Pracodawca może podejść do tego tematu na dwa różne sposoby:
- Przyjmie pozycję dominującą i postara się uzyskać jak największą korzyść z Twojego zatrudnienia.
- Z perspektywy „naukowej” przedstawi Ci dostępną dla Ciebie wysokość wynagrodzenia.
W większości przypadków podczas rozmowy o wynagrodzeniu pomiędzy obydwiema stronami tworzy się bariera, powodowana różnicą interesów. Obydwie strony pragną osiągnąć jak największą korzyść. Kandydat powinien postarać się pokonać powstałą pomiędzy nim i pracodawcą barierę. Rozmowa powinna skoncentrować się na osiągnięciu scenariusza równouprawnienia. Dopiero w takiej sytuacji będziesz w stanie wynegocjować wynagrodzenie, które będzie mogło być zaakceptowane przez obie strony. Najlepszą szansę na wynegocjowanie satysfakcjonującego wynagrodzenia będziesz miał wtedy, kiedy dasz do zrozumienia drugiej stronie, że walczycie po tej samej stronie, kiedy wasza rozmowa stanie się całkowicie otwarta.
Aby jednak otrzymać najkorzystniejsze dla Ciebie wynagrodzenie, musisz udowodnić, że to, co się dla Ciebie liczy, to praca, a nie pieniądze. Nie bądź agresywny, jeśli uważasz, że zasłużyłeś na więcej. Postaraj się dostarczyć odpowiednich dowodów na to, aby zwiększono ofertę.
Ile chcesz zarabiać?
Prawdziwa wartość Twojej pracy obliczana jest według dwóch zmiennych: obszar geograficzny i rodzaj wykonywanej pracy. Pracodawca wie - z małym marginesem błędu - ile powinieneś zarabiać; jednak zawsze podczas negocjacji pojawi się pytanie, „ile chcesz zarabiać?”
Niestety większość ludzi zdecydowanie zaniża wartość swojej pracy i żąda dużo mniej, niż firma jest im w stanie zapłacić. W takiej sytuacji nie spodziewaj się, że otrzymasz wynagrodzenie wyższe od tego, jakie jesteś gotowy zaakceptować. Radzimy Ci, abyś nie mówił bezpośrednio, ile chcesz zarabiać, i nigdy nie wypowiadaj się na temat zarobków, jeśli oferowane stanowisko znajduje się w regionie lub kraju, którego poziom życia jest Ci nieznany.
Wysokość wynagrodzenia
Nawet jeśli uda Ci się znacznie wydłużyć negocjacje, w końcu dojdziesz do momentu, w którym zostaniesz bezpośrednio zapytany o faktyczną cyfrę. Podczas wcześniejszej „gry słownej” postaraj się, aby zaproponowali Ci jakąś przybliżoną wysokość. Jak to zrobić? Poniżej przedstawiamy strategię trzech kroków:
- Za pierwszym razem, kiedy zostaniesz zapytany o kwotę, odpowiedz, że jesteś bardziej zainteresowany samą pracą niż rozmiarem „wstępnej” oferty, jaką chcieliby Ci zaproponować.
- Za drugim razem powiedz, że rozważysz każdą rozsądną wysuniętą przez nich propozycję. Tak jak za pierwszym razem, powiedz to w sposób naturalny i otwarty oraz jak najbardziej spokojnie. Najprawdopodobniej po tej drugiej już próbie zaoferują Ci jakąś stawkę.
- Jeśli z jakiegokolwiek powodu pracodawca zada Ci to pytanie po raz trzeci, należy odpowiedzieć: „Jestem przekonany, że Państwo lepiej znają moją wartość niż ja sam”.
Dzięki temu w uprzejmy sposób uda Ci się zmusić ich do zaproponowania jakiejś kwoty. Począwszy od tego momentu, jeśli nadal nie uzyskałeś żadnej konkretnej odpowiedzi, staraj się nie zbaczać z kursu uprzejmej negocjacji. Temat ten jest bardzo delikatny, więc staraj się dokładnie mierzyć swoje słowa i trwać przy omawianej kwestii.
Daniel Fernández, dziennikarz



mam inne zdanie. sądzę że nie jest dobrze widziany przez pracodawcę kandydat, który unika odpowiedzi na pytanie ile chce zarabiać. Staje się wtedy mało konkretny i niezdecydowany. Wręcz niezdecydowany. Chociaż może to zależy od tego na jakie stanowisko stara się kandydat.
na ogół takie przedstawianie sprawy przedłuża rozmowe i zniecierpliwia “decydenta”. Lepiej powiedzieć od razu swoją cenę- trochę wyższą niż ranking płac w regionie na danym stanowisku. Potem juz twarde negocjacje i albo sie zgadzamy albo ……….NIE
Witam
Kiedyś starałem się o pracę na stanowisko przedstawiciela Handlowego w pewnej dużej Firmie.
Na rozmowie kwalifikacyjnej zadano mi pytanie ilę Pan chciałby u nas zarabiać ? odpowiedziałem:
A ile zarabia wasz najlepszy przdedstawiciel handlowy ?
oni na to: hmmmmm ??? ok 4000 pln
ja im na to:
no to chciałbym sprzedać 2 razy tyle co on ….
wymiękli
pozdrawiam wszystkich
mam pytanie…
a co w przypadku kiedy za trzecim razem po wypowiedzi, iż „Jestem przekonany, że Państwo lepiej znają moją wartość niż ja sam” pracodawca ( twardy negocjator - mający do dyspozycji ok 100 chętnych spełniających jego oczekiwania ) zaproponuje bardzo niskie wynagrodzenie…co wtedy należy odpowiedzieć …?
obrazić się, wyjść i uswiadomić sobie, że nie jestem wiele wart,….czy roześmiać się prosto w twarz rozmówcy…a może ocenieć jego wymagania na równie niskim poziomie…i zapytać czy zna dokładnie specyfikę pracy ( zakres obowiązków ) osoby, którą zamierza zatrudnić…bo w tym aspekcie zawsze pojawiają się niedomówienia….
Jestem na etapie negocjacji dotyczących wynagrodzenia za jakie zgodziłabym się wrócić do firmy z której odeszłam przed pół rokiem. Na przestrzeni kilku miesięcy odeszły cztery osoby co stanowi prawie połowę załogi pracującej w mojej grupie językowej. Firma dała mi do zrozumienia, że mnie potrzebuje ze względu na moją bardzo cenną umiejętność posługiwania się dwoma bardzo rzadkimi językami połączoną z komunikatywnością i szybkim uczeniem się nowych procedur. Negocjacje wyglądają tak, że w czwartek zadzwonił pracownik z działu HR z propozycją mojego powrotu do firmy i z wyraźnym zapytaniem o warunki. Spodziewałam się tego gdyż utrzymuję kontakt prywatny ze znajomymi z firmy. Znam realia i podałam moje warunki. Odpowiedział, że skonsultuje to z szefem. We wtorek był drugi telefon z ofertą firmy, w której moja pensja byłaby niższa od tej którą zaproponowałam o prawie 7 tys. zł brutto w skali roku, co stanowi mniej o około 20% kwoty jaką zaproponowałam i więcej o 7% od tego co miałam przed odejściem z firmy. Oferty nie przyjęłam i podałam nową będącą kompromisem zarówno dla mnie jak i dla firmy, pozostawiając jednak pole do manewru dla szefa. Firma prowadzi bardzo rygorystyczną politykę płacową a podwyżka dla mnie skutkowałaby w niedługim czasie podwyżką dla reszty grupy. Moja pierwotna oferta to mniej niż żąda cudzoziemiec z moimi kwalifikacjami. A zgodzę się wrócić do firmy jeśli różnica między pierwszą ofertą a ostatnią będzie się zawierała w przedziale 2 do 3 tys. zł brutto w skali roku. Dodam że w grą wchodzi przeprowadzka na drugi koniec Polski. Jeśli będzie więcej takich osób jak ja, to nasze pensje pójdą w górę. Z pozdrowieniami dla tych co mają odwagę walczyć i dla tych co jej nie mają, Matka Polka około czterdziestki
Uważam, że staranie się o pracę poniżej kwalifikacji połączone z zaniżonym wynagrodzeniem mija się z celem, bo nie pozwala się rozwijać. Wymusza dodatkowe zajęcia, które okradają nas z czasu dla siebie, rodziny i znajomych. Z moim zawodem i w moim wieku jest bardzo dużo bezrobotnych bez nadziei na pracę. Kilka lat temu utrata pracy była dla mnie traumą związaną z trzyletnim okresem bezrobocia. Bezproduktywnie biegałam od jednego pracodawcy do drugiego i wszędzie dostawałam odmowę. Postawiłam na umiejętności których nie miałam możliwości nauczyć się w szkole ani w poprzednich miejscach pracy, a w moim przypadku jest to gadatliwość, biegła znajomość dwóch rzadkich języków obcych (których nauczyłam się w trakcie pobytu za granicą) oraz komputer z którym teraz potrafię zrobić więcej niż większość osób o połowę młodszych ode mnie. Teraz nie boję się bezrobocia. Wiem, że może być odpoczynkiem przed następną dobrą pracą i zamiast trwonić czas na uganianie się za najniższą krajową zajmuję się tym co lubię. A jeśli nie znajdę w Polsce nic dla siebie, to zawsze mogę nauczyć się kolejnego języka zaczynając od zmywania naczyń. W tym też mam wprawę.
w pewnym momencie mojego życia zawodowego kilkukrotnie zadawano mi to pytanie …uwazam iż lepiej powiedzieć od razu kwotę niż wodzić kota za nos bo w końcu ktoś na s powiedzie i co robić wtedy…?
to jest naprawdę dobre!!!!!!!!To trzeba zapamiętać!
pisałem do p-h.Rzeczywiście taka odpowiedz jest najlepsza!
negocjacje, hmm… nawet o nich nie pomyślałam będąc szczęśliwą że…moje negocjacje dotyczą w ogóle umowy o pracę.Po bezskutecznym poszukiwaniu zajęcia i po rozmowie z bezpośrednim szefem zostałam zatrudniona na umowę zlecenie, na m-c “pokonując” młodsze rywalki z wyższym wykształceniem.Praca stresująca,zaległości sięgające pól roku. Nikt nie wiedział jak pracę zorganizować, sama więc w oparciu o dokumentację dobiegam finiszu pierwszego zaległego m-ca w postaci naprawdę dobrych efektów (praca żmudna,wymagająca skrupulatności) I? Jaka radość,bo oświadczono mi, że umowę przedłużają ze mną na trzy kolejne m-ce. Radość ( bo egzystencja ), ale krótka. Zaczęły się kombinacje z przekazaniem agencji pracy tymczasowej,dawanie do zrozumienia,że jeśli nie wyrażę zgody na moje miejsce czeka stu chętnych, no i “łaska pańska” że poproszono mnie na rozmowę, bo nie musiano (umowa na m-c skończyła się przecież).Wciskanie kitu, że konieczność przekazania agencji wiąże się z dyscypilną finansową(koszty, kolejna umowa zlecenie skutkowałaby umową o prace-a to o ile się orientuję tylko umowa na czas określony przecież…itp.). Koniec końców po moich “roszczeniach” w postaci wielu niewygodnych dla finansisty pytań dotyczących głównie daty kolejnej umowy (totalna ignorancja ze strony pracodawcy pomimo upływu terminu), po dwóch dniach pracy bez umowy ( a wykonuję swoją prace dalej) zostaję poinformowana, że umowa na trzy miesiące zostanie podpisana jednak z pracodawcą dotychczasowym, uff…ulga ale…umowy jak nie było tak nie ma (nie było do piątku i nie zdziwiłabym się gdyby jutro zakomunikowaliby mi, że już nie pracuję). Nadmieniam, że pracuję nieprzerwanie od 1 grudnia. Wszystko “w majestacie prawa” , w instytucji państwowej, gdzie nikt nie szanuje człowieka i jego pracy za 750 zł brutto…wykonałam kawał dobrej roboty (sama) ponieważ nikt nie miał bladego, ba żadnego pojęcia o tym jak tego dokonać dlatego tym bardziej czuję się…już nawet nie wiem jak się czuję…Pozdrawiam.
Mylące poglądy. Kiedy negocjujemy wartość wynagrodzenia? Według nas - kiedy już pracujemy. A nie kiedy zaczynamy pracę. Tak jest na całym świecie. Minęły już czasy, gdy pytano - ile chcesz zarabiać?. Obecnie to należy coś dać, pokazać a nie od razu Monte Blanc. Każdy pracodawca ma jakieś powody do przyjęcia nowego pracownika. Jednym z kryterium jest zysk. Nikt nie kupuje w ciemno. Zgodnie z zasadą Lawrenca, nie każdy sprawdza się na danym stanowisku. Więc po co te podchody? Głupi przedsiębiorca? Naiwny? Kiepski właściciel, który w ogóle dopuszcza do takiej rozmowy. Dotyczy to również pracownika. Każda ze stron stosuję identyczną strategię - każdy musi jak najwięcej zarobić. Przedsiębiorca więc musi stworzyć warsztat a pracownik przynieść zysk. Sobie i firmie. Kiedy negocjujemy? Proste, jak już pracujemy, poznajemy środowisko i jego elementy i generujemy swoją i firmy wartość. Wtedy można śmiało negocjować wartość uposażenia. Obie strony mają argumenty mierzalne a nie wydumane. Bardzo złe są takie artykuły, budują fatalną mentalność wśród młodych ludzi, którzy już na początku sądzą iż coś im się należy. Nikomu nic się nie należy, dopóki nie pokaże iż coś jest wart. Czy można negocjować kontrakt na zakup czołgu nie mając fabryki produkującej ów przedmiot? Jak widać wielu uważa, że tak. Może dlatego przetargi wygrywają ci, którzy mają owe zakłady?
A jeśli mam szansę podjąć pracę związaną z własnym hobby, to jak powinienem negocjować? Przyszły pracodawca chce inwestować w mój rozwój przez około dwa lata! W tym czasie mam poznać wszystkie tajniki zawodu i zdobyć wszelkie możliwe, potrzebne do pracy uprawnienia.
Powinienem przyjąć pierwszą, nawet najgorszą dla siebie opcję wynagrodzenia. Następnie co pół roku podejmować dialog z pracodawcą o moich wynikach i wtedy, starać się o podwyżkę (pamiętając o tym, że rozmawiamy o takiej możliwości jeszcze przed podjęciem pracy).
Pozdrawiam
jak na twoja wysoka komunikatywnosc i umiejetnosc poslugiwania sie dwoma jezykami obcymi to zarabiasz cieniutko. Jesli dobrze zrozumialem to:
zaproponowano ci 7tys mniej niz oczekiwalas i stanowilo to mniej o 20% czego oczekiwalas. Tak wiec po krotkich obliczeniach wychodzi iz zaproponowalas 35000 brutto rocznie.
Jesli dobrze podalas dane tzn. jesli potrafisz liczyc procenty to powiem ci iz nie szanujesz wlasnej pracy i nie ma sie z czego cieszyc. Oczekiwanie 2916pln miesiecznie brutto ze znajomoscia 2 jezykow obcych (zakladam ze dobra znajomoscia) jest po prostu zalosne. Jasne ze nie musisz sie obawiac bezrobocia, nikt z takimi umiejetnosciami, wiedza i doswiadczeniem nie bedzie za takie pieniadze pracowal.
Pozdrawiam
to było niesmaczne
Jak wszyscy co coś potrafią i sobą coś reprezentują wyjadą za granicę to wtedy można mówić o swoich oczekiwaniach płacowych. Do tego czasu lepiej uciekać od ostaotcznego określenia bo zatrudniający i tak zatrudni tego który zarząda mniej, a kwalifikacje to rzecz mało znacząca
A co zrobić, jeżeli pracodawca chce obniżyć płacę. Wszyscy pracujący spodziewali by się podwyżki natomiast dzieje się zupełnie odwrotnie. Z kokosów 1700 brutto - praca w recepcji hotelowej! na 1200 brutto w jednym z najdroższych miast w Polsce? Jak negocjować zaniechanie obniżenia wynagrodzenia?
Raz miałem sytuację, że pracodawca chciał mi obniżyć płacę, burak! Na Twoim miejscu bym zapytał, co na to wpływa, na jak długo chce obniżyć i co mam zrobić, żeby spowrotem wrócić do poprzedniej pensji. Pewne dla obu stron jest szukanie pracy przez takiego pracownika. Pozdrawiam i trzymam kciuki,
D.
w tym przypadku moim zdaniem - najlepszą formą negocjacji jest położenie wypowiedzenia na stół i szukanie innej pracy. pamietaj ze na obizenie wynagrodzenia jest tez okres wypowiedzenia warunków pracy i płacy równy okresowi wypowiedzenia przy zwolnieniu.
dobrze że podliczyłes, bo się zastanawiałam ile zażądała, a że jestem humanistką (trzy języki obce, ale powszechne), to kiepsko z u mnie z liczeniem
Faktycznie słabo, powinna przynajmniej chcieć 150% więcej
A co jeśli pracodawca nie proponuje stawki albo obiecuje i tak na koncie jest zupełnie inna suma, albo myślałem o brutto a nie netto
albo wiesz ja też na tym straciłem
przykłady odp. szefostw mógłby powstać tomik albo tom albo sie ciesz że masz prace
Jestem osoba po studiach zarządzanie i marketing (przed obroną). Doswiadczene zawodowe hmm rok pracy w dziale finansowym, rok pracy w firmie leasingowej jako pomoc biurowa. Czyli tak nie ciekawie nic konkretnego.
Chodze teraz na rozmowy. Wszedzie proponują mi place minimalną na początek czyli niecale 1000 zł brutto.
Jak powiedzialam, że chcę zarabiac 1000 zł na rękę, a dobrze by było gdybym miala 2000 BRUTTO. To pan sie bardzo zbulwersowal, że za dużo chce i rozmowa o prace trwala 10 minut.
Czegos tutaj nei rozumiem???
Przeciez to praca biurowa, a nie na taśmie w jakiejś hali.
Czy naprawde po studiach musze zaczynać od najniższej pensji??
zgadzam się z Paul Lomax . Sam kiedyś jako przedstawiciel jednego z lepiej płatnych zawodów a mianowicie programista miałem bardzo duże wymagania co do płacy i to od razu po studiach. Kilka razy się powinąłem, aż trafiłem do pracy za grosze, jednak wykorzystałem to, aby się podszkolić i wzmocnić swoje REALNE umiejętności, po czym zmieniłem pracę, jednak tam również nie szalałem z wymaganiami - powiedziałem ileś tam na okres próbny - 3-4 miesiące, a dopiero po tym, gdy stanowiłem solidny filar działań firmy zażądałem w uprzejmej rozmowie stawki, na poziomie moich kolegów po fachu. Prawda jest taka, że absolwent dopiero po 3 latach pracy w zawodzie może być pożądanym i docenianym finansowo pracownikiem. Wcześniej, to niech lepiej weźmie trochę zaniżoną płacę i niech się wykaże, a potem niech wymaga.
Sam gdybym się postawił w sytuacji pracodawcy i bym spotkał na rozmowie studenta/absolwenta, który żąda stawki na poziomie doświadczonych specjalistów IT to bym go pewnie wyśmiał, a przez takie artykuły właśnie część tak się ceni.
Bzdura. Przeciez pracujemy po to, aby zarabiac pieniadze. Mamy nawyki postkomunistyczne. Jestem zainteresowana praca, wiec bede pracowac filantropijnie? Oczywiscie, ze dobry pracownik, zaangazowany i lubiący swoja prace, to skarb, ale szanujmy się. Negocjacja wynagrodzenia nie jest niczym dziwnym w Stanach, czy w Kanadzie. W Polsce udajemy, ze nam na pieniadzach nie zalezy, bo chcemy wykazac, ze mamy tak piękną duszę, nieskazitelną, niezachlanną, chcemy się ksztalcic, wydawac na ksztalcenie pieniadze, poznawac kolejne jezyki - aby pracowac dla czystej satysfakcji. Ludzie, zmienmy w koncu rynek pracy. Kazda z firm nastawiona jest na maksymalny zysk. Dlaczego skoro firma wie, czym jest pieniadz, mamy udawac, ze nam na nim nie zalezy? Pracujemy po to, aby miec za co zyc i to jest nadrzedny priorytet. Gdyby tak nie bylo, nie wyjezdzalibysmy za granice do pracy i nie pracowali jako pomywacze, kelnerzy, tynkarze i inni.
wlasnie dlaczego mamy udawac ze cieszymy sie i jestesmy wdzeczni ze pracodawca wogule z nami rozmawia a to ze chcemy zarabiac jakies godne pieniadze to schodzi na drugi plan,przeciez oni tez nie rozmawiaja z nami bo akurat im sie nudzi firmy zarabiaja na naszej pracy wiec niech placa uczciwie a nie udaja ze spotkalo nas szczescie ze wogule z nami rozmawoaja
Też tak kiedyś myślałem, ale to myślenie dobre tylko z punktu pracodawcy, bo bez względu jak się starasz, Twoja penja na ogół zostaje taka jak na starcie. Pracodawca jest skłonny do podwyżek dopiero wtedy, kiedy zauważy, że sypie mu się wykwalifikowany personel, a u nas ciągle ludzie boją się odchodzić z powodu niezadowolenia finansowego, bo następny problem, to przyznanie sie nowemu potencjalnemu pracodawcy na rozmowie kwalifikacyjnej, że odeszło się z poprzedniej firmy z powodów finansowych - taka rozmowa na ogół jest już przesądzona.
mój powyższy komentarz dotyczy wypowiedzi Paul Lomax
Ania dobrze napisała-bo przecież każdy z nas pracuje po to aby się utrzymać, a sami dobrze wiecie jak teraz w naszym kraju jest, drożeją dobra i usługi a płace dalej na tym samym poziomie. Oczywiście wspaniałym uczuciem jest zadowolenie i satysfakcja ze znalezienia pracy we własnym fachu, w miłej atmosferze i stabilnej firmie dającej pracownikom możliwość awansu, świadczenia zawodowe..Ale realia są nieco inne niestety, konkurencja rośnie bo młodsze pokolenie, które od najmłodszych lat uczy się języków i najnowszych technologii wchodzi na rynek, a my jesteśmy w stanie zgodzić się na każde warunki jeśli na pracy i jakichkolwiek pieniądzach nam zależy. Gdyby więcej ludzi odmawiało pracy za marne grosze-pensje poszłyby w górę. To znowu ktoś przyjdzie za “byle co” i błędne koło się zamyka.. ;/
tak trzymać!!!
Paul Lomax zgadzam sie z Tobą w kwestii tego, że najpierw pokaż co umiesz robić, daj coś od siebie a później wymagaj-tez tak myślę.
Tylko, że jest mały problem-większość pracodawców w Polsce myśli dalej utartym szlakiem z przed lat: zgodził się to znaczy, że tyle mu wystarczy, więc to jego problem (sam chciał).
Z doświadczenia powiem Ci, że jak nie dostaniesz wystarczająco na początku to później możesz sobie na fiukać.
Po prostu w naszym kraju człowiek w firmie jest nadal traktowany jako koszt, zło konieczne i każdy podchodzi do tego, że jak ci się nie podoba to “fora ze dwora”.
Tutaj w pełni zgadzam się z Krzychem bo to co napisał to sama prawda.
Jak ktoś powie, że odchodzi nagle się okazuje, że proponują mu nawet 1000-4000 więcej- czyli się da! Nie jest to dziwne?
Gdyby pracodawca uważał, że to co płaci pracownikowi to dużo i nie stać go na więcej i tenże pracownik nie jest w stanie w żaden sposób “zapracować” na taka dużą podwyżkę to skąd nagle taki skok i to na dodatek bez gwarancji lepszej niż dotychczas pracy ze strony pracownika? (w opisywanych przypadkach pracodawca proponował takie sumy bez dodatkowych wymagań, zapewnień ze strony pracownika!)
Nie dotyczy to wszystko oczywiście ludzi, którzy dopiero “startują” w pracy, w tym przypadku jest oczywista kolejność (choć to nie reguła!)pokaż na co cię stać, ucz się i walcz to zobaczymy.Tak chyba jest w każdym normalnym kraju i jest to bardzo zdrowe dla ludzi, którzy zaczynają swoją karierę.
Co oczywiście wcale nie znaczy, że tacy nowicjusze mają pracować 12h za 500zeta/miesiąc, poniewierani i poniżani.
czy uważasz że pracownik przy taśmie na hali pracuje mniej wydajniej niż Ty za biurkiem ?a może ma mniejsze potrzeby i niższe koszty życia ?:/
Witam
Obecnie jestem już pracownikiem z rocznym doświadczeniem w wyuczonym zawodzie (studia). Zmieniono mi nawet angaż i uzyskałem tytuł specjalisty (firma produkcyjna - pracownik tzw. umysłowy). Dostałem też podwyżkę - 250 zł brutto i mam już całe 1950 zł brutto! Niessamowite. Po prostu szczena mi opadła. Taka hojność!!! W Polsce!!!
Ale do rzeczy….
Zaraz po studiach udało mi się być zaproszonym na dwie rozmowy kwalifikacyjne we wrocławskich firmach. Rozmowa przebiegała “normalnie”, sztampowo wręcz, ale widać było, że po myśli rekrutujących (nawet “niedoszłego” szefa). Serdeczność i pytania (rzeczowe, branżowe) pozwoliły mi w pełni wyczerpać temat rozmowy. No i …. ostatnie pytanie - Ile chciałby pan zarabiać?
Zupełnie już rozluźniony i ze świadomością braku doświadczenia zawodowego jako takiego odpowiedziałem:
- Myślę, że około 2500 złotych brutto Wystarczyłoby mi na początek.
Usłyszałem odpowiedź:
- Skonczył pan studia, prawda? 5 lat! Z dobrym wynikiem! I co teraz? Dwaipółtysiąca!? Niestety pańska kandydatura została odrzucona. My potrzebujemy ludzi ambitnych, ludzi znających swoją wartość. Dziękujemy za przybycie.
…..
Na drugiej rozmowie znowu zaryzykowałem (taki szalony jestem :p) i powiedziałem znowu:
- 2500 brutto.
Usłyszałem:
- Przecież zna pan realia zakładu. Proponuję panu 1500 złotych brutto.
Tę propozycję przyjęłem…. Głupiec….