Pijaka można zwolnić, alkoholika nie…

alkohol w pracy Pijaka można zwolnić, alkoholika nie...Z badań przeprowadzonych przez organizację Eurobarometr, wynika że 25% pracowników w całej Unii Europejskiej pije alkohol 2-3 razy w tygodniu. Oczywiście, nie oznacza to zawsze upijania, wypić przecież można też lampkę wina do kolacji, czy piwo do lunchu. No właśnie, ale co zrobić z pracownikiem, który do lunchu w czasie pracy wypija nie jedno, ale dwa piwa? Albo z takim, który raz na jakiś czas przychodzi do pracy jeszcze nie na kacu ale jeszcze pijany?

Okazuje się, że dla pracodawcy zwolnienie takiego pracownika nie jest wcale proste. Oczywiście, można zasądzić pracownikowi grzywnę, z tym że kara taka rzadko przynosi efekty. Jeśli już żadne metody perswazji i zachęty nie pomagają pozostaje jedynie zwolnienie pracownika.


Najprostsza byłaby dyscyplinarka. W końcu pracownik, który przychodzi do pracy pod wpływem alkoholu dopuszcza się ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych (art 52.§1 k.p). Nie jest to jednak takie proste. Pracodawca musi w przypadku zwolnienia dyscyplinarnego zadbać i dwie rzeczy:

  • mieć dowód na to że pracownik rzeczywiście był pod wpływem alkoholu,
  • mieć absolutną pewność, że pracownik nie cierpi na chorobę alkoholową.

Zwykłego pijaka będzie można bowiem zwolnić, ale alkoholika w terapii już nie…
Precedens powstał w wyniku orzeczenia Sądu Najwyższego w wyroku z 10 października 2000 r. Są uznał, że stawienie się do pracy w stanie nietrzeźwości pracownika dotkniętego przewlekłą psychozą alkoholową nie stanowi dostatecznej podstawy, aby przypisać mu ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych (I PKN 76/ 00)

Aby poddać w wątpliwość zasadność zwolnienia dyscyplinarnego wystarczy przedstawić przed sądem pracy zaświadczenia o leczeniu z choroby alkoholowej.

Ponadto, pracodawca musi udowodnić że pracownik rzeczywiście był nietrzeźwy. Wprawdzie pracodawca nie może zmusić pracownika do badania alkomatem, ale nie musi mieć też twardego dowodu na picie pracownika. Do zwolnienia wystarczą podejrzenia. Pracownik może jednak zrobić badania alkomatem na własną rękę i poddać w wątpliwość podejrzenia szefa. Dlatego będąc pracodawcą warto się zabezpieczyć i przynajmniej mieć świadka, który potwierdzi nietrzeźwość kolegi z pracy.

Oczywiście, pijącego pracownika można zawsze zwolnić w normalnym trybie, za wypowiedzeniem. Zamiast więc zastanawiać się nad zwolnieniem dyscyplinarnym i utrudnianiem życia pracownikowi, łatwiej rozstać się w tradycyjny, cywilizowany sposób, za wypowiedzeniem.

Dodaj komentarz

3 Responses to “Pijaka można zwolnić, alkoholika nie…”

  1. Eva z drzewa says:

    Dane podane tutaj sa bardzo zanizone,bo alkoholizm to bardzo powazny problem w dzisiejszych czasach zarowno w Europie jak i w USA,a jak to ktos juz slusznie zauwazyl zamiast skupiac sie nad nalogiem pracownika wystarczy skupic sie nad efektami jego pracy,bo ten kto przychodzi do pracy pijany lub na kacu na pewno nie bedzie mial w pracy odpowiednich wynikow.

  2. trzeźwiakLECZpijaczyna says:

    Nikt nikomu alkoholku do mordeczki nie wlewa . . . czy jest się pijakiem, alkoholikiem lub namówionym na chlansko abstynenciakiem przez rozpitych znajomych ;/
    Np. wyjście z domu to mi zawsze grozi upiciem się (mocniejszym lub lzejszym). Kiedyś chciałem pić dopuszczalną dawkę dla organizmu dzienie (maks 2 5.5% piwka lub jedno mocniejsze do maks 10% zawartości alkoholu). Nie udawało mi się jednak to (wódki starałem się nie pić i nie udawało się . . . mimo, że wymiotami kończyło się to picie całe i urwanym filmem). Policja w większości straszyła dołkami i mandatami (ale ok. 18.3 % interwencji kończyło się spisaniem jedynie – nie mam pojęcia czy me nazwisko figuruje w jakichkolwiek bazach czy archiwach lub jest zwykłą statystyką). Za wczesna inicjacja alkoholowo-narkotykowa oraz telewizja też wypaczyła wszystko (młodociane nałogi kiełkowały niczym perz w kartoflach). Wszystko mi się teraz z patologią kojarzy i jeszcze dodam tutaj hazardzik z nikotynką. Nie wiem dlaczego ale abstynenci i nie jarający fajek w pracy nie są wcale lepiej traktowani mimo lepszej zdrowotności i kondycji. W dodatku palacze smrodzą ludziom nie palącym czy słuchają pijaków odurzonym alkoholowymi substancjami (to też ciężko z pijakami na trzeźwo siedzieć).
    Wiem, że alkoholu spożywać nie mogę i nie umiem (ale zawsze jak się nachleje jednodniowo czy ciągiem to w większości kontrole tracę i pieniądze). Za późno o tym się dowiedziałem, że alkohol szkodzi na mózgownicę (korę, móżdżek i opony). Jestem głupcem, więc staram się udawać mądrego (co nie wychodzi, a alkoholek to pogłębił do granic możliwości i odkryłem teraz, że odwrotu nie ma już od tego). Starałem się omijać miejsca gdzie jest alkohol (festyny czy inne spotkania – o dziwo w pracy nikt mnie na żadne bankiety i szkolenia nie zapraszał nigdy).
    Tak więc rzucam klątwę: “Alkoholu! Trzymaj się jak najdalej od nas i my od Ciebie! I przepadnij w gardłach tylko tych, którzy Ciebie jak najmniej piją”.

  3. alkoholizm says:

    U nas notorycznie pracodawca spożywał alkohol, namawiał pracowników do picia, i zwalniał osoby które nie chciały mu stawiać. Po świetlicy było picie aż wstyd. Nie było bata na tego pijaka bo pił z wszystkimi pracownikami, i swoimi przełożonymi. Teraz biedactwo przeszedł na emeryturkę. Dla mnie to dziadostwo