Jeden z moich kolegów uczestniczy w procesie selekcyjnym w pewnej firmie. Powiedział mi o tym następnego dnia po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. Oznajmił, że stanowisko jest idealne z każdego punktu widzenia; jego zdobycie byłoby ogromnym i bardzo ważnym krokiem w jego karierze zawodowej. A najlepsze było to, że pierwsza rozmowa kwalifikacyjna potoczyła się wyśmienicie: na zakończenie spotkania przedstawiciel biura pośrednictwa pracy – które było odpowiedzialne za przeprowadzenie procesu selekcyjnego pracowników – powiedział mu, że jego profil zawodowy odpowiada wymaganiom stanowiska pracy i że niedługo się z nim skontaktuje.
Przed kilkoma dniami zadzwoniłam do niego, aby dowiedzieć się, czy otrzymał jakieś wiadomości. Odpowiedział mi, w tonie kogoś kto stracił wszelką nadzieję, że najprawdopodobniej został odrzucony z procesu selekcji. „Odrzucony?!” – spytałam zdziwiona. „Jak to możliwe? Czyżbyś otrzymał wiadomość o tym, że nie przeszedłeś do następnego etapu selekcji?” Oczywiście, że nie. Nikt się z nim nie skontaktował. Właśnie z tego powodu mój kolega stwierdził, że ta cisza administracyjna oznacza, że jego kandydatura została odrzucona.
Ten pesymizm, spowodowany brakiem feedbacku ze strony pracodawcy, jest ogólnie spotykaną aczkolwiek nieuzasadnioną reakcją. W praktyce procesy selekcyjne przeciągają się w czasie i trwają o wiele dłużej, niż same firmy by sobie tego życzyły; jest stosunkowo normalne, że okresy oczekiwania wydłużają się i kandydat przez długi czas pozostaje bez odpowiedzi. Jednak w większości wypadków nie powinno to nas niepokoić. Jeśli nie zadzwoniono do nas, oznacza to, że pracodawca prawdopodobnie nie ma nam nic nowego do powiedzenia.
Chociaż nadal możemy spotkać się z firmami, które nie przykładają zbytniej wagi do stylu przeprowadzania procesów selekcyjnych, na szczęście ostatnio widoczny jest wzrost profesjonalizmu wśród osób odpowiedzialnych za przeprowadzanie tego typu procesów. W przypadkach tych firm, rzadkością jest pozostawienie kandydata bez odpowiedzi. Firma jest świadoma tego, że procesy selekcyjne stanowią środek komunikacji między firmą a rynkiem. Każdy wykonany ruch jest informacją przekazywaną do ogromnej rzeszy osób, wśród których znajdują się nie tylko przyszli kandydaci do pracy, ale również potencjalni klienci, a nawet jednostki opiniotwórcze. Kiedy kandydat decyduje się na odbycie rozmowy kwalifikacyjnej, poświęca swój czas i wysiłek danej firmie. Nawet jeżeli nie został on wybrany na określone stanowisko, należy okazać mu odpowiedni szacunek i podziękować za uwagę, jaką poświecił firmie. Jeden prosty telefon pracodawcy w celu poinformowania go o podjętej decyzji (nawet odmownej) sprawi, że kandydat zachowa pozytywny wizerunek firmy; wizerunek, który przekaże wszędzie tam, gdzie się uda. Firmy, które jeszcze nie zrozumiały tej prostej zależności, wystawiają sobie nienajlepsze świadectwo.
Dlatego też nie denerwujmy się; uzbrójmy się w cierpliwość i czekajmy. Przyczyny, z jakich firma opóźnia podjęcie decyzji, mogą być bardzo różne i zazwyczaj są związane z tak zwanymi okresami zastoju, czyli okresami, w których proces nie posuwa się do przodu, gdyż zależy on od wielu czynników wymykających się spod kontroli osób odpowiedzialnych za proces selekcji: podróż służbowa osoby, od której zależy podjęcie ostatecznej decyzji, niemożność pogodzenia terminów, priorytetowe sprawy przedkładane nad inne itp. Niestety nie da się do końca przewidzieć wpływu tych czynników na proces selekcji. Nie oznacza to wcale, że proces ten stracił na ważności; po prostu się opóźnia.
Często jednak to niezamierzone opóźnienie doprowadza niektórych kandydatów do białej gorączki. Oczywiście nie możemy przesiadywać przy telefonie w oczekiwaniu, aż ktoś się do nas odezwie. Możemy jednak uczynić coś więcej: skontaktować się z firmą na własną rękę, co z pewnością ulży katuszom związanym z oczekiwaniem… oraz sprawi, że przypomnimy się pracodawcy. Rozważny, wyważony w tonie, a przede wszystkim nieponaglający e-mail skierowany do osób, które przeprowadziły z nami rozmowę kwalifikacyjną, wysłany kilka dni po spotkaniu, będzie wyrazem powagi i umiejętności zachowania się w tego typu sytuacjach. Nie wpłynie to niekorzystnie na proces selekcji, w którym bierzemy udział, a na pewno będzie okazją do przypomnienia się osobie odpowiedzialnej za rekrutację. Jeśli nie otrzymamy odpowiedzi na tę wiadomość, nic nie stoi na przeszkodzie, aby po upływie 10 lub 15 dni zadzwonić do osoby, z którą spotkaliśmy się na rozmowie, i zapytać, na jakim etapie znajduje się proces selekcji. Jeśli nie jesteśmy zbytnio namolni, nie ma nic złego w tym, aby zademonstrować naszą chęć objęcia interesującego nas stanowiska pracy.
Jest jak najbardziej zrozumiałe, że staramy się zdobyć konkretne informacje od pracodawcy, bo przecież to on ma niepowtarzalną okazję zatrudnienia takiego jak my pracownika. Naszym zadaniem jest delikatne przypomnienie mu o tym, że okazja ta ciągle jest aktualna…, aczkolwiek nie możemy czekać w nieskończoność.
Dodaj komentarz