mu oddany… Wszystko pięknie kolorowo… Mamy ambicje, chcemy dowieść jacy z nas świetni pracownicy… nowe pomysły, radość z najmniejszych udanych transakcji, to, że można powiedzieć : “Szefie, zaskoczę Pana dobrą informacją”… Rano chce się wstawać do pracy (!), w tramwaju z uśmiechem (!) jedziesz do pracy… ktos powiedziałby ABSURD!!! a poniedziałki to nic strasznego??!! Wierzcie albo nie, ale pierwsze moje 3 miesiace pracy na stanowisku kierownika biura w dużym mieście właśnie tak wygladały! Jedna wielka euforia i chęć tworzenia i pracowania na “wspólne dobro”. I to za 1200zł netto. Zgodziłam się, bo wierzyłam, że doświadczenie i możliwość rozwoju zawodowego, to jest, to czego oczekuję i co mi się uda ! Teraz jestem w trakcie szukania innej pracy… udaję, że pracuję, nienawidzę poniedziałków, w tramwaju modlę się w myślach do Boga, żebym znalazła pracę moich marzeń. Nie chodzi o kokosy, ale docenienie, miłe słowo, gest ze strony Szefostwa. A nie tylko opierdol codzienny… za cokolwiek… Zapowiadało się tak pięknie… Szkoda, że nie moge już ufać mojemu pracodawcy… Wiem, że to praca moich marzeń! Bo się spełniam i robię COŚ wielkiego dla mnie ;) Jednak polskich szefom brakuje szczerości, zrozumienia i OCZU… by dojrzeli jak bardzo pracowitym narodem jesteśmy! Mimo, że narzekamy, pracujemy ciężko, ale do momentu… gdy już wiemy, że miejsce nasze w tej firmie jest stracone. Niechęć, apatia, to jest to co POWINNAM czuć, ale nie… Czuję smak zwycięstwa, powiew nowych perspektyw i świadomość, że gdzieś tam czeka na mnie praca moich marzeń i … Szef moich marzeń … :p Wszystkim zyczę tego, co najlepsze, w życiu zawodowym, jak i rodzinnym… Grunt, że mamy z kim zaszaleć za te 1200zł netto ;p

  • hmmm…. musze przyznać że wątek bardzo ciekawy i ciężko się oderwać. Dotarłam tu z prostego powodu - jutro mam rozmowę kwalifikacyjną i poszukiwałam odpowiedzi na nieuniknione pytanie o zarobki,które z pewnością jutro padnie: czym się sugerować, co decyduje w oczach pracodawcy o wartości pracownika wyrażonej w pieniądzu? W pracy w której obecnie pracuję przekonałam się że niekoniecznie docenia się pracownika za jego starania, za wykształcenie i za zaangażownie. 3 lata doświadczenia na stanowisku asystenta w dziale marketingu ( i równowcześnie w dziale organizacji szkoleń), zero awansu (mimo że zakładowy układ zbiorowy przewiduje go po 2 latach), zero podwyżki… a jeszcze w momencie uzyskania przeze mnie mgr komentarz: że to jest wyłacznie moja sprawa że chcę mieć wyższe i robię to dla siebie a nie dla wyższej wypłaty (mimo iż w certyfikacie ISO jest napiane “jak byk” że pracownicy mają podnosić swoje kompetencje, bo jest to gwarantem wyższej jakości świdczonych usług… i nic. a teraz kończy mi się umowa i ze strony szefa żadnej gwarancji jej przedłużenia, więc jutro idę na rozmowę.
    Jestem przygotwana, wiem wszytsko o firmie, odświeżyłam angielski, przemyślałam odpowiedzi na podstawowe pytania… oprócz pytania o zarobki… Myślę żeby powiedzieć 2000-2500 netto - takie widełki podać. Będę umiała uargumentowac, lecz…. boję się że i tak nic z tego nie będzie… teraz pracuję za 1400 netto i jest to żenada po prostu, w życiu się za to nie utrzymam i jeśli dalej będę pracować za takie pieniądze to nigdy nie wyprowadzę się od rodziców i nie zacznę samodzielnego życia. Czy ktoś może mi doradzić, co powinnam powiedzieć? Czy jest jakaś recepta żeby dobrze odpowiedzieć na to pytanie żeby obie strony były zadowolone?

  • Jakby ktoś był zainteresowany wynikiem rozmowy - dostałam tę robotę. Tylko szef powiedział że jedyne co mu sie nie poidoba to oczekiwane wynagrodzenie. Powiedział że może dać 1500 netto. Potargowalismy sie i pozostało na 1700 netto na okresie próbnym plus premia, a potem wiecej. Tak wiec nie osiagnelam zamierzen ale z drugiej strony - mam prace:)

  • Gratuluję! Nie tak jak chciałaś, ale zawsze to więcej niż miałaś. Poza tym, Twój przykład pokazuje też, że nawet jeśli podasz wyższe wynagrodzenie niż Twój pracodawca chce zapłacić, to wcale nie znaczy, że pracy się nie dostanie. Mam nadzieję, że po okresie próbnym dostaniesz solidną podwyżkę :)

  • Elastik w jakim mieście pracowałaś? (albo przynajmniej branż) O jakim certyfikacie pisałaś?
    Też składam Ci gratulacje!

  • Zupełnie nie zgadzam sie z argumentem Pani Sabiny, która twierdzi że podawanie widełek płacowych spowoduje zasyp 200 CV na jej biurko z których tylko 10-20% spełni wymagania. Ludzie i to jest powód który blokuje przejrzystość płac na określonych stanowiskach? To jest mi strasznie przykro że takie osoby zajmują takie stanowisko i psują rynek pracy w Polsce. Wstyd! Szanowna Pani Sabino w związku z tym że Pani musiałaby przeglądać te 200CV czy uważa Pani że nic na to nie mozna poradzić?
    Wystarczy aby ogłoszenie o pracę było porządnie skonstruowane aby uniknąć nieproszonych CV. W takim ogłoszeniu wystarczyloby zanzaczyć aby osoby które nie spelniają, któregokolwiek! z w/w kryteriów nie składały aplikacji gdyż poprostu nie beda one brane pod uwagę lub automatycznie odrzucane. Proste i wtedy napewno taki Pan hydraulik nie bedzie składał aplikacji na stanowisko np. informatyka. Można nawet to zdanie wytłuscić i podkreslić dla powagi sprawy.
    Czy tak trudno wprowadzić przejrzyste zasady w ogłoszeniach o pracę?
    Poza tym ten argument Zyjemy na maksa - pracownicy kombinują by jak najwiecej wyciagnąc od pracodawcy i mając np. widełki 3000-3500 wszyscy beda sie cenić na 3500. I bardzo dobrze że się cenią nawet jak na to nie zasługują ALE! Droga Pani to po to pracodawca zaprasza na rozmowę aby sprawdzić jego faktyczne umiejętności i to pracodawca ma widełki w ręku i to on podejmuje koncową decyzję czy da Panu/Pani 3500 czy 3000. Więc uważam że rekruterzy nie powinni zadawac takich no powiedzmy szczerze głupich pytań bo mając widełki i pytać sie kandydatka ile by chciał zarabiac no to sorry to głupota. Jesli pracodawca ma podane widełki kandydat nie ma co dyskutować. Tzn. że akceptuje nawet najniższy próg widełek.

  • @Union - niestety założenie, że osoby nie spełniające kryteriów nie będą pisać, jest po prostu błędne. Nieważne jak mocno podkreśli się kryteria w ogłoszeniu i tak otrzymuje się CV, które ich nie spełniają. Nie są to oczywiście takie CV jak przykład przez Pana podany (hydraulik na informatyka), ale i tak wystarczające są to dysproporcje. Ludzie uważają że “może się udać”. (Co zresztą jest zgodne z prawdą, bo często pracodawcy dają zbyt wysokie wymagania i potem okazuje się, że wcale nie trzeba mieć 5 lat doświadczenia…) W kazdym razie, nie da się skonstruować tak ogłoszenia, by nie pisały osoby bez oczekiwanych kwalifikacji. Trzeba by było chyba napisać tak:
    “osoby, które nie spełniają wymagać nie będą brane pod uwagę. Naprawdę! To nie żart! Jeśli myślisz że może ci się uda, to szkoda Twojego czasu” - no ale taki sposób skonstruowania treści ogłoszenia nie jest możliwy.
    Co do oczekiwań finansowych. Ja pytam o nie z jednego powodu. Nie potrzebuję pracownika, który pragnie zahaczyć się w firmie, żeby przeczekać. Jeśli więc ja mam widełki na poziomie 2.000 netto, a pracownik chce 3.000 netto ale jest teraz bez pracy, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że przyjmie moją ofertę i będzie dalej szukał pracy za lepszą kasę. Ergo, zatrudniam osobę, która nie zwiąże się z firmą na dłużej, a takiej większość pracodawców nie chce. Po to się pyta (między innymi) o oczekiwania finansowe. Moim zdaniem najlepiej byłoby podawać wynagrodzenie w ogłoszeniu. Niestety dyrektorzy firm się tego boją. Można by też podawać oczekiwania w CV- tu boją się pracownicy, bo w Polsce nie umiemy się cenić (zapraszam do wątku o inżynierach - widać wyraźnie jakie są z tym problemy)

  • Zgadzam się z @Unionem. TO co że będą wysyłane, spogląda się na CV, i od razu do kosza. ktoś jest sam sobie winien. Ludzie po pierwsze nie czytają, a po drugie nie czytają ze zrozumieniem (dziękujemy za gimnazja), więc kretyn zawsze się znajdzie.

    Nie ma sansu nawet dywagować, że będą takie CV, bo zawsze będą, debili nie brakuje na świecie (właściwie to świat jest nimi usiany).

    Nic dziwnego, ze pracownik nie chce pozostać w firmie, skoro Pani ma widełki na 2000, a on chce 3000 i jedynie chce się zahaczyć we firmie. Jeść z czegoś trzeba, a frajerem za grosze całe życie nikt nie chce być :) Proste i logiczne.

    Pytać się czy nie pytać, jak to komu wygodne i tak ostateczną kwotę ustala się między sobą, pracodawca (rekruter) mówi ile dla niego jest warta oferta kandydata, a kandydat się ustosunkowuje i zaczyna się targ.

    Inna sprawa, że jak ktoś przyjdzie o wyższych oczekiwaniach finansowych, a jest lepszy niż zakładaliśmy, to czy nie warto podnieść tych widełek na dobrego specjalisty, czy mu twardo mówić 2000? Miałem tak z jedną firmą, poszedłem, widełki (były podane) 3000-3500 netto, a ja mówię, że 4000, ale skoro mam działalność, to ZUS sam opłacę sobie i fakturę VAT za usługę mogę wystawić i będziemy na zasadzie podwykonawstwa współpracować. Nagle 4000 nie było taką wielką sumą.

    Zakłada Pani Sabino, że jak ktoś będzie pracował na umowę o pracę i jak się poda widełki , to zaraz może być za dużo, bo jeszcze ze 2 000 do ZUSu będzie trzeba oddać i nie będzie to 3 000, a 5 000 na pracownika.

  • Jeśli chodzi o oczekiwania podawane w CV.. świetnie tylko, że takie oczekiwania mogę podać po wstępnej rozmowie kwalifikacyjnej gdzie wypytam się o szczegóły odnośnie stanowiska pracy, bo znajomość PHP/CSS/Javy/JavyScript/etc. nic nie mówi o pracy jaką będziemy wykonywać i co będziemy robić, równie dobrze, możemy pisać całe systemy CMS< końcówki bazy, czy za testera opogramowania robić lub tworzyć dokumentację techniczną…

  • @ProgWeb - nie do końca rozumiem z czym się Pan zgadza. Pisze Pan że zgadza się z Unionem, a jednocześnie pisze że ludzie nie czytają ze zrozumieniem. Union zaś pisze o tym, (na początku swojej wypowiedzi), że jeśli ogłoszenie zostałoby dobrze napisane, to ludzie nie wysyłaliby CV tam, gdzie nie mają szans - “Wystarczy aby ogłoszenie o pracę było porządnie skonstruowane aby uniknąć nieproszonych CV”
    Co do oczekiwań jeszcze :) Nie można wkładać wszystkich sytuacji do jednego worka. Są takie obszary, gdzie nie da się podać oczekiwań bez informacji o zakresie obowiązków. Są też takie, gdzie zakres obowiązków jest standardowy. Są stanowiska, na które szuka się specjalistów i trzeba im zapłacić więcej i są takie na które szuka się byle kogo i byle jak płaci. Są takie, gdzie płaci się odpowiednio do kwalifikacji i takie które są zawsze niedoszacowane, bo sa ludzie, którzy zaniżają stawki. No tak po prostu jest. Można nad tym pracować i można to zmieniać i warto - ale to też jest proces, do którego trzeba dorosnąć (zarówno w zakresie bycia pracownikiem jak i pracodawcą…) Pana ZUS, to zupełnie inna historia - jeśli pracodawca proponował 3500 brutto, a Pan mu zaproponował 4000 na rękę i FV to pracodawca i tak sporo zarobił.

  • Droga Pani Sabino
    Jak może Pani twierdzić że założenie jest błędne skoro go Pani ani nikt inny nie stosował? Nigdy nie spotkałem w Polsce takiej oferty. Jestem pewien i moge nawet na to postawić duze pieniadze że w tak skonstruowanej ofercie będzie przynajmniej o połowe mniej niechcianych aplikacji (bo jak kolega wczesniej napisał, debile są wszedzie wiec zawsze ktos nieproszony sie znajdzie).

    Oczywiście że oferta pracy powinna zawierać widełki płacowe.
    Uważam nawet że powinno być to uregulowane klauzulą “obowiązkowo”!

    Za wzór wszytkim pracodawcą i firmą rekrutacyjnym stawiam UK.
    Tam jak się patrzy na oferte pracy to odrazu widać że to kraj uczciwej konkurencji. Pięknie wypisane na samym poczatku widełki płacowe rocznie lub na godzinę. Podobnie z resztą jest w Ameryce i w Australii.

  • @Union - może byłoby tak jak Pan mówi, ale odnosząc się do opinii kolegi ProgWeb o kondycji umysłowej naszego społeczeństwa, trzeba byłoby napisać ogłoszenie tak, by takie ogłoszenie ta “słabsza” część społeczeństwa zrozumiała, prawda? To zaś sugeruje konieczność napisania ogłoszenia w odpowiednim stylu, na który żadna firma (myślę o większych firmach, które dbają o swój wizerunek) nie wyrazi zgody, bo ta druga (bardziej intelektualnie rozwinięta) część społeczeństwa mogłaby się poczuć urażona, a to jest zły PR. Myślę że się rozumiemy :)
    Co do widełek płacowych - moim zdaniem tak byłoby znacznie łatwiej. Jednakże próbuję Państwu przekazać w moich artykulikach jak na pewne rzeczy patrzą pracodawcy, aby Państwu było lepiej odpowiednio reagować na sytuacje na rynku pracy. Ani nie reprezentuję wszystkich rekruterów świata, ani tym bardziej pracodawców. W firmach w których pracowałam, z różnych względów, otwarte powiedzenie ile oferujemy było niemożliwe. Gdyby rekruter napisał takie widełki w ogłoszeniu, dyrektor by mu takiego ogłoszenia po prostu nie klepnął. (a rekrutera po takich dwóch wyskokach zwolnił). Tak mi teraz przyszło do głowy - ciekawe czy sytuacja by się zmieniła, gdybyśmy (jako pracownicy) przestali odpowiadać na ogłoszenia bez widełek (albo już podczas rozmowy telefonicznej o widełki pytali, mówiąc że szkoda marnować czasu, jeśli płaca jest zbyt niska) - może to by coś zmieniło. Na razie godzimy się na pracę za najniższą krajową, na pracę bez umowy, na pracę bez płatnych nadgodzin - trudno się dziwić, że część pracodawców to wykorzystuje. Działają jak większość- szukają najtańszych okazji w sklepie który nazywa się rynkiem pracy…

  • Wręcz przeciwnie Pani Sabino “inteligentniejsza część spoleczeństwa” nie ma prawa sie poczuc urażona gdyż są bardziej rozumni i rozumieją że aplikując na tak skonstruowaną ofertę mają doczynienia z powazną firmą, która dba o wizerunek firmy rekrutując tylko najlepszych z najlepszych zapewniając realne wysokie standardy swojej działalności.
    Poza tym można w ogłoszeniu to tak napisać aby nikt nie poczuł sie urażony.
    Propozycja aby nie odpowiadać na takie ogłoszenia jest dzisiaj nie możliwa bez dawania nauczki pracodawcom odmawiając im bez podania płacy, to radykalnie by wszystko zmieniło.
    Przykład ostatniej rozmowy:
    Dzwoni do mnie Pani zapraszjąc na interview. Oczywiscie zgadzam sie. Po chwili jednak oddzwaniam i mowie:
    - Dzien dobry. Mam jeszcze takie dodatkowe pytanie. Jakie jest przyblizone wynagrodzenie na tym stanowisku w oparciu o moje doswiadczenie.
    - No wie Pan ale takie rzeczy to omawiamy na samym końcu.
    - No wie Pani ale ja musze pokonać samochodem 200km w jedną stronę aby do was do jechać a to sie wiąże z pewnymi kosztami.
    Poza tym przyjade na rozmowę aby dowiedziec sie że firma proponuje mi np. 2000zł brutto?
    - No bardzo mi przykro, nie moge Panu podać.
    - Wie Pani mi tez jest bardzo przykro bo tracicie szanse na dobrego fachowca. Dziękuje. Żegnam.
    Gdyby choć połowa z nas stawiała sprawę na takim ostrzu, pracodawcy szybko by sie nauczyli, a praca w koncu by sie opłacała. No ale Polacy to chyba najbardziej skundlony naród w UE.
    Ostatnio byl artykuł o Polakach w Norwegii którzy godzą się pracować za połowe ustwowej minimalnej stawki. Nawet Norwedzy mimo że chwalą za jakość pracy Polaków to nie potrafią zrozumieć dlaczego tak sie kundlimy i dlaczego niszczymy ich rynek pracy.
    Do cholery Polacy zacznijcie sie cenić!!!

  • teraz pracodawcy oczekują, że się plany marketingowe zrobi dla nich za darmo.

  • Witam,
    Pani Sabino ostatnio po rozmowie kwalifikacyjnej dostałam od osoby rekrutującej informację, że nie zostałam wybrana spośród innych aplikujących kandydatów, ale firma pozwoliła sobie zostawić moje CV w bazie danych. Czy faktycznie praktykuje się korzystanie z takiej bazy danych? Czy zazwyczaj zamieszcza się ogłoszenie o rekrutacji i szuka kandydatów od nowa?
    Pozdrawiam

  • @Izo - to zależy (jak zawsze). Są pewnie tacy rekruterzy, którzy mówią to kurtuazyjnie (takie stwierdzenie często powoduje, że kandydat przestaje dopytywać “dlaczego”) Bywa też tak, że się korzysta. Jeśli Pani była rekrutowana przez agencję, to osoba rekrutująca może pamiętać o Pani przy okazji podobnych projektów. Jeśli na potrzeby firmy, to szanse są mniejsze, ale są takie sytuacje kiedy kandydat się rekruterowi podoba, ale szefowi działu już nie. Rekruter ma jednak “pomysł na kandydata” w innym dziale i pamięta o nim przy okazji rekrutacji. Mi zdarzało się kontaktować z osobami,które “odpadły” przy okazji jakiegoś procesu, ale też szczerze mówiąc nie było takich osób bardzo dużo. Może około 5 rocznie. Z tym, że ja nie pracowałam w Agencji a dla jednej firmy, możliwość przesuwania kandydatów między działami, była więc nieco mniejsza niż jest w Agencji

  • Sam doświadczyłem podobnej sytuacji. Od pewnej firmy otrzymałem zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną (rozmowa plus test sprawdzający wiedzę). Po kilku dniach zostałem poinformowany, że moja kandydatura została odrzucona ale dane na temat mojej osoby zostaną zachowane w bazie danych i w przypadku poszukiwań pracownika o zbliżonych kompetencjach zostanę o tym poinformowany. Po 3 miesiącach firma ponownie prowadziła proces rekrutacyjny na to samo stanowisko (najwyraźniej nowy pracownik się nie sprawdził). Oczywiście nikt się ze mną nie skontaktował. Ponownie wysłałem CV,trafiłem na rozmowę i przeszedłem cały proces od początku. Na moją sugestię, że przecież firma powinna mieć mój profil i wyniki testów, więc nie ma potrzeby aby ponownie wszystko powtarzać usłyszałem mętną odpowiedz, że osoba która wtedy ze mną rozmawiała jest na urlopie, nie ma możliwości sprawdzenia danych z poprzedniej rozmowy itp. Podejrzewam, że po prostu po pierwszym odrzuceniu moje CV z uwagami na mój temat trafiło do śmietnika, a nie do żadnej bazy. Zresztą podobny schemat miał miejsce w kontaktach z kilkoma agencjami pośrednictwa. Tradycyjna kolejność - rozmowa z rekruterem agencji - czasem drugi etap czyli rozmowa z pracownikiem firmy poszukującej pracownika - odrzucenie i zapewnienie o zatrzymaniu mojego CV w bazie danych - zero powiadomień w przyszłości, jedynie ponowne wysłanie aplikacji wywoływało jakąkolwiek reakcję. Wg. mnie tekst o “zachowywaniu danych” można wrzucić do jednego worka z frazesem “niezależnie od wyniki skontaktujemy się z Panią/Panem”. Oczywiście jest to tylko moja subiektywna opinia i być może są osoby które mają w tej materii inne doświadczenia.

  • Nawiążę do wypowiedzi Jarka.Z wyrzucaniem do śmietnika aplikacji spotkałem się nie tylko w firmach ale i w agencjach pośrednictwa.Obecnie poszukuję pracy i złożyłem aplikacje 3 tygodnie temu w dwóch dużych agencjach reklamujących się jako “europejskie”, osobiście w ich oddziałach w moim mieście. Nie czekałem biernie czy mnie powiadomią tylko śledziłem na bieżąco ich oferty. W tym tygodniu w obydwu były oferty które mnie zainteresowały. Niestety okazało się że nikt nic nie wie o moich aplikacjach i musiałem złożyć je od nowa. Tak więc mogę stwierdzić że żadnych baz danych nie ma, są tylko rekrutacje celowe do danych potrzeb, na bieżącą chwilę.

  • Pani Sabino, pozwolę sobie powrócić do hasła 2500 netto na start nierealne. Jak najbardziej, i to pięć lat temu. Ledwo po studiach, zero doświadczenia, praca nie wymagająca zbyt wiele wysiłku.
    Takie są realia pracy w centrach outsourcingowych.
    Wydaje mi się jednak, że później dochodzimy do etapu szklanego sufitu, nad którym rozpościera się warstwa stawek typu 5-8 netto, a następnie już te dwucyfrowe.

    Co do fal 200CV na jedno ogłoszenie: proszę mi wierzyć, przejście nawet przez 500 w ciągu dnia jest możliwe. Oczywiście człowieka frustruje mielenie “jabłek”, kiedy szukamy “gruszki”, jednak nie ma się co oszukiwać, nie jest to najczęściej zadanie niemożliwe.
    Przez trzy ostatnie lata przepowadziłem w swojej firmie kilkadziesiąt rekrutacji - to tylko kwestia woli i organizacji pracy :)

  • Bardzo mi się podoba określenie “organizacja pracy”. Szczególnie w odniesieniu do procesów rekrutacyjnych, które tak naprawdę rzadko kiedy wydają się być zorganizowane w jakikolwiek sensowny sposób.

    Obserwacja nr 1: Firma X zamieszcza w internecie ogłoszenie. Proces rekrutacji jest 3-stopniowy, jako kandydat przechodzę (powtarzając za każdym razem innej osobie te same informacje) dwa etapy, zostaję zaproszony do trzeciego, po którym dowiaduję się, że nie zostanę zatrudniony, albowiem firma boi się ryzyka, związanego z faktem dwukrotnej zmiany przeze mnie pracy w ciągu ostatniego roku. Nie jestem typem skoczka, po prostu nie za dobrze trafiłem raz i drugi, pani przyznaje rację oglądając siwi z którego wynika, że potrafiłem również lata całe pracować w jednej i tej samej firmie. Nastawienia to jednak nie zmienia, w związku z czym pytanie - czy skoro fakt częstej zmiany pracy dyskredytuje kandydata na określone stanowisko, bo firma ma taką a nie inna politykę, nie należy tego uwzględnić, zanim się kogoś takiego zaprosi na rozmowę, zabierze mu się czas i narazi na spore koszty trzykrotnego dojazdu ponad sto kilometrów od miejsca zamieszkania?

    Obserwacja nr 2: Firma Y zamieszcza ofertę pracy, w której formułuje ściśle określone wymagania wobec kandydata. W trakcie rekrutacji nikt nie sprawdza żadnych praktycznych umiejętności (bez których po prostu nie da się wykonywać tej pracy w sposób właściwy), zaś pani z którą rozmawiam, nie ma pojęcia, co trzeba umieć na tym konkretnym stanowisku (oceniam z punktu widzenia praktyka, czyli człowieka który taką właśnie prace wykonywał lata). Rekrutacji nie przechodzę, po dwóch miesiącach firma po raz kolejny daje to samo ogłoszenie, na to samo stanowisko w tym samym miejscu. Porażka rekrutera? Czy nie było by celowe zorganizowanie rekrutacji tak, by poza osobą sprawdzającą tak zwane “miękkie kompetencje” zawierała ona również część tyczącą się stricte konkretnych, wymaganych wszak w ogłoszeniu umiejętności?

    Obserwacja nr 3: Rozmowa kwalifikacyjna w firmie Z, pani zachwycona, pada pytanie o oczekiwane wynagrodzenie. Podaję kwotę nie najniższą, ale również nie nazbyt wygórowaną, zaznaczając od razu, że jako osoba mogąca się zawsze pochwalić wynikami byłbym zadowolony, gdyby część mego wynagrodzenia zależała właśnie od wyniku mojej pracy. Okazuje się, że niezależnie od skuteczności pracownika firma dzieli równo, na dodatek dużo poniżej przyzwoitości. Czy pieniądze muszą być tabu? Dla mnie osobiście są one równie ważne jak satysfakcja z wykonywanej pracy, myślę nawet, że mógłbym wykonywać pracę niesatysfakcjonującą ale dającą godne utrzymanie. W drugą stronę to nie działa, bo nie szukamy pracy po to, żeby mieć pracę, ale po to, żeby pozwalała się ona utrzymać. Czy rekruter tego nie wie i konieczne jest odgrywanie teatrzyku? Na co liczy firma chcąca płacić minimum za pracę, do której trzeba mieć i predyspozycje i dużą specjalistyczną wiedzę, na dodatek umieć jedno z drugim we właściwy sposób połączyć, żeby uzyskać wynik?

    Na koniec obserwacja nr 4: Firmy oferujące - umowy o dzieło w okresie próbnym czy tez zamiast niego, wynagrodzenie prowizyjne wtedy, gdy część pracy trzeba wykonać niezależnie od wyniku, bo na przykład wpływ nań mają inni ludzie a nie my sami… pełno tego na rynku. To są klasyczne przykłady firm- krzaków, w związku z czym pytanie ostatnie: czemu agencje rekrutacyjne nie weryfikują w żaden sposób takich klientów, psując często własną opinię? Pecunia non olet?

  • Pracodawca zapomina, że czas pracownika też jest cenny. Zaoszczędziłabym sobie wieele zachodu, gdyby pracodawcy raczyli powiadamiać w jakich granicach lokuje się przewidywane wynagrodzenie.

  • Mari, przewidywane wynagrodzenie lokuje się przeważnie w granicach najniższej krajowej - mówię tu o legalnym wynagrodzeniu od którego odprowadzane są składki i podatek dochodowy. Reszta to kasa wypłacana pod stołem. Rzecz jasna nie dotyczy to wszystkich firm, dotyczy to jednak przeważnie firm polskich, małych, czyli tak naprawdę większości funkcjonujących firm. Za najniższą nikt dziś nie wyżyje i wszyscy doskonale o tym wiedzą.
    Polscy pracodawcy powszechnie okradają państwo, tłumacząc swoje postępowanie wysokimi kosztami pracy. Przy okazji okradają również pracowników, których zatrudniają. Co ciekawe, od zatrudnianych przez siebie w ten sposób ludzi wymagają lojalności, uczciwości i tak dalej. Zapominają przy tym, że nie istnieje coś takiego, jak względna uczciwość: albo człowiek jest uczciwy albo nie jest. Jak uczciwy zdaniem pracodawcy jest ktoś, kto już na wstępie swojej pracy godzi się na współudział w przestępstwie?
    Ja wiem - człowiek, którego sytuacja zmusza do podjęcia jakiejkolwiek pracy, zgodzi się na każde warunki. I usprawiedliwi sobie to co robi, bo przecież z czegoś musi żyć. I nigdy w życiu nie przyzna się dobrowolnie, że brał udział w takim procederze, bo jeśli się przyzna… no to wiadomo, co będzie.
    Dzięki takiej właśnie sytuacji pracodawcy czują się bezkarni, nikt przecież nie pójdzie dobrowolnie donieść na samego siebie. Dlatego nikt tak naprawdę nie zna prawdziwej skali zjawiska, wszyscy wiedzą jedno: najniższa to w Polsce nie jest najniższa.
    Co może i niektórych pocieszy.

  • A ja ten temat skiomentuję w następujący sposób.

    Całe zło na polskim rynku pracy to wina pazernych firm HR.
    To ich działania doprowadziły do tego, że oferty nie zawierają proponowanych płac. to im się zwyczajnie opłaca. Oferując pracodawcom swoje usługi perfidnie motywują takie postępowanie obniżaniem kosztów pracowniczych. Nasi (nie)szacowni pracodawcy przystają na takie rozwiązania, bo raz że mozna napchac bardziej swój kałdun, dwa że można winą obarczyć firmę HR i nieszczęśliwca złapanago przez nią. Obie strony są zadowolone i mało ich interesuje pracownik.
    Firmy HR nie są zainteresowane jakimikolwiek zmianami, bo mało tego, że są pazerne to na dodatek wiekszość to totalni ignoranci i dyletanci.
    Nieprawda?
    Proponuję wnikliwą analizę ofert pracy. Przykładem niech służy przytoczona oferta przez Obirait.
    A takich ofert są tysiące.
    W całym cywilizowanym świecie wysokiej klasy specjalistami orkeśla się ludzi wyspecjalizowanych w wąskiej dziedzinie i oni są stosownie wynagradzani. BO MAJĄ BYĆ DOBRZY W TYM CO ROBIĄ. Oferta towrzona jest po głębokiej analizie potrzeb pracodawcy i obejmuje konkretne działania na danym stanowisku pracy za konkretne wynagrodzenie. Mało kto zainteresowany jest miernotami znającymi kilka bądź kilkanaście dziedzin.
    W polszcze natomiast taka miernota określana jest mianem fachowca.
    Taki właśnie stan rzeczy jest wygodny dla polskich firm HR. Po co wnikać w temat, skoro można zbudować ofertę typu: potrzebna sekretarka do lat 21, wykształcenie conajmniej licencjat, 7 lat doświadczenia, 4 języki, 450 znaków na minutę, stenografia, wymiary 90/60/90 powyżej 165cm i zaoferować wynagrodzenie 1200plz brutto.
    Po co tworzyć bazę poszukujących pracy? Skoro ci, którzy przeszli proces rekrutacji w takiej firmie nie będą skorzy do kolejnego upokorzenia. Odrzucone CV do kosza. Nowy pracodawca - nowe CV.
    Po co ograniczać proces rekrurtacji do jednego dnia? Przecież 3 dni to więcej kosztów i łatwo udokumentować i umotywować wysokie stawki firmy HR. Co z tego, że kandydaci ponoszą koszty? Kogo to obchodzi?
    Doprowadziło to do ogromnej rotacji na stanowiskach pracy, a co za tym idzie ich degradacji. Tak pod względem jakości świadczonej pracy, jak i płacy.
    Polska przypomina mi garnek zupy, w której menty i szumowiny wypływają na wierzch. I mało pocieszający jest fakt, że zupa jest coraz bardziej klarowna. Deko za wolno się ona klaruje.
    Dlatego właśnie tzw firmy HR będą jak najdłużej podtrzymywały taki stan rzeczy.
    W całym tym rynsztoku pojawiają się juz jednak konkretne oferty z opublikowanymi wymaganiami jak i oferowanym przedziałem płac. Pomału dociera do zarządzających świadomość, że nie da się tworzyć i porwadzić normalnej firmy przy pomocy sezonowych pracowników. To nie plantacja truskawek i zatrudnianie kogoś, kto w swoim CV chwali się, że jest hydraulikiem, elektrykiem, gazownikiem, mechanikiem samochodowym, ginekologiem, księgowym i informatykiem, to jedno wielkie nieporozumienie, w momencie gdy firma potrzebuje specjalisty elektronika.
    Frazesy typu ile by sie nie dalo pracownikowi zarobić, i tak będzie mu mało to czysta demagogia i są tworzone przez firmy HR na równi z szemranymi bzinesmenami.
    Dobrze opłacani pracownicy szanują swoje miejsce pracy, rozwijają swoje kwalifikacje. Dlaczego? Ano dlatego, że mieszkają w konkretnym miejscu, a o ile znalezienie pracy w innym rejonie kraju może nie być problemem, to znajezienie mieszkania już tak. To własnie mieszkanie jest podstawową przyczyną małej mobilności polaków, a nie inne wydumane powody. Ludzie potrzebują sowjej małej stabilizacji, jaką stanowi ich mieszkanie. Nikogo nie bawi życie na walizkach. Jest jeszcze taki jeden mało istotny szczegół jakim jest rodzina, dzieci. Dzieciom właśnie do prawidłowego rozwju potrzeba konkretnego miejsca, a nie ciągłego przemieszczania się, zmiany szkoły, środowiska.
    Zmiana pracy dla normalnego, odpowiedzialnego człowieka to ogromny stres i poważna decyzja, mająca wpływ nie tylko na niego, ale i na jego rodzinę. To zachwianie jego małej STABILIZACJI.
    Dlatego podawanie zakresu możliwych zarobków pozwala na rozsądne podchodzenie do ofert, a co za tym idzie wysyłaniem swojego CV.

  • Hmmm…@mojsa - wnikliwie przeczytałam wypowiedź. Niestety nie mam doświadczenia z agencjami rekrutacyjnymi (bo domyślam się, że o to Pani chodzi mówiąc o firmach HR) ale zastanawia mnie to, jaki związek miałyby mieć płace pracownika z tym czy był rekrutowany przez agencje czy nie. Tak naprawdę, to agencji zależałoby przeciez na tym, żeby pracownik miał jak najwyższe zarobki - agencja dostaje wielokrotność (czasem pojedyncze, czasem podwójne) pobory pracownika - a więc jeśli doradzi pracodawcy niską płacę, to sama mniej zarobi, co kłóci się z wspomnianą przez Panią pazernością.


Komentarze moderowane są przez redakcję. Komentarze zawierające obraźliwe i wulgarne słowa będą usuwane.